Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kapusta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kapusta. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 stycznia 2021

Wege zupa z krajanką sojową a la solianka

                                                                                                                             

Przepis zrodził się w mojej głowie na podstawie solianki z boczniaków z książki "Jadłonomia po polsku", którą dostałam na Święta - m.in. w związku z tym, że styczeń jest moim miesiącem wege. W zeszłym roku nie jadłam mięsa przez 2.5 miesiąca z rzędu, a sama przygotowałam dwukrotnie mięsny obiad. Zdecydowanie wolę roślinki, ale na stałe jednak nie odrzucam mięsa. 

W każdym razie - czemu nie zrobiłam zupy z przepisu? Po prostu nie jadam grzybów. Nie mogłam więc zostać z boczniakami. Ale pomyślałam sobie, że spróbuję przerobić zupkę z krajanką sojową. No, do solianki jej trochę daleko (bo nie ma różnorodnego mięsa w sobie), ale bardzo kojarzy mi się przez połączenie ogórków kiszonych i pomidorów.

Zupa jest smaczna i pożywna. Taka warzywna pomidorowo-ogórkowa :) Coś innego niż jemy na co dzień.


Składniki:

  • 1/2 cebuli
  • 2 marchewki
  • 1 pietruszka
  • 1/4 dużego selera
  • 80 g krajanki sojowej
  • 1/4 włoskiej kapusty (ok. 20-25 dkg)
  • 250 go ogórków kiszonych + ew. woda spod ogórków
  • 3-4 łyżeczki koncentratu pomidorowego
  • Sól, pieprz, słodka papryka
  • 2 liście laurowe
  • 2 ziarnka ziela angielskiego
  • Ok. 2 l bulionu warzywnego + 1 litr wody lub bulionu do gotowania kostki

Zaczynam od przygotowania kostki sojowej według przepisu z opakowania (gotować ok. 10-15 min w bulionie). Odciskam ją i kroję każdy kawałek na pół.

Cebulę kroję w ćwierć-talarki, a warzywa korzeniowe i ziemniaki w drobną kostkę. Zaczynam od podsmażenia cebuli (najlepiej na oleju z odrobiną masła), po chwili dorzucam warzywa korzeniowe i chwilę je podsmażam. Dorzucam liście laurowe, ziele angielskie i paprykę, i zalewam bulionem.

Po ok. 10 min dorzucam ziemniaki i kroję dorbniej kapustę, którą też dodaję. 

Pokrojone w kosteczkę ogórki podduszam na suchej patelni - tak robiła moja Babcia - dzięki temu są takie... sprężyste. 

Pod sam koniec gotowania, jak już warzywa są właściwie gotowe, dorzucam kostkę sojową, a za jakąś minutkę-dwie - ogórki kiszone. Dodaję koncentrat pomidorowy i sprawdzam czy zupa jest odpowiednio kwaśna. Jeśli czegoś brakuje - dolewam wodę spod ogórków. Sól - do smaku. No i świeżo mielony pieprz.

Alternatywnie można jeszcze dodać koperek (zapomniałam do zdjęcia!) i śmietanę. Ale i bez tego jest pyszna!

Z tej ilości składników wyszło mi 6 porcji. Polecam odlać sobie do słoiczka i zapasteryzować. Ewentualnie po wlaniu gorącej zupy do słoika, odwróceniu jej do góry dnem - po przestygnięciu można w lodówce trzymać i z 1.5 tygodnia.




środa, 7 czerwca 2017

Surówka z młodej kapusty

                                                                                               
Niby banał, ale jakże smaczny!

Robię ją podobnie do surówki z "normalnej" kapusty, z tym że młodej wcześniej nie solę i nie odciskam - lubię, kiedy delikatnie chrupie!

Składniki:


  • 1/2 główki młodej kapusty
  • 1/2 marchewki
  • 1 pęczek koperku
  • 2 łyżki jogurtu
  • 1,5 łyżki majonezu
  • Sól, pieprz

Kapustę obieram z wierzchnich liści, kroję w większą kostkę i płuczę na durszlaku - odstawiam aż nieco przeschnie. W międzyczasie ścieram na grubych oczkach tarki marchewkę, a koperek drobno siekam. Mieszam kapustę, marchewkę i koperek, dodaję do nich majonez i jogurt naturalny. Można ewentualnie dosolić, ale na pewno trzeba posypać dużą ilością świeżego pieprzu!

Smacznego!



sobota, 13 maja 2017

Jajka w kokilkach


                                                                                                                            
Niesamowicie doceniam leniwe weekendy (te nie leniwe również :P ), zwłaszcza jeśli chodzi o śniadania. Zazwyczaj za śniadanie mam owsiankę lub kanapki, ale w weekend lubię zjeść coś lepszego. Dziś proponuję jajka zapiekane w kokilkach - pracy niedużo, a można się podelektować wykwintnym śniadaniem.



Składniki (2 porcje):

  • 15 dkg chorizo 
  • Kilka skrawków sera dojrzewającego (u mnie manchego)
  • 8 pomidorków koktajlowych
  • 3-4 listki pak-choi (w ramach zielenizny)
  • 2 jajka
  • Parmezan
  • Sól




Chorizo, które już miałam plasterkowane, pokroiłam na drobne paseczki, tak samo jak i pak-choi (którą kupiłam z ciekawości, a że nie miałam nic innego zielonego, to dodałam ją do śniadania). Ser (prosto z Hiszpanii, jak i chorizo, ale do dostania w Polsce bez problemu - można go, zresztą, zamienić na jakiś inny twardy ser) delikatnie pokroiłam w "piórka". Pomidorki koktajlowe pokroiłam na 4 części. Wysmarowałam masłem kokilki, a do nich nasypałam wymienione wcześniej i wymieszane składniki. Na nie wybiłam jajko, które nieco posoliłam i posypałam parmezanem.

Wstawiłam kokilki do nagrzanego na 180 stopni piekarnika, w kąpieli wodnej (na blaszkę wylałam wodę, po czym wstawiłam tam kokilki). Całość piekłam 15 min, ale następnym razem skrócę czas pieczenia do 10, aby żółtko było całkiem płynne.

Podałam z przytostowanym chlebem - prawdziwym, z najstarszej koneckiej piekarni.

Smacznego! 

niedziela, 30 października 2016

Stampott z kapustą kiszoną


W zeszłym tygodniu gdzieś w "internetach" zobaczyłam przepis na ciapkapustę, co przypomniało mi pierwszy raz kiedy usłyszałam o stampocie. Było to podczas oglądania jednego z programów Makłowicza, zwiedzającego Holandię. Wspomniał on wtedy o narodowej potrawie holenderskiej - stampocie, który to miał być breją ziemniaczaną, połączoną z kapustą kiszoną. Było to wiele lat temu... Kiedy odwiedziłam po raz pierwszy moich Przyjaciół, Edi i Grundiga, mieszkających w Amsterdamie, byłam zdziwiona, kiedy Edi zaproponowała zrobienie stampota z endywią. Okazało się wtedy, że stampott robi się na milion sposobów ;) Po zobaczeniu przepisu na ciapkapustę, pomyślałam, że muszę zrobić coś takiego. Nazywam to jednak stampottem, gdyż bardziej mi się z nim kojarzy (choć nie dorzucam tutaj boczku, ale proszę się nie krępować, gdyby ktoś miał na to ochotę).

Składniki:

  • 30 dkg kapusty kiszonej
  • 2 większe ziemniaki
  • 1/2 dużej cebuli
  • Liść laurowy
  • Ziele angielskie
  • Sól
  • Pieprz
  • Suszone warzywka
  • Masło

Przepis jest banalnie prosty - zaczynam od pokrojenia drobno cebuli oraz kapusty. Na maśle podsmażam najpierw cebulę, aż nabierze złotego koloru, wtedy dorzucam do niej kapustę. Podsmażam całość ok. minuty, po czym zalewam ją wodą (tak, żeby zakrywała lekko kapustę), dodaję jedno ziele angielskie, jeden listek laurowy, suszone warzywka i sól - duszę na wolnym ogniu ok. 45-60 min, aż kapusta zmięknie. Należy kontrolować ilość wody, dolewać ją w miarę odparowania. Podduszanie w niewielkiej ilości wody sprawi, że zostanie nam więcej smaku w kapuście. 

Po ok. 30-40 min wrzucam do drugiego garnka pokrojone byle jak ziemniaki i gotuję je standardowo, po czym ugniatam je na gładką masę.

Kiedy kapusta będzie już miękka, dodaję ją do ziemniaków (jako że mamy resztkową ilość płynu w kapuście to jej nie odsączam), dokładam jeszcze nieco masła i posypuję pieprzem.

Myślę, że jest to świetny dodatek do jakiegoś mięska, ale nie tylko - ja zjadłam tę potrawę z sałatką z ogórków kiszonych, pomidorów i papryki na kolację.

Smacznego!


wtorek, 19 stycznia 2016

Pierogi z kapustą kiszoną



                                                                                                                 
Ponieważ nie lubię grzybów, na Wigilię Babcia Danusia zazwyczaj robiła kilka pierogów z samą kapustą dla mnie, tak żebym i ja miała co zjeść (a z racji mojej awersji do grzybów i ryb, niewiele dla mnie zostaje).

Teraz Babcia już pierogów nie robi, ale za to ja zaczęłam. Nie jest to trudne, a jeśli robi się je w dobrym towarzystwie to i czas szybko leci. Praca "taśmowa" skraca nam czas przygotowania.

Nadzienie z kapusty jest banalnie proste. Warto przygotować je sobie dzień wcześniej albo tego samego dnia rano, żeby postało chwilę w lodówce - będzie się lepiej formować na pierogach.

Składniki:

Ciasto z tego przepisu

Farsz:
  • 1 kg kapusty kiszonej
  • 2 marchewki
  • 2 duże cebule
  • 4 liście laurowe
  • 4-6 ziaren ziela angielskiego
  • Cukier/miód
  • Sól
  • Pieprz
  • 10 dkg masła

                                                                                                                               
Cebulę drobno kroję i podsmażam na oleju z masłem. Po chwili dodaję marchewkę startą na drobnych oczkach i podsmażam jeszcze 3-4 min.

Kapustę też bardzo drobno szatkuję. Dodaję stopniowo do cebuli i papryki, dobrze mieszając. Całość podsmażam ok. 5 min. Dolewam wody - tak do 1/4 wysokości kapusty, dorzucam liście laurowe, ziele angielskie, nieco soli i całość duszę ok. godziny, podlewając w razie potrzeby kapustę wodą i co jakiś czas mieszając.

Pod koniec duszenia dodaję jeszcze masło - na kg, kapusty daję go ok. 10 dkg. Wydaje się sporo, ale robi naprawdę różnicę. Z masłem duszę kapustę jeszcze ok. 5 min.

W zależności od kapusty, jaką mamy, trzeba będzie zmodyfikować ilość cukru/miodu - dosładzamy do smaku.

Na sam koniec dosypuję dużo świeżo mielonego pieprzu. Jest to praca dość mozolna, dlatego że pieprzu naprawdę dużo potrzeba. Niech Wam się wydaje, że farsz jest nawet zbyt pikantny - po ugotowaniu pierogów nie będziecie mieli już takiego wrażenia, pieprz trochę się "gubi".

Z rozwałkowanego ciasta wykrajamy szklanką kółka, nakładamy farsz (jak już wspomniałam, dobrze, żeby był prosto z lodówki) i sklejamy dowolnie pierogi.

Gotujemy w osolonej wodzie ok. 4 min od momentu wypłynięcia pierogów na wierzch.

Doskonałym uzupełnieniem pierogów będzie kubek czerwonego barszczu!

PS. Tego samego farszu można użyć do łazanek czy też naleśników.

niedziela, 8 lutego 2015

Mielone a la gołąbki



Uwielbiam gołąbki, o czym wspominałam już pisząc przepis na takie prawdziwe.  Te prawdziwe może nie są bardzo pracochłonne, ale za to czasochłonne, więc zrobienie kilku w ciągu tygodnia nie jest możliwe. A miałam straszną ochotę. Więc pomyślałam, że zrobię może takie udawane, kotlety
mielone a la gołąbki.


Składniki:


  • 40 dkg mięsa wieprzowego z łopatki
  • 10 dkg ryżu
  • 1/4 niewielkiej główki kapusty
  • 1 cebula
  • 1 niewielka marchewka
  • 1 mała pietruszka
  • Kawałek selera
  • 1 jajko



Sos:

  • 1 l przecieru pomidorowego
  • Suszone warzywka
  • 3 łyżki śmietany (12-18%)
  • Sól, cukier
  • Ew. przyprawa do potraw włoskich


Cebulę pokroiłam w kostkę, marchewkę, pietruszkę i selera starłam na dużych oczkach. Podsmażyłam warzywa na niewielkiej ilości oliwy i zmiksowałam blenderem na gładką masę, ponieważ chciałam, aby były one tylko przyprawą. Ryż ugotowałam.

Z kapusty najpierw zdjęłam kilka wierzchnich liści. Miały mi one służyć do wyłożenia garnka, abym nie musiała mieszać kotletów, przede wszystkim po to, aby ochronić je przed uszkodzeniem. W międzyczasie wpadłam jednak na pomysł, że kotlety ugotuję na parze, więc tym razem liście się nie przydały, ale mogą przydać się komuś, kto nie ma parowaru. 

Pokroiłam kapustę na 4 i jedną ćwiartkę poszatkowałam. Myślę, że im drobniej, tym lepiej, więc warto użyć jakiegoś malaksera albo szatkownicy - jeśli ktoś ma. Jeśli nie, to tak jak ja, musi sobie poradzić za pomocą noża.

Drobno posiekaną kapustę zalałam na kilka minut wrzącą wodą, aby nieco zmiękła.

Wszystkie składniki wrzuciłam do miski - mięso, odsączoną kapustę, ugotowany ryż, warzywną papkę i jajko. Dodałam również sól i duuuuużo świeżo mielonego pieprzu. Całość dobrze wymieszałam i odstawiłam na 30 min do "przegryzienia się". Po tym czasie uformowałam 14 kotletów i ułożyłam je w parowarze. Gotowałam 45 min.


W międzyczasie zrobiłam sos. Nieco się różni od tego z poprzedniego przepisu - jest troszkę lżejszy. Nie ma w nim zasmażki, a jest równie dobry. 

Przecier pomidorowy wlałam do rondelka i zagotowałam go z przyprawami - włoską i suszonymi warzywkami. Na niewielkim ogniu pyrkotało mi to przez jakieś 15 min. Dodałam soli i cukru do smaku, a na sam koniec 3 łyżki śmietany (lubię dość śmietanowy sos do gołąbków, ale każdy robi wg uznania).

Podałam z ziemniaczkami, jak zwykłe mielone :)


środa, 26 listopada 2014

Naleśniki z kapustą i mięsem

...czyli recycling rosołowy

Coś mnie w sobotę wzięło na rosół. A nie jest to częste - zazwyczaj gotuję go raz, może dwa razy do roku. Ale mnie wzięło to ugotowałam. Zazwyczaj daję bardzo dużo warzyw, a niewiele mięsa - troszkę kurczaka, troszkę wołowiny. Miałam w zamrażarce dwa podudzia, ale wołowiny nie było. W sklepie szponder się już skończył, więc kupiłam co zostało, czyli rostbef. Gotowane mięso praktycznie zawrze dorzucam do rosołu razem z marchewką i groszkiem konserwowym, ale tym razem wpadłam na pomysł, że zrobię naleśniki. Kupiłam więc i kapustę kiszoną. No i taka to historia.


Składniki:

  • 8 naleśników z tego przepisu (zaręczam, że proporcje idealne)

  • 2 podudzia
  • 25 dkg rostbefu
  • 1/2 marchewki
  • 1 cebula
  • 20 dkg kiszonej kapusty

Kiszoną kapustę pokroiłam i gotowałam w niewielkiej ilości wody, wraz z liściem laurowym, dwoma ziarnkami ziela angielskiego i solą, przez ok. godzinę.

Ugotowane mięso obrałam, cebulę pokroiłam w kostkę i podsmażyłam. Dodałam marchewkę z rosołu, gotowaną kapustę i trochę pieprzu. Całość zmiksowałam blenderem, bo mi się nie chciało wyciągać maszynki do mielenia mięsa.


Nakładałam po łyżce farszu na każdego naleśnika i zawijałam je jak krokiety - najpierw po bokach, a później od dołu je rolowałam:



Oczywiście, można by i panierować takie naleśniki i zrobić z nich krokiety, ale jakoś uważałam to za zbędny dodatek kalorii. Tuż przed podaniem jednak podsmażyłam naleśniki, aby były lekko przypieczone i chrupiące.




wtorek, 11 listopada 2014

Gołąbki!



Kocham gołąbki! Uwielbiam! Ale jem je dość rzadko, bo zawsze mi się wydawało, że ich zrobienie to musi być jakaś czarna magia, zajęcie na cały dzień! Ostatnio jednak w jakiś weekend rano standardowo włączyłam sobie jakiś program kulinarny - tym razem do śniadania wpadła mi w oko (bo z Okrasą - ostatnio moim idolem kulinarnym - byłam na bieżąco) Siostra Aniela - miała krótki program o gołąbkach. Jakaż byłam zdziwiona, że to jest tak proste! Przy wspólnym gotowaniu z Martynką lazanii, wspomniałam o tym, a ona zgodziła się mi pomóc. Na ostatnim wyjeździe opowiadałam koleżankom o moich planach i Justynka również była chętna! Postanowiłyśmy wykorzystać długi weekend i zrobić gołąbki wspólnie. Dobrze, że Justynka się do nas dołączyła, bo to w sumie był nasz spec od gołąbków - z nas 3 tylko ona miała doświadczenie. Muszę przyznać, że trochę mi wstyd, bo się najmniej narobiłam tych gołąbków - w sumie to prawie wszystko zrobiły dziewczyny. Ale było bardzo fajnie!

Składniki:
  • 1 większa główka kapusty
  • 1,2 kg karkówki
  • 30 dkg ryżu
  • 1 cebula
  • 1 marchewka, ew. mały kawałek selera i pietruszki
  • 2 jajka
  • Sól
  • Pieprz

Sos:
  • 1 l przecieru pomidorowego
  • Masło
  • Mąka
  • Śmietana
  • Sól
  • Pieprz

Zaczęłyśmy od tego,  że się wybrałyśmy do sklepu po mięso. Mama Justyny polecała nam łopatkę wieprzową, ale nie było. Wahałyśmy się pomiędzy karkówką a szynką, ale wzięłyśmy tą pierwszą, bo szynka mogłaby być za sucha. I był to doskonały wybór. Okazało się, że w sklepie nie mielą mięsa na miejscu. Też fajnie, bo przynajmniej po raz pierwszy od dwóch lat mogłam użyć mojej maszynki do mielenia mięsa. Coś mi odbiło, że muszę mieć maszynkę i odkąd ją kupiłam to stała. A jako że jest to taka metalowa maszynka na ręczną korbkę to nie wiedziałam czy w ogóle zadziała. Zadziałała :)


Dziewczyny zabrały się za mielenie mięsa z dodatkiem kawałka selera, pietruszki i marchewki, które wyciągnęłam z zupy cebulowej (po ok 5-7 cm) oraz podsmażoną cebulką, wcześniej pokrojoną w drobną kostkę, a także startą na małych oczkach i również podsmażoną połówką marchewki (chciałam dodać całą jako przyprawę).

Do ugotowanego ryżu wrzuciłyśmy surowe, zmielone dwukrotnie mięso, dodałyśmy 2 jajka, sól i bardzo dużo czarnego pieprzu.

Kiedy dziewczyny mieliły mięso, ja zajmowałam się kapustą. Co prawda najpierw Justyna wycięła głąba (najpierw dookoła, a później na krzyż w środku, żeby lepiej można go było wydrążyć), ale garnka z kapustą pilnowałam ja ;) Zalałam kapustę wrzątkiem i na delikatnym ogniu ją gotowałam. Przez to, że nie było już głąba to co chwilę jakieś listki same odchodziły - wyciągałam je łyżką i widelcem, a później ostrym nożykiem obcinałam stwardniałe nerwy tak, żeby łatwo było zawinąć gołąbki.

Jeśli chodzi o zawijanie to każdy gołąbek wyszedł nam inny. Dla mnie najłatwiej jest zawijać następująco - po nałożeniu farszu zawijam na niego boki, a później od strony dolnej liścia zwijam w rulonik.

Z takiej ilości farszu udało nam się zrobić 15 wypasionych gołąbków - takich, że jeden wystarcza, a jak się jest łakomczuchem to półtora :) Liści zostało nam więcej, następnym razem musimy zrobić też więcej farszu.


Na spód garnka wyłożyłyśmy pozostałe liście kapusty a na nie ciasno układałyśmy gołąbki. Zalałyśmy je bulionem, nawet nie całkiem przykryłyśmy je płynem, ale na wierzch też ułożyłyśmy liście kapusty - żeby lepiej się uparowały. Po godzinie farsz był ugotowany, kapusta też, ale nadal krucha.

Kiedy gołąbki się gotowały, zrobiłyśmy sos. Zaczęłyśmy od zasmażki - ok 3 łyżki masła i podobną ilość mąki podsmażyłyśmy stale mieszając. Na początek dolałyśmy odrobinę wody, żeby rozrobić zasmażkę, a później już przecier pomidorowy. Trochę soli, trochę pieprzu i stale mieszając gotowałyśmy sos kilka minut, po czym dodałyśmy 3 łyżki śmietany (kwestia gustu ile). 30 sekund na małym ogniu i sos był gotowy. Nie pozostało nic innego niż polać nim gołąbki (ja uwielbiam morze sosu do nich) i pałaszować. Były pyszne, ale w dobrym towarzystwie jeszcze lepiej smakowały!

Do tej pory myślałam, ze najlepsze gołąbki są na stołówce UEKu, ale teraz już wiem, że to te roboty trio Martynka, Justynka i ja :)


sobota, 14 grudnia 2013

Kapustka a la Babcia Danusia w wersji wege



Moja Babcia często robi podobną kapustkę. Zawsze jednak dodaje do niej jakiegoś chudego mięska. Cała rodzina uwielbia kapustkę Babci! Ja robię ją w wersji wegetariańskiej, chyba dawno temu z oszczędności jakiejś (albo czasu, albo roboty, albo pieniędzy - kto to teraz wie?) zrobiłam po raz pierwszy właśnie bez mięsa i ogromnie mi posmakowała. Zazwyczaj zajadam ją z chlebem posmarowanym masłem (ach, pomaczanie takiego chlebusia w sosie - bajka!), ale jeśli komuś będzie mało to zawsze może jakiegoś kotlecika dorzucić, a wtedy kapustka będzie pysznym dodatkiem!

Składniki:


  • 1 1/2 kg kapusty kiszonej
  • 2 duże cebule
  • 4 łyżki suszonych warzywek
  • 2-3 łyżeczki koncentratu pomidorowego
  • Miód
  • Sół, pieprz, cukier
  • 2 listki laurowe
  • 4 ziarna ziela angielskiego
  • Woda

Zaczynam od szatkowania kapusty. Ja bardzo lubię kiedy kapustka jest kwaśna, więc nie odciskam kapusty, ale zdaję sobie sprawę z tego, że mój "poziom kwaśności" jest dość zawyżony. Dlatego polecam na początek odcisnąć kapustę, sok zlać do miseczki i w razie gdyby była zbyt mało kwaśna - dodać.


Podsmażam pokrojoną w kostkę cebulę, zasypując ją solą i suszonymi warzywkami. Tak na marginesie, to właśnie taka kapustka była pierwszą potrawą, do której użyłam tej przyprawy. A że nie jest ona bardzo mocno przyprawiana, mogłam poczuć ogromną różnicę w smaku!

Po podsmażeniu cebuli dodaję do garczka posiekaną kapustę - dokładnie mieszam i zalewam wodą tak, żeby była kapustka prawie że przykryta. Dodaję jeszcze 1-2 łyżki miodu, 2 liście laurowe i ziele angielskie i na niewielkim ogniu duszę kapustkę przez ok 1:45-2 godz, aż będzie miękka. Co jakiś czas trzeba zajrzeć do garnka, przemieszać naszą potrawę i sprawdzić czy woda nie wyparowała - a gdyby tak się stało uzupełniamy jej zapasy.


Kiedy kapusta będzie już miękka sprawdzam czy nie brakuje słodyczy (uwielbiam takie słodko-kwaśne potrawy!) i ew. dodaję miód lub cukier. Dodaję 2-3 łyżeczki koncentratu pomidorowego - tak na smaczek, podgotowuję jeszcze z 5 min i na sam koniec posypuję bardzo obficie świeżo zmielonym czarnym pieprzem.

Smacznego!


czwartek, 30 maja 2013

Młoda kapustka - wege


Kiedy nadchodzi wiosna przychodzi czas na młodą kapustkę. Zazwyczaj robię ją z dobrą kiełbaską - tak jak w przepisie z zeszłego roku. Teraz postanowiliśmy w domu zrobić dietetyczną, bezmięsną wersję. Jest doskonała jako dodatek do obiadu albo jako lekka kolacja.

Składniki:

  • 1 główka młodej kapusty
  • 2 cebule
  • 1 marchewka
  • 1 pęczek kopru
  • 1 puszka pomidorów 
  • Sól, pieprz, cukier
  • Odrobina wody

Cebulę kroję w kostkę i podsmażam na oleju. Kiedy już będzie zeszklona dodaję stopniowo poszatkowaną kapustę. Podlewam wodą na dnie. Dodaję startą na grubych oczkach marchewkę i posiekany koperek. Zostawiam na niewielkim ogniu, przykrywam garnek. Kapustkę duszę ok. 40 min, do momentu, kiedy będzie miękka. Dodaję wtedy pomidory z puszki lub 3 pokrojone w kostkę świeże pomidory. Dodaję soli, pół łyżeczki cukru i świeżo zmielony pieprz. Duszę jeszcze 5 min i gotowe!
 

wtorek, 16 kwietnia 2013

Dietetyczne pulpeciki mięsno-warzywne na dobry początek wiosny!



Tak sobie pomyślałam: wiosna się zbliża, można by coś ze sobą zrobić. Może by tak stracić trochę zimowego kaftanika? No dobra, trzeba się wziąć do roboty i trochę odchudzić jedzenie, ażeby - koniec końców - odchudzić i siebie ;)

Stąd też wziął się pomysł na drobiowe klopsiki.

Początkowo myślałam sobie - OK, będzie dietetycznie i będzie w porządku. Ale... kiedy chciałam zobaczyć czy aby dałam odpowiednią ilość czasu klopsikom na dojście i spróbowałam jednego.... eh! pomyślałam: cudo! Naprawdę, dawno mi coś tak prostego aż tak nie smakowego! Udawałam, że nie widzę, ale zjadłam 4 wieczorem, tak dla przegryzki, no nie mogłam się powstrzymać!

Z podanych niżej składników wyszło mi 30 pulpecików, ilość składników można spokojnie zmodyfikować :)

Składniki:


  • 750 g mięsa mielonego z indyka
  • 1 duża marchewka
  • 1 spora cebula
  • Kawałek selera (ok. 10 dkg)
  • 1 jajko
  • 3 łyżeczki lnu mielonego
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 płaska łyżeczka soli
  • Pieprz

Marchewkę i selera starłam na dużych oczkach tarki i dodałam do mięsa. Miałam trochę większy kawałek selera i nie chciałam ścierać go całego. Tak sobie myślę, że seler jest strasznie niedoceniony. Dlaczego chrupie się marchewkę? Dlaczego chrupie się rzodkiewkę? Dlaczego chrupie się kalarepkę, a selera nie?? Świetne warzywo! Schrupałam resztkę i stwierdziłam, że gdybym jadła drugie śniadanie to mogłabym jeść własnie selera :) Ale wracając do tematu...
Do mięsa, marchewki i selera dodałam cebulę, pokrojoną super drobno, 3 łyżeczki lnu mielonego (który był jednym z podarków ze spotkania Dietetyczne Rewolucje ), jajko, czosnek, płaską łyżeczkę soli i pieprz. Wszystko wymieszałam zgrabną rączką i odstawiłam na 30 min. 

Po pół godzinie zaczęłam ulepiać małe pulpeciki - warto nawilżyć dłonie, żeby masa nie kleiłam się do rąk. Od razu mówię - masa nie jest bardzo zwięzła, więc trzeba trochę uważać. Pulpeciki ułożyłam w moim parowarze (jeśli ktoś nie posiada tego fantastycznego urządzenia to może skorzystać z garnka do gotowania na parze lub po prostu durszlaka położonego na garnku i przykrytego pokrywką). Gotowałam je 20 min. 

Nie chcę się chwalić, ale naprawdę są pyszne - miękkie, soczyste, mięsiste - po prostu bombowe :)

Podałam z ziemniakami (też gotowanymi na parze) i surówką z kapusty (dietetyczną, bez majonezu...)




poniedziałek, 4 marca 2013

Barszcz ukraiński




Uwielbiam barszcz ukraiński. Zresztą, uwielbiam wszystko, co ma związek z burakami - w szczególności zupy. Zazwyczaj barszcz ukraiński robiłam na szybko, z mrożonki warzywnej - dodawałam kilka ziemniaków i śmietanę. Ale już od pewnego czasu chodziła za mną myśl, żeby w końcu zrobić taki barszcz od podstaw, żeby zrobić kawał dobrej zupy. Fakt, wymaga to trochę więcej czasu i zachodu niż użycie gotowej mieszanki warzywnej, ale za to efekt jest zdecydowanie lepszy!

Składniki:

  • 1 kg buraków (3 średnie sztuki)
  • 3 średnie marchewki
  • 1 pietruszka
  • Kawałek selera
  • 1/2 kg ziemniaków
  • 1 por
  • 1/4 niewielkiej kapusty włoskiej
  • 3 l wody
  • Sól, pieprz
  • Ocet (zamiennie można użyć sok z cytryny)
  • Śmietana

Zaczęłam od buraków. A dokładniej od założenia gumowych rękawiczek ;)

Buraki pokroiłam w kostkę i polałam je jakimiś 2 łyżkami octu - całość wymieszałam i odstawiłam na pół godziny. Jest to trik, którego nauczyła mnie pani Dorotka - pracowałyśmy razem w indyjskiej restauracji - do gotowania barszczu, który nie traci wtedy koloru.


W międzyczasie obrałam marchewki, pietruszkę, selera i ziemniaki i pokroiłam w kosteczkę. Białą i jasnozieloną część pora w plasterki, a kapustę poszatkowałam.

Po ok. 30 min zalałam buraki wodą. W momencie, kiedy zawrzała, dodałam jeszcze łyżkę octu. Po chwili wrzuciłam warzywa i dodałam soli. Całość gotowałam ok 45 min, po czym dodałam śmietany i posypałam dużą ilością świeżo zmielonego pieprzu.

W zanadrzu miałam przygotowany koncentrat buraczany, ale nie było potrzeby go dodawać.




Zupy wyszło jak dla wojska, dlatego odlałam dwa litrowe słoiki i je zapasteryzowałam na czarną godzinę.
Na normalny użytek polecam zmniejszyć proporcjonalnie składniki - ja już nie chciałam się bawić w żadne małe ułamki, dlatego zostawiłam faktyczną ilość.  


czwartek, 17 stycznia 2013

Łazanki z kapustą





Jakoś tak się zdarzyło, że nie miałam ostatnio obiadu do pracy. Wybrałam się na dział garmażeryjny do supermarketu obok i zaczęłam się rozglądać. Moją uwagę przykuły łazanki. Miałam nadzieję, że będą bez grzybów i nadzieja nie okazała się płonną. Muszę przyznać, że nawet mi posmakowały i stwierdziłam, że to przecież banalne danie.


Składniki:


  • 30 dkg makaronu łazanek
  • 40 dkg kapusty kiszonej
  • 1/2 marchewki
  • 1 cebula
  • Woda
  • Sól, pieprz, cukier





Cebulę pokroiłam w super drobną kostkę (dzięki mojemu nowemu, cudownemu nożowi  możliwe jest krojenie prawie że na pyłek), a pół marchewki starłam na drobnych oczkach. Podsmażyłam cebulę, i po chwili dodałam marchewkę. Po kilku minutach dodałam drobno pokrojoną kapustę kiszoną, podsmażyłam chwilę i podlałam odrobiną wody - tak na dno. Dodałam soli i cukru do smaku. 

Od czasu do czasu mieszałam i dolewałam wody, żeby kapusta się nie przypaliła i żeby się lekko dusiła - całość trwała ok. 50 min, dopóki kapusta nie zmiękła. Na koniec dodałam dużo świeżo zmielonego pieprzu.

W międzyczasie ugotowałam łazanki według przepisu na opakowaniu. Po odcedzeniu dodałam do nich odrobinę oleju. Kiedy kapusta była gotowa wszystko razem wymieszałam. 


Nie pozostało nic innego jak spakować część do pracy i czekać z niecierpliwością na obiad następnego dnia. Łakomstwo zwyciężyło i trochę podjadłam na wieczór, ale były naprawdę tak dobre, że nie mogłam się powstrzymać.

Część osób na pewno zastanawia się nad płukaniem kapusty. Kiedy ją dusiłam sama się zastanawiałam czy nie lepiej było tak zrobić, bo kapusta była dość kwaśna, a do łazanek raczej pasuje mi łagodna. Ale okazało się, że po wymieszaniu z makaronem była idealna! Dlatego nie polecam płukania :)