wtorek, 5 września 2017

Kuskus z soczewicą i warzywami

                                                                                                                
Miały być nadziewane cukinie, ale wyszło "jak zwykle" czyli nastąpiła zmiana planów - najzwyczajniej w świecie chciało mi się spać, a nie chciało się czekać na piekarnik. Obiad do pracy jednak musiał być, bo ostatnio zamawiałam i już mam dość takiego przywożonego. A zatem - co można zrobić szybko, smacznie i z niewielu składników? Kuskus z soczewicą i warzywami!

Składniki:

  • 50 g kuskusu
  • 50 g czerwonej soczewicy
  • 1 cukinia (ok. 300 g)
  • 1 cebula (ok. 100 g)
  • 12-15 pomidorków koktajlowych
  • Oliwa
  • Sól
  • Suszone warzywka

Kuskus przygotowuję według opisu na opakowaniu. Soczewicę gotuję ok. 7 min.

Na patelni rozgrzewam oliwę i podsmażam bardzo drobno pokrojoną cebulkę (posypaną solą, żeby się nie przypaliła). Dodaję pokrojoną w kostkę cukinię (posypuję suszonymi warzywkami) i podsmażam ją kolejne kilka min (5-7), aby nieco zmiękła, ale była dalej jędrna. Dodaję ugotowaną cukinię i kuskus, pokrojone na pół pomidorki koktajlowe. Mieszam, zostawiam na patelni na jakieś 30-60 sek. i gotowe!

Całe danie to ok. 470 kcal, ale wychodzi dość dużo objętościowo, a soczewica jest dla mnie bardzo sycąca, dlatego podzieliłam sobie danie na dwie porcje. Myślę jednak, że "żeby chłop się najadł" to potrzebuje zjeść całość ;]


niedziela, 27 sierpnia 2017

Pasteryzacja w piekarniku


                                                                                                                             
Pasteryzacja na sucho czyli pasteryzacja w piekarniku to jeden ze sposobów na zatrzymanie lata w słoikach ;)

Do tej pory zazwyczaj pasteryzowałam przetwory gotując je w garnku. Zawsze jednak pojawiał się u mnie problem z wielkością słoików - w jednej partii powinny znaleźć się słoiki jednej wielkości, jako że woda powinna sięgać do ok. 3/4 wysokości słoika. Ja zazwyczaj mam różnej wielkości słoiki - a to po majonezie, a to po suszonych pomidorach, a to jakieś kupione... od Sasa do Lasa :) Dlatego też w moim przypadku lepiej się sprawdza pasteryzacja w piekarniku.

Jak się za to zabrać?

Gotowe przetwory standardowo przelewamy do słoików. Ja od razu odwracam je do góry dnem - sprawdzam czy zakrętka nie przecieka, a przy okazji się słoik już początkowo zassie.

Kiedy przetwory przestygną zabieram się już do pasteryzowania. Na tackę piekarnika wykładam ściereczkę (tak jak i przy gotowaniu, aby ochronić słoik przed ewentualnym pęknięciem od drgań), a na niej układam słoiki - tak, by się nie stykały.

Wkładam słoiki do zimnego piekarnika, który ustawiam na 125-130 stopni. Kiedy piekarnik osiągnie temperaturę, czekam jeszcze ok. 20 min (w przypadku przetworów warzywnych), po czym go wyłączam. Uchylam drzwiczki, a słoiki wyciągam dopiero po kolejnych 30 min (uwaga, gorące!). Układam je ponownie do góry dnem i czekam aż przestygną.

U mnie standardowe "słoiki" to przecier pomidorowy i leczo (oczywiście, bez mięsa) na zimę.

Zapiekana owsianka bananowa

                                                                                                             
W niedzielę lubię sobie zrobić nieco inne śniadanie niż zazwyczaj. Dziś była to zapiekana owsianka z bananem, suszonymi owocami i migdałami. Oczywiście, dodatki są dowolne - wedle gustu. Ja polecam suszone wiśnie i porzeczki, bo są słodko-kwaśne i fajnie współgrają ze słodkim bananem.


Składniki (2 porcje):


  • 80 g płatków owsianych
  • 1 banan (100 g)
  • 10 g płatków migdałowych
  • 10 g suszonych wiśni
  • 20 g suszonych czarnych porzeczek


Banana rozcieram widelcem, do papki dodaję pozostałe składniki (wiśnie kroję na mniejsze kawałeczki). Wkładam dobrze wymieszaną masę do posmarowanych kokilek i zapiekam 15 min w 200 st.


Podaję z jogurtem i odrobiną świeżych owoców (jabłko, śliwka, etc.) w osobnej miseczce.

Porcja samej owsianki to 267 kcal. Smacznego!


niedziela, 16 lipca 2017

Batoniki owsiane - z bakaliami i bananem

                                                                                                                   
Kiedy chodzę w góry, lubię wziąć czasem ze sobą jakiś batonik owsiany - w razie gdybym opadła z sił. I - o ile można nawet czasem kupić jakiś porządny batonik (nie ulepek z cukru i z naturalnymi składnikami) - to jednak fakt jest taki, że jeśli zrobimy go sami to mamy pewność, że jest to wyrób dokładnie taki jaki chcemy i potrzebujemy.

Na dzisiejszą wycieczkę na Turbacz postanowiłam zatem zrobić takie batoniki. Roboty chwila-moment, a dobry zastrzyk energii - gwarantowany!

Składniki:

  • 150 g płatków (u mnie wymieszane owsiane z żytnimi)
  • 50 g migdałów
  • 50 g orzechów włoskich
  • 50 g żurawiny
  • 1 banan
  • 1 jajko
  • 2 łyżki jogurtu
  • 1 łyżeczka miodu

Tak naprawdę to bakalie możemy dodać jakie chcemy i ile chcemy - wszystko zależy od naszego gustu. Ja - na ten przykład - nie lubię rodzynek, więc nie znajdziecie ich u mnie w przepisach, ale jakbym dorwała suszone wiśnie albo porzeczki - to brałabym bez mrugnięcia okiem :)

Bakalie siekam i mieszam z płatkami (migdały kupiłam już w słupkach - z lenistwa). Banan rozcieram widelcem, dodaję do niego jajko, dwie łyżki jogurtu naturalnego oraz łyżeczkę miodu (jeśli nie jesteście - jak ja - wielkimi fanami słodkiego to w zupełności wystarczy). Mieszam suche i mokre składniki, po czym wylewam je do niewielkiego naczynia żaroodpornego, wyłożonego papierem do pieczenia. Wyrównuję i wkładam do piekarnika nagrzanego do 175 stopni na 25 min.
Po tym czasie wyciągam masę z papierem na kratkę i czekam aż ostygnie - dopiero wtedy kroję. 

Z podanych składników wyszło mi 8 batoników, po ok. 210 kcal każdy. Oprócz wyjścia w góry świetnie spisują się jako drugie śniadanie czy popołudniowa przekąska.

Smacznego!

sobota, 15 lipca 2017

Makaron z bobem


                                                                                                                                                       
Uwielbiam bób! W tym roku to już w ogóle dostałam jakiegoś szału i jem go w sezonie na okrągło! Ale ileż można jeść sam bób? (no... można ;) ) Postanowiłam zrobić więc makaron do pracy. O ile w momencie, kiedy go kończyłam, miałam pewne wątpliwości ("pewnie będzie za suchy...") to po spróbowaniu potrawy - byłam bardzo zadowolona! Z czystym sumieniem mogę polecić! Jedyną modyfikację, jaką bym zrobiła, to zmiana makaronu na tagliatelle, spaghetti albo farfalle - pappardelle są trochę za duże, ale w ramach czyszczenia szafek podjęłam świadomą decyzję o wykorzystaniu tego, co w nich było.

Składniki:

  • 250 g makaronu
  • Ok. 500 g bobu 
  • 1 cebula
  • 3 suszone pomidory
  • 100 g boczku wędzonego
  • 1 pęczek koperku
  • 30 g masła
  • Sól

Bób standardowo gotuję z solą i koperkiem (koniecznie!). Czas gotowania zależy od tego czy jest to młody, czy nieco starszy bób. Gotujcie wg własnego uznania - mnie zależało na tym, żeby był al dente (gotowałam ok. 15 min.). Kiedy bób już wystygnie, obieram go ze skórki - bez skórek wychodzi ok. 375 g.

Gotuję makaron według przepisu na opakowaniu. Po ugotowaniu, dodaję pół porcji masła do makaronu.


W międzyczasie kroję boczek na bardzo drobną kosteczkę (obieram ze skóry, odcinam niepotrzebny - dla mnie - tłuszcz), wrzucam go na zimną patelnię i powoli podgrzewam, aby resztki tłuszczu się zdążyły wytopić, zanim boczek się przyrumieni. Dorzucam po chwili cebulę - również pokrojoną w drobną kostkę, a za chwilę - suszone pomidory (kostka mniej więcej taka sama), dodaję odrobinę soli. Całość podsmażam przez kilka minut, po czym dodaję bób i połowę masła. 

Na koniec dodaję do bobu drobno posiekany koperek i całość mieszam z masłem. Z podanych składników wychodzą 3 porządne porcje (ok. 500 kcal jedna).

Smacznego!