Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mąka razowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mąka razowa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 kwietnia 2020

(Najprostszy) chlebek a la ciabbatta (pszenno-owsiany)

                                                                                                                               
Głowy sobie nie dam za to obciąć (że najprosztszy), ale nie wyobrażam sobie, żeby można było prościej. Kilka machnieć łyżką i jedyne, co nam potrzeba to odrobina cierpliwości. Pieczywko jest mięciutkie, pachnące, idealnie wilgotne. Przy odpowiednim przechowywaniu (zawinięte w papier, a później foliówkę), wytrzyma tydzień i będzie nadal pyszne (dłużej u mnie się nie uchowało).

Niedawno też, przez przypadek, z tych składników wyszedł mi nieco bardziej zwięzły chlebek - również polecam.

Składniki:


  • 300 g mąki pszennej
  • 200 g mąki owsianej, razowej
  • 470 ml ciepłej wody
  • 15 g drożdży
  • 2 płaskie (niepełne) łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka cukru


Drożdże rozkruszam do miski, zasypuję cukrem, lekko rozcieram drewnianą łyżką. Dodaję 100 g mąki pszennej i ok. 200 ml ciepłej wody. Całość mieszam i odstawiam na 10-20 min przykryte ściereczką.

Kiedy rozczyn już urośnie, dodaję do niego sól, przesianą mąkę - zarówno pszenną jak i owsianą, którą bardzo lubię. Farfocle z mąki owsianej, które zostaną na sitku, dodaję do masy. Dolewam pozostałą wodę (ciepłą). Całość mieszam drewnianą łyżką, aby połączyć składniki, ale nie przejmuję się bardzo dokładnością. Przelewam masę do wysmarowanej olejem miski, przykrywam ściereczką i zostawiam na 2-3 godziny, do wyrośnięcia.

Kiedy ciasto wyrośnie, wyrzucam je na porządnie obsypany mąką blat. Zagniatam krótko, aby utworzyć z masy bochenek. Dziś pocieliłam ciasto na dwie części, robiłam je również w całości. Układam podłużny bochenek na blaszce, na papierze do pieczenia, przykrywam na kolejne 40 min. 
W międzyczasie nastastawiam piekarnik na 230 stopni i jeszcze do chłodnego wkładam naczynie z wodą, aby zaparowało piekarnik.

Chlebek piekę w sumie ok. 35-40 min, po ok. pół godzinie, kiedy wierzch jest juz złoto-brązowy, przewracam do góry nogami, aby i dół się nieco przypiekł. Chlebek nie będzie bardzo wyrośnięty do góry, ale trochę urośnie. Jeśli zależy nam na bardziej kształtnych kromkach, możemy spokojnie użyć keksówki.

W ramach eksperymentu jeden chlebek nacięłam, a drugi nie. Nacięcia widać delikatnie i ten chlebek był nieco niższy niż drugi, którego nie nacinałam. 

Uwaga! Nie próbujcie świeżego chlebka, jeszcze lekko ciepłego! Z masłem jest tak pyszny, że ciężko się oderwać! 😋



sobota, 18 kwietnia 2020

Chleb pszenno-owsiany na drożdżach

                                                                                                                       
Ten chlebek to wynik "wypadku przy pracy" :) Tym bardziej mnie cieszy! Podczas kwarantanny już kilka razy piekłam różne pieczywo - najbardziej przypadła mi do gustu ciabatta (wrzucę przepis jak zrobię następnym razem), którą miałam zamiar zrobić i wczoraj. Ciabatta piecze się ok. 30 min, ale - wiadomo - trzeba jej doglądać. Kiedy sprawdziłam ją wczoraj po 25 min - zamarłam - blada, popękana, co się dzieje?! Patrzę - hm...nastawiłam nie tę temperaturę, co potrzeba (jak? jak?). Straciłam nieco nadzieję, ale nie poddałam się. Wszak drożdże to w obecnych czasach towar deficytowy i nawet 15g jest na wagę złota! ;) Pokombinowałam trochę i kiedy po godzinie od wyciągnięcia z piekarnika, pokroiłam jeszcze lekko ciepły chleb, położyłam trochę masła - przepadłam... Pachnący, mięciutki, z chrupiącą skórką... No i zjadłam...no nie powiem ile, ale sporo :)

Chlebek jest bardzo prosty w przygotowaniu - jedyne, czego potrzebujemy to trochę cierpliwości.

Składniki:


  • 300 g mąki pszennej (+ do podsypania)
  • 200 g mąki owsianej (myślę, że może być każda inna pełnoziernista, a nawet i całość można zrobić ze "zwykłej" mąki)
  • 470 ml ciepłej wody
  • 15 g drożdży (świeżych)
  • 1 łyżeczka cukru
  • 2 płaskie łyżeczki soli


Zacznijmy od zaczynu - drożdże rozkruszam, dodaję cukier, ok. 100 g przesianej przez sitko mąki oraz 200 ml ciepłej wody. Rozrabiam drewnianą łyżką i zostawiam przykryte ściereczką przez ok. 10 min.

Kiedy zaczyn już urośnie - dodaję pozostałą mąkę (przesiewam obie, a "farfocle", które zostają z mąki razowej na sitku - dosypuję do reszty). Dodaję sól i pozostałą wodę (również ciepłą). Mieszam wszystko drewnianą łyżką - tak żeby powstała z tego jedna masa, ale nie przejmuję się tym za bardzo.


Większą miskę smaruję olejem i przerzucam do niej ciasto. Przykrywam ściereczką i zostawiam na 2-3 godzinki do wyrośnięcia (wczoraj chyba trochę dłużej i też nic się nie stało). Za pomocą silikonowej łopatki wyciągam ciasto na dobrze wysypany mąką blat. Szybciutko zagniatam i przekładam do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia. Odkładam na kolojne 30-40 min.


Do zimnego piekarnika wkładam naczynie z wodą i ustawiam piekarnik na 180 stopni. Kiedy będzie już nagrzany (i naparowany), wkładam keksówkę z ciastem. Po 25 min (czyli czasie, po którym zorientowałam się o błędzie) podniosłam temperaturę do 230 stopni. Piekłam ok 20-25, po czym wyjęłam chlebek z foremki i obróciłam go do góry nogami, aby i przypiekł się z drugiej strony (tutaj proponuję poimprowizować :) ). 
Po kolejnych 10 min wyciągnęłam chlebek i zostawiłam do ostygnięcia na kratce. 

Na głównym zdjęciu chlebek jest nieco "potargany", ale to tylko dlatego, że był krojony jeszcze ciepły (mniam!), po wystudzeniu już kroi się normalnie - jak to standardowy chleb :)

Smacznego!


środa, 18 lutego 2015

Razowe kopytka



Od pewnego czasu nachodziła mnie myśl, żeby zrobić kopytka. W sumie to muszę przyznać, że te były pierwszymi całkowicie samodzielnie zrobionymi przeze mnie (no i oczywiście, od razu razowe...). Kopytek dawno nie jadłam, ale w dzieciństwie były dość często w moim menu. Zwłaszcza kiedy byłam u Babci Danusi. Pamiętam jak przez mgłę - jeszcze z bardzo dawnych czasów - jak stałam na krzesełku w małej kuchni u Babci i rolowałam ciasto w wałeczek, a później razem z Babcią kroiłam kopytka. Wtedy najczęściej jadłam je ze śmietaną i cukrem - jak to dziecko, później jednak dużo lepiej komponowały mi się z mięsem... Cóż, z wiekiem i smaki się trochę zmieniają (aż dziw mnie bierze, że u tej samej Babci jako dziecko jadłam placki ziemniaczane z cukrem... :o ). Tak mi się spodobało robienie kopytek, że niedługo po tych razowych (chwilę czekały na publikację), zrobiłam zwykłe, z białą mąką w domu. Wtedy z sosem szpinakowym. Dziś - te razowe - przedstawiam z gulaszem wieprzowym w sosie musztardowo-miodowym.


Składniki:


  • Ziemniaki
  • Mąka
  • Jajko
  • Ew. mąka ziemniaczana


Nie piszę dokładnych ilości składników. Co jest istotne w robieniu kopytek to proporcje: 2/3 ciasta to mają być ziemniaki, 1/3 - mąka. No i dodajemy jajko. Ja tym razem użyłam 3 ziemniaków (tyle mi zostało w domu), ale na kg ziemniaków jedno jajko spokojnie wystarczy. Tym razem dodałam mąki razowej owsianej - kopytka będą miały specyficzny posmak, więc jeśli ktoś nie lubi "razowców" to oczywiście można dodać zwykłą białą mąkę - wtedy kopytka mają też trochę bardziej gładką fakturę. Na kg mąki można też dodać ewentualnie 2-3 łyżki mąki ziemniaczanej, choć nie jest to konieczne.

Ale od początku. 


Ziemniaki gotujemy. Albo mamy ugotowane z poprzedniego dnia. Do utłuczonych dobrze ziemniaków dodajemy mąkę (ew. mąki) i jajko. Dokładnie wyrabiamy na gładką masę. Na posypanym mąką blacie czy stolnicy rolujemy wałeczki z ciasta, które kroimy na ukos. Wrzucamy partiami na osolony wrzątek - po wypłynięciu na wierzch wystarczą kopytkom 2 min.




Co ważne - kopytka przygotowujemy tuż przed gotowaniem. Inaczej ciasto się rozbabrze i trzeba będzie dodawać mąki i wyrabiać na nowo.

Roboty może ze 3 min więcej niż przy zwykłych tłuczonych ziemniakach - a ile radości potem!


poniedziałek, 6 stycznia 2014

Razowy chleb słonecznikowy



Po powrocie ze wspaniałych wakacji, o których niedługo będziecie mogli przeczytać, zastało mnie w Polsce święto Trzech Króli, a co za tym idzie i zamknięte sklepy. Żeby zaoszczędzić jutro rano chwilę czasu i nie musieć iść do sklepu upiekłam chleb wieczorem. Całe szczęście w szafce zawsze mam suszone drożdże na czarną godzinę :)


Składniki:


  • 1 3/4 kubka mąki razowej
  • 3/4 kubka mąki pszennej białej
  • 1 kubek ciepłej wody
  • 1 opakowanie suszonych drożdży
  • 3/4 łyżeczki cukru
  • 3/4 łyżeczki soli
  • Ziarna słonecznika


Wszystkie składniki dokładnie mieszam wyrabiając lekkie, klejące się nieco ciasto. Słonecznika dodaję według uznania, jak mi się sypnie z puszki - tak ok. 2-3 garści. Odkładam w ciepłe miejsce na 30 min. Małą keksówkę wykładam papierem do pieczenia, wkładam ciasto i odkładam do wyrośnięcia na czas potrzebny do rozgrzania piekarnika. Skrapiam wierzch wodą i posypuję jeszcze słonecznikiem.

Piekę w 175 stopniach ok. 50 min. Studzę na kratce. Ale nawet jeszcze ciepły całkiem nieźle się kroi, a do tego pyszny i chrupiący - można jeść z samym masłem :)


sobota, 5 października 2013

Wytrawne muffiny z kurczakiem



Świetne babeczki, doskonałe na dłuższą podróż zamiast kanapek albo śniadanie :)

Składniki:


  • 3/4 kubka mąki pszennej razowej
  • 3/4 kubka mąki pszennej zwykłej
  • 1 jajko
  • 3/4 kubka mleka
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/3 kubka oleju
  • 1 mała cukinia
  • 1 mała pierś z kurczaka
  • 6 suszonych pomidorów

Kurczaka kroję w bardzo drobną kosteczkę i marynuję min. 20 min w zalewie spod suszonych pomidorów.
Cukinię kroję w cienkie ćwierćplasterki solę i odstawiam aż puści sok. Po jakiś 20 min dokładnie ją odciskam. Suszone pomidory kroję w drobną kosteczkę.
Wszystkie składniki ciasta - mąki, mleko, jajko, sól, olej i proszek do pieczenia - dokładnie mieszam. Kiedy już ciasto będzie gotowe dodaję odsączonego kurczaka, cukinię i suszone pomidory. Całość mieszam i przekładam do foremek na muffiny.

Piekę w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni przez ok. 20-25 min, dopóki się nie zrumienią. Wychodzi 12 muffinek.


czwartek, 15 sierpnia 2013

Chleb na zakwasie



Na początku wpisu chciałabym bardzo podziękować Krzyśkowi, Mamie Krzyśka i Anecie za zakwas, który od nich dostałam. Gdyby nie to chleba by nie było!

Ze trzy lata temu, podczas wakacji na Mazurach dostałam od Pani Gospodyni zakwas na chleb. Niestety, był to okres wyjazdów i zakwas mi się zmarnował. Żal mi było, ale nie chciało mi się samej hodować zakwasu. Aż tu pewnego pięknego dnia Krzysiek wspomniał, że jego Mama robi chleb na zakwasie! Obiecał przywieźć porcję.

Dostałam więc słoiczek wraz z przepisem, wg którego zakwas można trzymać do 10 dni. Znów mi tak schodziło i schodziło, codziennie, kiedy już zasypiałam nagle budziła mnie myśl: "ZAKWAS!! muszę jutro upiec chleb, bo się zmarnuje!" No i o mały włos, a by się zmarnował :P Całe szczęście, w ostatniej chwili zagniotłam chleb, który piekę teraz co tydzień, w niedzielę. Naprawdę, jest przepyszny. Do tego bardzo pożywny (dwie niewielkie kromeczki zapychają) i długo trzyma świeżość. Ostatnim razem skończyłam go w piątek i nawet nie był lekko podeschnięty.

Przepis Mamy Krzyśka trochę zmodyfikowałam, ale był dla mnie bazą.

Składniki:



  • Zakwas
  • 2 kubki mąki pszennej
  • 2 kubki mąki pełnoziarnistej
  • 1/2 kubka otrębów
  • 1/2 kubka płatków owsianych
  • 2 garści pestek dyni
  • 2 garści pestek słonecznika
  • 1 płaska łyżka soli
  • 1/2 opakowania suchych drożdży
  • 2 1/2 szklanki ciepłej wody


Zakwas, mąkę, otręby, sól i wodę dokładnie mieszam. Odkładam do słoika 3-4 pełne łyżki ciasta, jako zakwas na kolejny raz. Można go użyć w przeciągu 4-10 dni. 

Jeśli chodzi o mąkę razową to używam różnej - raz mieszanej orkiszowo-pszenno-żytniej, innym razem pszennej, innym razem żytniej... Co akurat wejdzie pod rękę ;)

Do masy dodaję ziarna dyni, słonecznika, płatki owsiane (Mama Krzyśka dorzuca jeszcze siemię lniane i sezam - ogólnie można dodać jakiekolwiek ziarna), drożdże - ja używam z wygody suszonych. Wszystko dokładnie mieszam, wyjdzie takie średnio rzadkie ciasto i odkładam na 8 godzin do wyrośnięcia w dużym garnku.

Po tym czasie smaruję długą keksówkę olejem i wysypuję otrębami. Przekładam masę do brytfanki i czekam jeszcze z godzinę - półtorej aż wyrośnie. Lekko kropię wodą i posypuję jeszcze płatkami owsianymi.

Nastawiam piekarnik na max. Wkładam chleb, po 15 min zmniejszam temperaturę do 180 stopni i piekę jeszcze ok 75 min aż brzegi zaczną lekko odchodzić od ścianek keksówki. Co jakiś czas lekko kropię wierzch wodą.

środa, 7 sierpnia 2013

Ciasteczka bananowo-owsiane



                                                                                                                           
Ciasteczka, które są dobre zarówno na śniadanie, drugie śniadanie, deser, podwieczorek czy przegryzkę na wycieczce. Jednym słowem - dobre na wszystko. Do jedzenia też dobre ;) I bardzo syte. Zrobiłam w weekend, bo Filip szedł w góry, a ja jechałam nad wodę. A za poddanie pomysłu dziękuję Kawce :)

Składniki:


  • 1 1/2 kubka płatków owsianych
  • 1/2 kubka mąki razowej (u mnie 3 ziarna: orkisz/pszenica/żyto)
  • 2 niewielkie banany
  • 6 kostek czekolady
  • 2 łyżki miodu
  • 50 g masła 
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • Szczypta soli
  • Kilka kropel soku z cytryny

Masło stopiłam, banany zmiażdżyłam widelcem i pokropiłam odrobiną soku z cytryny, czekoladę pokroiłam w małą kosteczkę. Wszystkie składniki wrzuciłam do jednego gara i wymieszałam łyżką.

Piekarnik rozgrzałam do 180 stopni. Blaszkę wyłożyłam papierem do pieczenia i łyżką nakładałam (w miarę) okrągłe ciasteczka. Piekłam 20 min.


poniedziałek, 10 grudnia 2012

Bułeczki pszenno - żytnie razowe






Szybkie, proste i smaczne pieczywko na wszelki wypadek i nie tylko :)


Składniki:

  • 2 1/2 mąki pszennej (u mnie krupczatka)
  • 1 1/2 mąki żytniej razowej
  • 3/4 szklanki wody
  • 3/4 szklanki mleka
  • 3 łyżki masła
  • 2 łyżeczki suchych drożdży
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka soli

Na początek wsypałam 2 szklanki mąki (pomieszanej), dodałam drożdże, sól, cukier, jajko oraz ciepłe mleko, w którym rozpuszczałam masło i wodę. Wyrabiałam rózgą, gdyż ciasto było wręcz lejące się i powoli dodawałam resztę mąki. Kiedy ciasto zaczęło się robić bardziej zwarte zaczęłam wyrabiać ręką do momentu, kiedy nie przyklejało się już do miski ani rąk. Uwaga, ciasto i tak będzie miękkie i lekko klejące.



Odstawiłam na godzinę do wyrośnięcia.

Po tym czasie podzieliłam ciasto na 8 części i uformowałam okrągłe bułeczki i odstawiłam na kolejne 15 min do wyrośnięcia już na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia.

Piekłam w piekarniku ustawionym na 200 stopni przez 20-25  min.

wtorek, 27 listopada 2012

Imprezowe ślimaczki ze szpinakiem



Robiłam kiedyś podobne ślimaczki na wycieczkę, ale z serem i szynką. Były tak dobre, że kiedy Radziosław usłyszał, że będę robiła jakieś ślimaczki stwierdził, że na imprezę musi iść. Wierzcie, od niego usłyszeć pochwałę jedzenia to znaczy bardzo wiele.

Jednak aby zróżnicować wypieki postanowiłam zrobić je teraz ze szpinakiem. I dużo mniejsze. Takie na jednego - dwa gryzy idealne na imprezę.

Składniki:

  • 1 1/2 szklanki mąki pszennej (u mnie krupczatka)
  • 1 1/2 szklanki mąki żytniej razowej
  • 1 opakowanie suchych drożdży (7g)
  • 1/2 szklanki ciepłego mleka
  • 1/2 szklanki wody
  • 3 łyżki oliwy
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka soli
Na nadzienie:

  • 1 opakowanie mrożonego szpinaku
  • 15 dkg boczku
  • 1 niewielka cebula
  • Sól, suszone warzywka

W dużej misce mieszam wszystkie suche składniki ciasta, dodaję oliwę, po trochu mleko i wodę. Wyrabiam na gładkie ciasto i odkładam na min. godzinę pod lnianą ściereczką.

W międzyczasie robię nadzienie. Boczek kroję w drobną kosteczkę i bardzo dokładnie obsmażam, pozbywając się z niego tłuszczu. Kiedy już boczek będzie dobrze wysmażony dodaję drobniutko pokrojoną cebulę i całość podsmażam aż będzie szklista. Dodaję mrożony szpinak (w liściach) i smażę jakieś 8 min, od momentu kiedy szpinak się rozmrozi. Dodaję sól do smaku i płaską łyżeczkę suszonych warzywek.



Kiedy ciasto już wyrośnie, dzielę je na 3 części. Każdą z nich rozwałkowuję na cienki, prostokątny placek - dłuższy bok dużo dłuższy ;). Nakładam farsz i zwijam w cienką roladę, którą kroję w 2-3 cm plasterki. Układam ślimaczki na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i wkładam na 20-25 min do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika.





sobota, 21 lipca 2012

Drożdżowe bułeczki - ślimaczki na wycieczkę

 
Jedziemy na wycieczkę. Nie na jakąś nie wiadomo jaką wyprawę, ale na kilkugodzinny spacer. Po tygodniu pracy w klimatyzowanym biurze warto od czasu do czasu się ruszyć i przewietrzyć.

Postanowiłam dla ekipy zrobić takie ślimaczki. Już je kiedyś robiłam, jeszcze przed powstaniem bloga, kiedy wybrałam się na Rysy (pierwszy i ostatni raz :P). Wszystkim wtedy bardzo smakowały, dlatego doszłam do wniosku, że warto je powtórzyć, a przepisem podzielić się z Wami.

Składniki:

Ciasto:
  • 1 szklanka mąki pszennej (tortowa)
  • 2 szklanki mąki pełnoziarnistej (dziś pszenna, ostatnio żytnia - też super)
  • 1/2 szklanki lekko ciepłej wody
  • 1/2 szklanki lekko ciepłego mleka
  • 1 opakowanie (7g) suchych drożdży
  • 3 łyżki dobrej oliwy (ew. masła)
  • 1 czubata łyżka cukru
  • 1 1/3 łyżeczki soli

Nadzienie:

  • Koncentrat pomidorowy (lub sos)
  • Wędlina
  • Ser żółty
  • Cebula
  • Przyprawa włoska



Wszystkie składniki na ciasto wrzucam do jednego naczynia i szybko wyrabiam. Ciasto bardzo dobrze się łączy, jest miękkie i jędrne. Oczywiście, można użyć tylko mąki białej, natomiast jeśli chodzi o razową to trzeba do niej dodać trochę tej "zwykłej", żeby drożdże mogły zadziałać.

Po wyrobieniu ciasta odkładam je na ok. godzinę, przykrywając lnianą ściereczką.

Następnie dzielę ciasto na dwie części, każdą z nich rozwałkowuję na prostokąt. Smaruję go moim ulubionym koncentratem (można, oczywiście, zmienić na sos pomidorowy własnej roboty), który obficie posypuję przyprawą włoską.  Na to uładam cieniutkie piórka cebuli, następnie plasterki wędliny i sera.

Zwijam ciasto w roladę, które następnie kroję na 8 części. To samo robię z drugą częścią ciasta.


Układam ślimaczki na blaszce, wyłożonej papierem do pieczenia. Odkładam do lekkiego podrośnięcia jeszcze na jakieś 15 minut.

Piekarnik ustawiam na ok. 180 stopni i piekę bułeczki 30 minut, do momentu aż się zarumienią.





Kiedy ostygną, zawijam w folię i pakuję do plecaka! :)

czwartek, 14 czerwca 2012

Tarta z cukinią i fetą



No i nie wiem czemu to dopiero druga tarta! Przecież zakochałam się w tarcie ziemniaczanej, którą robiłam w styczniu!

Ale w końcu musiałam się zebrać, żeby wykorzystać jeden z prezentów, otrzymanych na pożegnanie w GT :) W związku z tym, że nie mogę podjąć decyzji który by tu przepis z pięknej książki o kuchni indyjskiej wykorzystać postanowiłam w końcu zrobić tartę. Miała być w sobotę, ale nagle wypadł mi wyjazd, później jakoś tak się odwlekało, bo to tu, to tam trzeba było się wybrać ;) Cukinia leży i czeka, a ja nic.

Siedząc w domu, słuchając deszczu, a raczej ulewy, postanowiłam w końcu wziąć się do roboty! I oto co mi wyszło!


Składniki:

Na spód:


  • 1 szklanka mąki pełnoziarnistej
  • 1 szklanka mąki zwykłej
  • 1/2 kostki masła (ok 10 dkg)
  • 1 jajko
  • 3 łyżki kwaśnej śmietany
  • 1/2 łyżeczki soli

Na nadzienie:

  • 4 średnie cebule
  • 1 cukinia
  • 200 g twardej fety
  • 200 ml śmietany
  • 2 jajka
  • Przyprawy: suszone warzywka, sól, pieprz

Zaczęłam od ciasta.

Mąkę, jedną i drugą, wrzuciłam do miski, dodałam jajko, śmietanę, sól i posiekałam z masłem. Wyrobiłam i odłożyłam do lodówki na jakieś 45 min.



Cebulę pokroiłam w półplasterki i podsmażyłam z suszonymi warzywkami i odrobiną soli. Cukinię pokroiłam w grubsze plasterki.

Rozwałkowałam ciasto i przerzuciłam je do wysmarowanej masłem foremki. Wyłożyłam również brzegi. Całość ponakłuwałam widelcem.


Jako pierwszą warstwę położyłam podsmażoną cebulę, na której rozłożyłam równomiernie plastry cukinii. Na wierzchu poupychałam kostki fety i całość zalałam sosem - śmietaną rozbełtaną z jajkami i dużą ilością pieprzu. Soli nie dodawałam ze względu na fetę.



Piekłam w 175 stopniach ok. 1:10 h



wtorek, 24 stycznia 2012

Naleśniki razowe z brokułami i kurczakiem



Muszę przyznać szczerze: trochę mnie te naleśniki zdenerwowały. Nie wiem czy to kwestia mąki razowej, bo po raz pierwszy robiłam z niej naleśniki (ale wydaje mi się to bardzo prawdopodobne), ale ciężko mi się na początku je smażyło. Trzy wylądowały w koszu :( Ale pokombinowałam trochę i udało się! Pokonałam naleśniki! :)

Składniki:

Na naleśniki:
  • 1 szklanka mąki razowej
  • 1 szklanka mąki pszennej zwykłej
  • 2 jajka
  • 1 szklanka mleka
  • 1 szklanka wody
  • 1/2 łyżeczki soli
  • szczypta proszku do pieczenia



Na farsz:
  • 1 pojedyncza pierś z kurczaka
  • 1 opakowanie mrożonych brokułów
  • 50 g serka topionego
  • sól, suszone warzywka




Najpierw dokładnie mieszam składniki ciasta, żeby miało czas odpocząć. Jeśli ciasto zrobi  się zbyt gęste należy dolać trochę mleka lub wody.

Na patelni rozgrzewam kapkę oleju i wrzucam brokuły. Podsmażam je, podlewam wodą, ale tylko tyle, aby zakryć dno i zostawiam kilka minut na średnim ogniu. Dodaję sól i suszone warzywka. Kiedy brokuły będą już rozmrożone, ale jeszcze lekko twarde, dzielę je na mniejsze części za pomocą mojej drewnianej łopatki do smażenia i wrzucam pierś z kurczaka, pokrojoną w bardzo drobną kostkę. Kiedy już mięso będzie prawie gotowe dodaję pół kostki serka topionego, dokładnie mieszam wszystko i po minucie wyłączam.


Smażę naleśniki na rumiano i każdy kolejno odkładam na kupkę na talerzu, którą przykrywam drugim talerzem. Dzięki temu naleśniki będą miękkie i łatwo będzie można formować z nich ulubione kształty.

Po usmażeniu naleśników nakładam łyżkę - dwie farszu i zawijam. Sposób zawinięcia - kwestia gustu :) Taka ilość nadzienia wystarczyła mi na 9 naleśników.

Można ułożyć jeszcze na chwilkę na patelni, żeby bardziej zagrzać.