Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mięso mielone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mięso mielone. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 czerwca 2017

Cukinia nadziewana mięsem i pęczakiem

                                                                                                 
Początkowo cukinia miała być z ryżem. Choć nie pamiętałam czy ryż jest w domu - to zaryzykowałam i go nie kupiłam. I bardzo dobrze zrobiłam - cukinia z kaszą pęczak jest super!

Z podanych poniżej składników otrzymamy jedną sporą porcję.

Składniki:

  • 1 cukinia (ok. 30 dkg)
  • 10 dkg mięsa mielonego (u mnie standardowo szynka wieprzowa)
  • 1 łyżka (suchej) kaszy pęczak
  • 1 szalotka
  • 3-4 suszone pomidory
  • 300 ml pomidorów/passaty
  • Ser żółty 
  • Kilka listków oregano lub nieco przyprawy włoskiej
  • Sól, pieprz, cukier

                                                                                                     
Drobno pokrojoną szalotkę podsmażam, po czym dodaję mięso mielone i pokrojone w kosteczkę suszone pomidory. Kiedy będzie ono już podsmażone, dolewam pomidory (miałam jeszcze z zeszłego roku pasteryzowane w słoiku - jeśli ktoś nie ma to polecam passatę pomidorową), dodaję trochę cukru na przełamanie kwaśności pomidorów oraz wrzucam oregano, sól. Całość duszę jakieś 10 min aż sok z pomidorów odparuje - dorzucam ugotowaną wcześniej kaszę i mieszam. Dodaję świeżo zmielony pieprz.

Cukinię dzielę wzdłuż na pół i wydrążam jej środek łyżką. Nakładam farsz i wkładam do wysmarowanego tłuszczem naczynia żaroodpornego, które przykrywam (folią lub pokrywką). Piekę ok. 20 min w 180 stopniach, po czym odkrywam cukinię i posypuję ją serem - świetnie sprawdzi się tu jakiś twardy ser - np. parmezan. Ja jeszcze miałam manchego, które przywiozłam z Teneryfy. Zapiekam jeszcze 10-15 min aż z sera zrobi się złota skorupka.

Smacznego! 



niedziela, 8 lutego 2015

Mielone a la gołąbki



Uwielbiam gołąbki, o czym wspominałam już pisząc przepis na takie prawdziwe.  Te prawdziwe może nie są bardzo pracochłonne, ale za to czasochłonne, więc zrobienie kilku w ciągu tygodnia nie jest możliwe. A miałam straszną ochotę. Więc pomyślałam, że zrobię może takie udawane, kotlety
mielone a la gołąbki.


Składniki:


  • 40 dkg mięsa wieprzowego z łopatki
  • 10 dkg ryżu
  • 1/4 niewielkiej główki kapusty
  • 1 cebula
  • 1 niewielka marchewka
  • 1 mała pietruszka
  • Kawałek selera
  • 1 jajko



Sos:

  • 1 l przecieru pomidorowego
  • Suszone warzywka
  • 3 łyżki śmietany (12-18%)
  • Sól, cukier
  • Ew. przyprawa do potraw włoskich


Cebulę pokroiłam w kostkę, marchewkę, pietruszkę i selera starłam na dużych oczkach. Podsmażyłam warzywa na niewielkiej ilości oliwy i zmiksowałam blenderem na gładką masę, ponieważ chciałam, aby były one tylko przyprawą. Ryż ugotowałam.

Z kapusty najpierw zdjęłam kilka wierzchnich liści. Miały mi one służyć do wyłożenia garnka, abym nie musiała mieszać kotletów, przede wszystkim po to, aby ochronić je przed uszkodzeniem. W międzyczasie wpadłam jednak na pomysł, że kotlety ugotuję na parze, więc tym razem liście się nie przydały, ale mogą przydać się komuś, kto nie ma parowaru. 

Pokroiłam kapustę na 4 i jedną ćwiartkę poszatkowałam. Myślę, że im drobniej, tym lepiej, więc warto użyć jakiegoś malaksera albo szatkownicy - jeśli ktoś ma. Jeśli nie, to tak jak ja, musi sobie poradzić za pomocą noża.

Drobno posiekaną kapustę zalałam na kilka minut wrzącą wodą, aby nieco zmiękła.

Wszystkie składniki wrzuciłam do miski - mięso, odsączoną kapustę, ugotowany ryż, warzywną papkę i jajko. Dodałam również sól i duuuuużo świeżo mielonego pieprzu. Całość dobrze wymieszałam i odstawiłam na 30 min do "przegryzienia się". Po tym czasie uformowałam 14 kotletów i ułożyłam je w parowarze. Gotowałam 45 min.


W międzyczasie zrobiłam sos. Nieco się różni od tego z poprzedniego przepisu - jest troszkę lżejszy. Nie ma w nim zasmażki, a jest równie dobry. 

Przecier pomidorowy wlałam do rondelka i zagotowałam go z przyprawami - włoską i suszonymi warzywkami. Na niewielkim ogniu pyrkotało mi to przez jakieś 15 min. Dodałam soli i cukru do smaku, a na sam koniec 3 łyżki śmietany (lubię dość śmietanowy sos do gołąbków, ale każdy robi wg uznania).

Podałam z ziemniaczkami, jak zwykłe mielone :)


wtorek, 13 stycznia 2015

Orientalna wołowina z zielonym groszkiem



Pomysł na danie powstał dzięki koleżance Ani, która kupiła swojej Mamie książkę "365 sposobów na..." Ze względu na moje upodobania, najpierw mi ją pokazała i muszę przyznać, że kilka ciekawych rzeczy w niej było. M.in. przepis, który tam nazywał się "Kheema mutter" czyli właśnie mielona wołowina z zielonym groszkiem. Nie mogę jednak nazwać tak tego dania, dlatego że oczywiście musiałam przepis zmienić. Nie wszystkie składniki wspomniane w przepisie użyłam (chyba najbardziej zmieniającym potrawę byłyby śmietanka kokosowa i kolendra), ale przepis ten stanowił bazę do naszego niedzielnego obiadku.

Muszę przyznać, że wyjątkowo zasmakowała mi wołowina w tej formie i na pewno będę ją częściej robić :) Trochę obawiałam się ostrości ze względu na gości, ale następnym razem dołożę więcej pikanterii...

Składniki:



  • 400 g mielonej wołowiny
  • 1,5 szklanki mrożonego groszku zielonego
  • 2 cebule
  • 1 puszka pomidorów
  • 3 cm świeżego imbiru
  • 3 ząbki czosnku
  • 2 łyżeczki koncentratu pomidorowego
  • 2-3 łyżeczki czerwonej pasty curry
  • 1 łyżeczka kminu rzymskiego
  • 1 łyżeczka cukru
  • Sól
  • Pieprz cayenne, ew. jakieś ostre papryczki
  • Oliwa do smażenia






Zaczęłam od podsmażenia pasty curry, razem z kminem rzymskim i ostrą papryką. Po chwili (2-3 min) dodałam starty imbir i przeciśnięty przez praskę czosnek. Po kolejnych 2-3 minutach dorzuciłam cebulę, pokrojoną w drobną kostkę. Smażyłam przez jakieś 7 min, od czasu do czasu mieszając. Po tym czasie dorzuciłam mięso i szybko podsmażyłam. Po ok. 3-4 minutach powinno już zbrązowieć. Wtedy dorzuciłam puszkę pomidorów, doprawiłam koncentratem (lubię intensywnie pomidorowe smaki), dodałam soli, łyżeczkę cukru. Ogień zmniejszyłam na niewielki, żeby potrawa tylko pyrkotała i gotowałam ją ok. godzinę, oczywiście mieszając od czasu do czasu. Po godzinie dołożyłam mrożony groszek. Całość gotowałam jeszcze ok. 20 min, groszek chwilę potrzebował, ale warto sprawdzić po 10 min (tyle teoretycznie powinien się gotować) czy nie jest już miękki.

Podałam z ryżem i sałatką ze śmietaną, jakby miało być ostre (ale nie było... tym razem!)

Polecam!






wtorek, 11 listopada 2014

Gołąbki!



Kocham gołąbki! Uwielbiam! Ale jem je dość rzadko, bo zawsze mi się wydawało, że ich zrobienie to musi być jakaś czarna magia, zajęcie na cały dzień! Ostatnio jednak w jakiś weekend rano standardowo włączyłam sobie jakiś program kulinarny - tym razem do śniadania wpadła mi w oko (bo z Okrasą - ostatnio moim idolem kulinarnym - byłam na bieżąco) Siostra Aniela - miała krótki program o gołąbkach. Jakaż byłam zdziwiona, że to jest tak proste! Przy wspólnym gotowaniu z Martynką lazanii, wspomniałam o tym, a ona zgodziła się mi pomóc. Na ostatnim wyjeździe opowiadałam koleżankom o moich planach i Justynka również była chętna! Postanowiłyśmy wykorzystać długi weekend i zrobić gołąbki wspólnie. Dobrze, że Justynka się do nas dołączyła, bo to w sumie był nasz spec od gołąbków - z nas 3 tylko ona miała doświadczenie. Muszę przyznać, że trochę mi wstyd, bo się najmniej narobiłam tych gołąbków - w sumie to prawie wszystko zrobiły dziewczyny. Ale było bardzo fajnie!

Składniki:
  • 1 większa główka kapusty
  • 1,2 kg karkówki
  • 30 dkg ryżu
  • 1 cebula
  • 1 marchewka, ew. mały kawałek selera i pietruszki
  • 2 jajka
  • Sól
  • Pieprz

Sos:
  • 1 l przecieru pomidorowego
  • Masło
  • Mąka
  • Śmietana
  • Sól
  • Pieprz

Zaczęłyśmy od tego,  że się wybrałyśmy do sklepu po mięso. Mama Justyny polecała nam łopatkę wieprzową, ale nie było. Wahałyśmy się pomiędzy karkówką a szynką, ale wzięłyśmy tą pierwszą, bo szynka mogłaby być za sucha. I był to doskonały wybór. Okazało się, że w sklepie nie mielą mięsa na miejscu. Też fajnie, bo przynajmniej po raz pierwszy od dwóch lat mogłam użyć mojej maszynki do mielenia mięsa. Coś mi odbiło, że muszę mieć maszynkę i odkąd ją kupiłam to stała. A jako że jest to taka metalowa maszynka na ręczną korbkę to nie wiedziałam czy w ogóle zadziała. Zadziałała :)


Dziewczyny zabrały się za mielenie mięsa z dodatkiem kawałka selera, pietruszki i marchewki, które wyciągnęłam z zupy cebulowej (po ok 5-7 cm) oraz podsmażoną cebulką, wcześniej pokrojoną w drobną kostkę, a także startą na małych oczkach i również podsmażoną połówką marchewki (chciałam dodać całą jako przyprawę).

Do ugotowanego ryżu wrzuciłyśmy surowe, zmielone dwukrotnie mięso, dodałyśmy 2 jajka, sól i bardzo dużo czarnego pieprzu.

Kiedy dziewczyny mieliły mięso, ja zajmowałam się kapustą. Co prawda najpierw Justyna wycięła głąba (najpierw dookoła, a później na krzyż w środku, żeby lepiej można go było wydrążyć), ale garnka z kapustą pilnowałam ja ;) Zalałam kapustę wrzątkiem i na delikatnym ogniu ją gotowałam. Przez to, że nie było już głąba to co chwilę jakieś listki same odchodziły - wyciągałam je łyżką i widelcem, a później ostrym nożykiem obcinałam stwardniałe nerwy tak, żeby łatwo było zawinąć gołąbki.

Jeśli chodzi o zawijanie to każdy gołąbek wyszedł nam inny. Dla mnie najłatwiej jest zawijać następująco - po nałożeniu farszu zawijam na niego boki, a później od strony dolnej liścia zwijam w rulonik.

Z takiej ilości farszu udało nam się zrobić 15 wypasionych gołąbków - takich, że jeden wystarcza, a jak się jest łakomczuchem to półtora :) Liści zostało nam więcej, następnym razem musimy zrobić też więcej farszu.


Na spód garnka wyłożyłyśmy pozostałe liście kapusty a na nie ciasno układałyśmy gołąbki. Zalałyśmy je bulionem, nawet nie całkiem przykryłyśmy je płynem, ale na wierzch też ułożyłyśmy liście kapusty - żeby lepiej się uparowały. Po godzinie farsz był ugotowany, kapusta też, ale nadal krucha.

Kiedy gołąbki się gotowały, zrobiłyśmy sos. Zaczęłyśmy od zasmażki - ok 3 łyżki masła i podobną ilość mąki podsmażyłyśmy stale mieszając. Na początek dolałyśmy odrobinę wody, żeby rozrobić zasmażkę, a później już przecier pomidorowy. Trochę soli, trochę pieprzu i stale mieszając gotowałyśmy sos kilka minut, po czym dodałyśmy 3 łyżki śmietany (kwestia gustu ile). 30 sekund na małym ogniu i sos był gotowy. Nie pozostało nic innego niż polać nim gołąbki (ja uwielbiam morze sosu do nich) i pałaszować. Były pyszne, ale w dobrym towarzystwie jeszcze lepiej smakowały!

Do tej pory myślałam, ze najlepsze gołąbki są na stołówce UEKu, ale teraz już wiem, że to te roboty trio Martynka, Justynka i ja :)


wtorek, 4 listopada 2014

Nasza pierwsza lazania



Chodziłam w zeszłym tygodniu sobie po supermarkecie (co prawda weszłam tylko po jedną konkretną rzecz, ale rozejrzeć się nigdy nie zaszkodzi) i wpadł mi w oko świeży makaron do lazanii. Jechałam na Wszystkich Świętych do domu i stwierdziłam, że będzie to świetny pomysł na obiad! Wszyscy lubimy zapiekanki, więc czemu by nie zrobić lazanii? Ostatnie moje podejście do niej było chyba w połowie liceum, kiedy to kupiłyśmy z Mamą taki normalny, suszony makaron - i niestety, trochę się nie dogotował mi w piekarniku.

Niestety, w drodze do Włoszczowy, gdzie najpierw jechałam, przypomniałam sobie, że makaron zostawiłam w lodówce! Co za pamięć! Co za pech! No ale cóż, zrobiliśmy w niedzielę po prostu zapiekankę ziemniaczaną, naszą ulubioną.

Na poniedziałek natomiast umówiłam się z Martynką i Radkiem na obiad. Przypomniałam sobie o makaronie i postanowiliśmy zrobić lazanię. Miałam też mięso mielone w lodówce. Było to mięso z piersi kurczaka, zdecydowanie lepsze by było wołowe, ale skoro było to co się miało marnować.

No i wzięłyśmy się z Martynką do roboty! Wspólne gotowanie - to jest to!

Składniki:


  • Makaron do lazanii (u nas ok. 5-6 płatów)
  • 400 g mięsa mielonego
  • 1 cebula
  • 2 duże ząbki czosnku
  • 2 puszki pomidorów
  • 10-15 dkg sera żółtego
  • Przyprawa do potraw włoskich
  • Sól
  • Pieprz
  • Cukier
  • Masło
  • Oliwa
Sos beszamelowy:

  • 2-3 łyżki masła
  • 4-5 łyżki mąki
  • 250-300 ml mleka
  • Sól
  • Pieprz

Na oliwie podsmażyłyśmy drobniutko pokrojoną cebulkę i przeciśnięte przez praski ząbki czosnku. Kiedy cebula się zeszkliła dodałyśmy mięso. Kurczak nie był najlepszym pomysłem, bo zrobiły się troszkę większe grudki, które w przypadku woła tudzież wieprza by się nie pojawiły. Ale przynajmniej było chudsze, a też smaczne. Kiedy mięsko było już nieco przysmażone wlałyśmy dwie puszki pomidorów, dodałyśmy soli, pieprzu, pół łyżeczki cukru i sporą ilość włoskiej przyprawy. Zostawiłyśmy, żeby się poddusiło kilka minut.


W międzyczasie wysmarowałyśmy naczynie żaroodporne masłem i zabrałyśmy się za sos beszamelowy. Proporcje - na oko - mąka mące nie równa, czasem zrobi się rzadsze, czasem gęstsze. Masło rozpuściłyśmy w rondelku i powoli dosypywałyśmy mąkę, jednocześnie mieszając rózgą powstałą masę, ażeby nie było żadnych grudek. Później stopniowo dolewałyśmy mleko. Najpierw troszeczkę, żeby wymieszać dobrze z zasmażką i pozbyć się grudek, a później resztę (można też na koniec wbić jajko). Dodałyśmy sól i pieprz i chwilę zostawiłyśmy na delikatnym ogniu, nieco odparowując, ale nie doprowadzając do wrzenia. Oczywiście, cały czas mieszając!

W naczyniu żaroodpornym układałyśmy na przemian płaty makarony ( na jedną warstwę 1 1/3 płata, bo takie miałyśmy naczynie). Na koniec, ostatnią warstwę polałyśmy sosem beszamelowym i posypałyśmy startym serem żółtym.

Wstawiłyśmy na 25 min do piekarnika nagrzanego na 200 stopni. Naczynie przykryłyśmy na pierwsze 15 min, a później zdjęłyśmy przykrywkę, żeby górna warstwa nam się nieco przypiekła.

Nie chwaląc się - wyszło bardzo dobre!!



czwartek, 28 sierpnia 2014

Burger wołowy z karmelizowaną cebulą i domowymi frytkami



Po ostatnim wpisie z bakłażanem znów odezwali się znajomi/rodzina, że "tylko warzywa", a "gdzie mięso" itp. itd :) Potrzebowałam tylko drobnej pomocy w postaci motywacji, a i mięsko może się znaleźć na blogu. Wystarczy tylko że ktoś do Gąski chce przyjść i je spałaszować. Niezawodni jak zwykle okazali się Martyś z Radem, którzy wpadli na burgery.

A skąd pomysł na burgery? Dłuższa historia, ale przecież mamy czas. Podczas ostatniej wizyty mojej Mamy w Krakowie jej przyjaciółka poczęstowała ją właśnie takimi małymi burgerami (bez buły, jak i u mnie). Później przy mojej wizycie w domu i Mamunia też takie zrobiła. A że Rado się dopraszał woła - to nic innego mi nie pozostało jak właśnie wykorzystać ten pomysł.

Kwesta nr 1: dobre i dobrze zmielone mięso. Ja kupiłam ligawę (za poleceniem Mami), chyba dobrze raz na czas zapłacić ciut więcej, a mieć dobre mięsko. Poprosiłam o trzykrotne zmielenie (niby że na tatara...) i właściwie nic więcej nie potrzeba. Mama wspominała o jajku i cebulce, ale Martyś powiedziała, że "prawdziwe burgery to czyste mięso". I choć miałam ochotę dołożyć ostrą papryczkę z balkonu to się powstrzymałam. Na 3 burgery, nie jakieś ogromne, ale na kolację myślę wystarczyły, miałam niecałe 45 dkg mięsa.

Składniki:

  • Wołowina trzykrotnie zmielona
  • Sól
  • Pieprz
  • Ziemniaki
  • Oliwa

Ziemniaki Martyś obrała, ja pokroiłam w paseczki - pierwszy raz robiłam domowe frytki w piekarniku. Polałam je oliwą, posoliłam i wymieszałam. Chyba dałam ciut za dużo oliwy, bo się nie bardzo chciały rumienić, ale wyszły naprawdę dobre. Wysypałam je na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia - 10 min w termoobiegu (chciałam, żeby w środku nie były surowe), i dodatkowe 20 na grzaniu góra-dół. Na ostatnie 10 min podniosłam blaszkę najwyżej, żeby się przypiekły, ale tak jak pisałam - wydaje mi się, że skąpałam je za bardzo w oliwie.

Z mięsem praktycznie nic nie robiłam - dodałam sporo pieprzu, sól tuż przed smażeniem - na dużym ogniu po 3,5-4 min z każdej strony i były w środku jeszcze różowiutkie i soczyste. Czas smażenia zależy od wielkości burgera i upodobań.

Przystroiłam je karmelizowaną na miodzie cebulą - pokrojoną w piórka jedną dość sporą cebulę podsmażyłam na łyżeczce miodu i łyżeczce oliwy. Po 10 min duży ogień zmieniłam na mały i mieszając (ew. dolewając oliwy) doprowadziłam do brązowego koloru i całkowitej miękkości. Posoliłam już na koniec.
Do tego była jeszcze sałatka z pomidorów, papryki i tegorocznych ogórków kiszonych od Mamy :)

Zdjęć dużo nie ma, bo trzeba było jeść, a nie bawić się aparatem. Proste, a pyszne :)


niedziela, 19 stycznia 2014

Mielone szpinakowe



Już jakiś czas temu chciałam wypróbować połączenie mięsa mielonego i szpinaku. Uważam, że szpinak jest doskonałym urozmaiceniem kotletów, a przy okazji można go jakoś przemycić ludziom, którym się wydaje, że jest niesmaczny ;)


Składniki:


  • 25 dkg mięsa mielonego z indyka
  • 4 kulki mrożonego szpinaku w liściach
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki
  • Pieprz cayenne
  • Sól
  • 1 jajko
  • 3 łyżki otrębów

Rozmrażam szpinak i dodaję go do mięsa. Przez praskę przeciskam czosnek, dodaję przyprawy, jajko i otręby. 




Zostawiam na pół godzinki, następnie formuję kotlety. Smażę je bez tłuszczu po ok. 5 min z każdej strony.

Smacznego!
 

środa, 11 września 2013

Pomidorowe mielone



Niby zwykły mielony, a niestandardowy dodatek tak zmienia jego smak! Skąd pomysł? Miałam robić spaghetti z mięsem, ale tak sobie pomyślałam, że ciągle tylko makaron i makaron, a kotlety bardzo rzadko jemy. Żeby połączyć te dwa dania wymyśliłam sobie takie oto pomidorowe kotleciki mielone.

Składniki:


  • 20 dkg mięsa mielonego 
  • 1 cebula
  • 2 łyżeczki koncentratu pomidorowego
  • 2 łyżki otrębów
  • 1 łyżka mąki pszennej razowej
  • 1 jajko
  • Sól
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki
  • Pieprz cayenne
  • 2 łyżeczki suszonych warzywek

Do mięsa (u mnie indycze) dodaję koncentrat, jajko, przyprawy, dwie łyżki otrębów i  jedną mąki razowej. Całą cebulę ścieram na najmniejszych oczkach  tak aby była przyprawą, a nie składnikiem. Całość dokładnie mieszam i odkładam na pół godziny, aby wszystkie składniki się zawiązały.



Po tym czasie zaczynam lepić niewielkie kotleciki - wielkość wedle gustu. Nie panieruję ich.


Układam na bardzo rozgrzanym tłuszczu po kilka minut z każdej strony (drugą stronę pod przykryciem) aż będą zarumienione.

Podałam z ziemniakami i ogórkiem kiszonym - czego można chcieć więcej?



poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Gnocchi z mięsem i pomidorami



Danie iście proste, ale bardzo smakowite. Tak smakowite, że cieszyłam się, że ugotowałam porcję gnocchi najpierw dla siebie i postanowiłam na świeżo ugotować Filipowi. Inaczej wyjadłabym mu wszystko. Serio. A toż to tylko kilka minut roboty!

Składniki:


  • 500g gnochhi
  • 200g mięsa mielonego z indyka
  • 1/2 cebuli
  • 2 pomidory
  • Garść bazylii
  • Oliwa z oliwek
  • Sól, pieprz

Cebulę kroję w krótsze piórka, podsmażam chwilę i dodaję mięso mielone. Solę, pieprzę i smażę kilka minut. Dodaję pomidory pokrojone w kostkę - całość duszę jakieś 3-4 min. Na koniec dodaję pokrojoną bazylię, mieszam i wyłączam kuchenkę.

W międzyczasie gotuję gnocchi wg przepisu na opakowaniu. Polewam je oliwą i dodaję sos. Dokładnie mieszam i gotowe!



czwartek, 4 lipca 2013

Nadziewane bakłażany




Po warsztatach kulinarnych z kuchni hiszpańskiej zakupiłam bakłażany, paprykę i pomidory, aby zrobić katalońską potrawę escalivada. Kiedyś ją zrobię, na pewno, ale trochę tym razem mi nie wyszło. Pomidory się zjadły, papryka także i zostały te biedne bakłażany. Same jak palec. No, może dwa palce.

Pomyślałam, że mogę z nich zrobić również coś hiszpańskiego, a nawet jeśli nie hiszpańskiego to coś bardzo popularne w słonecznej Espanii - nadziewane bakłażany!

Składniki:



  • 2 niewielkie bakłażany
  • 2 pomidory
  • 1 niewielka cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 15 dkg mięsa mielonego
  • 50 g brązowego ryżu
  • Sól, suszone warzywka, słodka i ostra papryka
  • Parmezan



Bardzo mnie rozbawiło jak ważyłam bakłażany i waga pokazała mi 0,666 kg - będzie to zatem iście metalowe danie!

Bakłażany rozkroiłam wzdłuż i łyżeczką je wydrążyłam. 

Wrzuciłam mięso na rozgrzany olej, po chwili dorzuciłam drobno posiekaną cebulę i czosnek oraz 1 łyżeczkę suszonych warzywek. Kiedy to się podsmażało, pokroiłam w kosteczkę miąższ z bakłażana, dorzuciłam na jakieś 4 min do mięsa, a w międzyczasie obrałam pomidory ze skórki, pokroiłam je i dodałam do reszty. Doprawiłam solą, łyżeczką słodkiej papryki i ostrą papryką (na razie w proszku, czekam aż mi wyrośnie na podarowanym krzaczku). Poddusiłam ze dwie min i wyłączyłam.

Wymieszałam całość razem z 50 g ugotowanego brązowego ryżu i ułożyłam farsz w wydrążonych bakłażanach, które położyłam w wysmarowanej oliwą formie. Posypałam startym parmezanem.

Piekłam na termoobiegu ok. 35 min w 170 stopniach.


wtorek, 16 kwietnia 2013

Dietetyczne pulpeciki mięsno-warzywne na dobry początek wiosny!



Tak sobie pomyślałam: wiosna się zbliża, można by coś ze sobą zrobić. Może by tak stracić trochę zimowego kaftanika? No dobra, trzeba się wziąć do roboty i trochę odchudzić jedzenie, ażeby - koniec końców - odchudzić i siebie ;)

Stąd też wziął się pomysł na drobiowe klopsiki.

Początkowo myślałam sobie - OK, będzie dietetycznie i będzie w porządku. Ale... kiedy chciałam zobaczyć czy aby dałam odpowiednią ilość czasu klopsikom na dojście i spróbowałam jednego.... eh! pomyślałam: cudo! Naprawdę, dawno mi coś tak prostego aż tak nie smakowego! Udawałam, że nie widzę, ale zjadłam 4 wieczorem, tak dla przegryzki, no nie mogłam się powstrzymać!

Z podanych niżej składników wyszło mi 30 pulpecików, ilość składników można spokojnie zmodyfikować :)

Składniki:


  • 750 g mięsa mielonego z indyka
  • 1 duża marchewka
  • 1 spora cebula
  • Kawałek selera (ok. 10 dkg)
  • 1 jajko
  • 3 łyżeczki lnu mielonego
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 płaska łyżeczka soli
  • Pieprz

Marchewkę i selera starłam na dużych oczkach tarki i dodałam do mięsa. Miałam trochę większy kawałek selera i nie chciałam ścierać go całego. Tak sobie myślę, że seler jest strasznie niedoceniony. Dlaczego chrupie się marchewkę? Dlaczego chrupie się rzodkiewkę? Dlaczego chrupie się kalarepkę, a selera nie?? Świetne warzywo! Schrupałam resztkę i stwierdziłam, że gdybym jadła drugie śniadanie to mogłabym jeść własnie selera :) Ale wracając do tematu...
Do mięsa, marchewki i selera dodałam cebulę, pokrojoną super drobno, 3 łyżeczki lnu mielonego (który był jednym z podarków ze spotkania Dietetyczne Rewolucje ), jajko, czosnek, płaską łyżeczkę soli i pieprz. Wszystko wymieszałam zgrabną rączką i odstawiłam na 30 min. 

Po pół godzinie zaczęłam ulepiać małe pulpeciki - warto nawilżyć dłonie, żeby masa nie kleiłam się do rąk. Od razu mówię - masa nie jest bardzo zwięzła, więc trzeba trochę uważać. Pulpeciki ułożyłam w moim parowarze (jeśli ktoś nie posiada tego fantastycznego urządzenia to może skorzystać z garnka do gotowania na parze lub po prostu durszlaka położonego na garnku i przykrytego pokrywką). Gotowałam je 20 min. 

Nie chcę się chwalić, ale naprawdę są pyszne - miękkie, soczyste, mięsiste - po prostu bombowe :)

Podałam z ziemniakami (też gotowanymi na parze) i surówką z kapusty (dietetyczną, bez majonezu...)




czwartek, 11 października 2012

Pulpety w sosie chrzanowym



Tak mnie naszło w zeszłym tygodniu, jak jadłam zawiniętą szynkę z chrzanem. Pomyślałam, toż to musi być dobre. I zrobiłam. Smakowało.

Składniki:

  • 30 dkg mięsa mielonego
  • 1/2 cebuli
  • 1 jajko
  • 2 łyżki kaszy manny
  • 1 łyżeczka suszonych warzywek
  • Sól, pieprz
Na  sos:

  • 1 łyżeczka masła
  • 1 łyżeczka mąki
  • 1/2 słoiczka chrzanu (ok.90g)
  • 150 ml wody
  • 1 łyżeczka suszonych warzywek
  • 1 płaska łyżeczka cukru
  • Sól
  • 2 łyżki śmietany

 Drobno pokrojoną cebulę podsmażam na maśle. Dodaję do mięsa (najlepiej drobiowego, ale inne też się nada), wbijam jajko, dodaję kaszę mannę i przyprawy. Odkładam na 15 min. Po tym czasie formuję pulpeciki wielkości orzecha włoskiego (wyszło mi 19) i gotuję na parze ok. 12 min.

W między czasie robię sos. Rozpuszczam masło i wsypuję mąkę - robię zasmażkę. Dokładam chrzan i jeszcze chwilę podsmażam. Dolewam wodę, dodaję przyprawy. Podgrzewam aż zgęstnieje i dodaję śmietanę.

Polewam pulpeciki sosem i podaję. Tu wykorzystałam część warzyw z gotowanego wcześniej bulionu.




niedziela, 30 września 2012

Chilli con carne



Wyjeżdżam na tydzień. Filip siedzi i się uczy do egzaminów na aplikacji. Żaby się chłopak nie martwił co włożyć do garnka coś nie coś przygotowałam. A żeby dobrze się uczyło to trzeba i zjeść coś pożywnego, a więc podczas spaceru po sklepie przyszło mi do głowy chilli con carne.

Kiedyś robiłam zupę meksykańską. Właściwie chilli con carne robię dość podobnie.

Składniki:

  • 30 dkg mięsa mielonego
  • 3 cebule
  • 1 puszka czerwonej fasoli
  • 2 czerwone papryki
  • 1 żółta papryka
  • 1 ostra papryka
  • 1 puszka pomidorów
  • 1/2 szklanki wody
  • Przyprawy: sól, słodka papryka, pieprz cayenne, suszone warzywka

Cebulę kroję w piórka i podsmażam na oleju z odrobiną soli. Kiedy się już zeszkli, dodaję mięso mielone - najlepiej wołowe. Paprykę kroję w dość duże kawałki, za wyjątkiem ostrej papryczki, którą kroję drobno. Dorzucam do garnka i chwilę podsmażam całość. Dodaję fasolę odsączoną z puszki, 1/2 szklanki wody i przyprawy - sól i chilli do smaku, 2 łyżeczki słodkiej papryki, 1 łyżkę suszonych warzywek. Zmniejszam ogień i przykrywam garnek. Od czasu do czasu mieszam.

 
Po ok. 25 minutach dodaję pomidory. Gotuję jeszcze kilka minut i ... gotowe :)

środa, 9 maja 2012

Najprostsze pulpeciki ever!



Lubię pulpeciki, a bardzo rzadko je robię. Odkąd prowadzę bloga zrobiłam je dopiero raz. Wtedy była to wersja nieco podrasowana, a teraz postawiłam na minimalizm i uważam, że się opłaciło. Żałuję tylko że nie miałam do nich ziemniaczków, które by idealnie pasowały, więc podałam z ryżem.

Składniki:

  • Ok. 30-35 dkg mięsa mielonego (tu z indyka)
  • 2 łyżki bułki tartej
  • 1 jajko
  • Sól, pieprz, suszone warzywka
Sos:

  • 3-4łyżki oleju spod smażenia pulpetów
  • 2 łyżki mąki
  • Ok. litra wody (bulionu)
  •  Suszone warzywka, sól, pieprz, majeranek, tymianek, papryka słodka i chilli

Mięso, bułkę tartą i jajko wymieszałam, dodając łyżkę suszonych warzywek, sól i dużą ilość świeżego pieprzu. Zwilżyłam dłonie i formowałam kuleczki wielkości mniej więcej orzecha włoskiego, może trochę mniejsze. Mięso nabierałam łyżeczką do herbaty. Wyszło mi 20 pulpecików



Na patelni rozgrzałam tłuszcz i obsmażałam kuleczki w miarę z każdej strony. Osączyłam z tłuszczu, którego kilka łyżek przelałam do garnka. Dodałam mąkę i podsmażałam zasmażkę aż lekko zbrązowieje. Wtedy ściągnęłam garnek na chwilę z gazu, i delikatnie, stopniowo zaczęłam dolewać gorący bulion. Wymieszałam dokładnie, żeby nie było żadnych grudek i dodałam przyprawy - łyżeczkę warzywek, sól, pieprz do smaku, resztę przypraw po małej szczypcie. Wymieszałam ponownie i do sosu włożyłam pulpeciki, które dusiłam na małym ogniu ok. 10 min pod przykryciem.

Pulpeciki są świetne, bo bardzo delikatne w konsystencji, a jednocześnie dość mięsne ;)