Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smaki dzieciństwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smaki dzieciństwa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 czerwca 2020

Kotlety jajeczne

                                                                                                     
Uwielbiam kotlety jajeczne, a robiłam je dziś...pierwszy raz :) Zawsze mi się wydawało, że to strasznie dużo roboty, no i "tyle jajek"! A to nieprawda - można powiedzieć wręcz, że robi się je przy okazji. Ja dziś zaczełam rano - nastawiłam jajka, zarobiłam masę, odstawiłam ją do lodówki...a przed obiadem hyc! kotlety raz-dwa uformowane. Z procesem smażenia nie wiem czy wszystko zajęło mi więcej niż 20 min pracy. Efekt - rewelacyjny, co tu dużo mówić :)

Z podanych składników wychodzi 4-5 porcji obiadowych.

Składniki:


  • 9 jajek - 8 ugotowanych, 1 - surowe
  • 3 garście szczypioru
  • 1/2 suchej kajzerki + odrobinę mleka do namoczenia
  • 3 łyżki bułki tartej + odrobina do obtoczenia
  • 2/3 łyżeczki soli
  • Pieprz

8 jajek gotuję na twardo, po ostygnięciu i obraniu rozdrabniam je na niewielkie kawałeczki widelcem. Miałam akurat pół suchej kajzerki, więc ją wykorzystałam. Myślę jednak, że spokojnie można tu zrobić kombinacje - albo całą kajerkę, albo samą bułkę tartą. Kajzerkę namoczyłam w odrobinie mleka, odcisnęłam i dorzuciłam do jajek. Dodałam również bułkę tartą, poszatkowany szczypior (z młodej cebulki - wybierzcie zielone wg własnych upodobań), surowe jajko, sól i pieprz. 


                                                                                                   
Całość dokładnie wymieszałam i włożyłam do lodówki, aby masa odpoczęła (a i ja przy okazji ;) ) - 30 min powinno wystarczyć, ale pewnie też nie jest to konieczne, choć masa będzie się lepiej kleić.


                                                                                                
Wybieram porcje łyżką i formuję kotlety wilgotnymi dłońmi (wyszło mi 12 sztuk). Obtaczam je w bułce tartej i smażę po kilka minut na średnim ogniu do momentu aż będą rumiano-złote.

Idealnie pasują do kotlecików ziemniaczki, suróweczka dowolna :)

Smacznego!





wtorek, 21 kwietnia 2015

Pasztet



Mistrzynią pasztetu jest moja Babcia - zawsze robiła pyszny pasztet - czy to od święta, czy to nie od święta :) W tym roku na Święta Wielkanocne postanowiłam spróbować czy i ja się nadam do tego wyrobu. Trochę się bałam, kiedy przypominałam sobie z dzieciństwa wielką żółtą miednicę, w której pochylona Babcia mieszała pasztet i wydawało mi się to niesamowicie trudnym zadaniem. Co się okazuje - trudne absolutnie nie jest, a jedynie nieco czasochłonne.

Krążą pogłoski, że w pasztecie musi się znaleźć wątróbka. Obalam te plotki - nie, nie musi. Wręcz przeciwnie - pasztet bez wątróbki jest dużo smaczniejszy!

Składniki:
  • 90 dkg pręgi wołowej
  • 90 dkg łopatki wieprzowej
  • 1 udko kurczaka
  • 25 dkg królika
  • 45 dkg boczku
  • 2 marchewki
  • 2 pietruszki
  • Kawałek selera

  • Przyprawy do zagotowania:
    kilka liści laurowych,
    ziele angielskie,
    pieprz czarny

  • 2 duże cebule
  • 6 jajek
  • Sól
  • Pieprz
  • Słonina do wyłożenia blaszki

Pracę rozłożyłam sobie na dwa dni. Pierwszego dnia wieczorem zajęłam się gotowaniem mięsa i warzyw. Zaczęłam od pokrojenia mięs (oprócz kurczaka) w kostkę i podsmażenia go (udko także) na złoty kolor. Mięso - oprócz udka i królika - zalałam niewielką ilością wody - tak aby ledwo przykryć je wodą. Po godzinie delikatnego gotowania się dodałam kurczaka, królika oraz obrane warzywa - z wyjątkiem cebuli. Przyprawy zawinęłam w gazę i związałam białą nitką, żeby nie mieć później problemu z ich wyciągnięciem. Całość gotowałam w sumie niecałe 3 godziny - aż wszystko było mięciutkie.

Odstawiłam na balkon i poszłam spać, bo był już środek nocy ;)


Rano zabrałam się najpierw za mielenie mięsa. Okazało się, że z wywaru zrobiła mi się galaretka, więc musiałam odrobinkę podgrzać garnek :) Pokrojoną cebulę dość dobrze podsmażyłam i zmieliłam ją również z resztą warzyw i mięsem. Masę zmieliłam trzykrotnie (nawet tak mi się spodobało, że miałam ochotę zmielić czwarty raz, ale już czasu mi brakło!).

Do masy dodałam sól, duuuuuuużo świeżo zmielonego pieprzu, żółtka z 6 jajek i dobrze wymieszałam rękami. Z białek ubiłam pianę i tę już delikatnie wymieszałam z masą.

Masy wystarczyło mi na dwie blaszki - jedną dużą keksówkę 30x15 i drugą mniejszą - 12x26. Należy je posmarować tłuszczem, wyłożyć cienkimi plasterkami słoniny i posypać bułką tartą. Masę wyłożyć i dobrze ubić, aby nie było w niej powietrza. Zapiekać ok 1,5-2 godziny w 200 stopniach (do momentu kiedy się wierzch pięknie przyrumieni).

Babcia była dumna :) 




środa, 18 lutego 2015

Razowe kopytka



Od pewnego czasu nachodziła mnie myśl, żeby zrobić kopytka. W sumie to muszę przyznać, że te były pierwszymi całkowicie samodzielnie zrobionymi przeze mnie (no i oczywiście, od razu razowe...). Kopytek dawno nie jadłam, ale w dzieciństwie były dość często w moim menu. Zwłaszcza kiedy byłam u Babci Danusi. Pamiętam jak przez mgłę - jeszcze z bardzo dawnych czasów - jak stałam na krzesełku w małej kuchni u Babci i rolowałam ciasto w wałeczek, a później razem z Babcią kroiłam kopytka. Wtedy najczęściej jadłam je ze śmietaną i cukrem - jak to dziecko, później jednak dużo lepiej komponowały mi się z mięsem... Cóż, z wiekiem i smaki się trochę zmieniają (aż dziw mnie bierze, że u tej samej Babci jako dziecko jadłam placki ziemniaczane z cukrem... :o ). Tak mi się spodobało robienie kopytek, że niedługo po tych razowych (chwilę czekały na publikację), zrobiłam zwykłe, z białą mąką w domu. Wtedy z sosem szpinakowym. Dziś - te razowe - przedstawiam z gulaszem wieprzowym w sosie musztardowo-miodowym.


Składniki:


  • Ziemniaki
  • Mąka
  • Jajko
  • Ew. mąka ziemniaczana


Nie piszę dokładnych ilości składników. Co jest istotne w robieniu kopytek to proporcje: 2/3 ciasta to mają być ziemniaki, 1/3 - mąka. No i dodajemy jajko. Ja tym razem użyłam 3 ziemniaków (tyle mi zostało w domu), ale na kg ziemniaków jedno jajko spokojnie wystarczy. Tym razem dodałam mąki razowej owsianej - kopytka będą miały specyficzny posmak, więc jeśli ktoś nie lubi "razowców" to oczywiście można dodać zwykłą białą mąkę - wtedy kopytka mają też trochę bardziej gładką fakturę. Na kg mąki można też dodać ewentualnie 2-3 łyżki mąki ziemniaczanej, choć nie jest to konieczne.

Ale od początku. 


Ziemniaki gotujemy. Albo mamy ugotowane z poprzedniego dnia. Do utłuczonych dobrze ziemniaków dodajemy mąkę (ew. mąki) i jajko. Dokładnie wyrabiamy na gładką masę. Na posypanym mąką blacie czy stolnicy rolujemy wałeczki z ciasta, które kroimy na ukos. Wrzucamy partiami na osolony wrzątek - po wypłynięciu na wierzch wystarczą kopytkom 2 min.




Co ważne - kopytka przygotowujemy tuż przed gotowaniem. Inaczej ciasto się rozbabrze i trzeba będzie dodawać mąki i wyrabiać na nowo.

Roboty może ze 3 min więcej niż przy zwykłych tłuczonych ziemniakach - a ile radości potem!


środa, 26 listopada 2014

Naleśniki z kapustą i mięsem

...czyli recycling rosołowy

Coś mnie w sobotę wzięło na rosół. A nie jest to częste - zazwyczaj gotuję go raz, może dwa razy do roku. Ale mnie wzięło to ugotowałam. Zazwyczaj daję bardzo dużo warzyw, a niewiele mięsa - troszkę kurczaka, troszkę wołowiny. Miałam w zamrażarce dwa podudzia, ale wołowiny nie było. W sklepie szponder się już skończył, więc kupiłam co zostało, czyli rostbef. Gotowane mięso praktycznie zawrze dorzucam do rosołu razem z marchewką i groszkiem konserwowym, ale tym razem wpadłam na pomysł, że zrobię naleśniki. Kupiłam więc i kapustę kiszoną. No i taka to historia.


Składniki:

  • 8 naleśników z tego przepisu (zaręczam, że proporcje idealne)

  • 2 podudzia
  • 25 dkg rostbefu
  • 1/2 marchewki
  • 1 cebula
  • 20 dkg kiszonej kapusty

Kiszoną kapustę pokroiłam i gotowałam w niewielkiej ilości wody, wraz z liściem laurowym, dwoma ziarnkami ziela angielskiego i solą, przez ok. godzinę.

Ugotowane mięso obrałam, cebulę pokroiłam w kostkę i podsmażyłam. Dodałam marchewkę z rosołu, gotowaną kapustę i trochę pieprzu. Całość zmiksowałam blenderem, bo mi się nie chciało wyciągać maszynki do mielenia mięsa.


Nakładałam po łyżce farszu na każdego naleśnika i zawijałam je jak krokiety - najpierw po bokach, a później od dołu je rolowałam:



Oczywiście, można by i panierować takie naleśniki i zrobić z nich krokiety, ale jakoś uważałam to za zbędny dodatek kalorii. Tuż przed podaniem jednak podsmażyłam naleśniki, aby były lekko przypieczone i chrupiące.




wtorek, 11 listopada 2014

Gołąbki!



Kocham gołąbki! Uwielbiam! Ale jem je dość rzadko, bo zawsze mi się wydawało, że ich zrobienie to musi być jakaś czarna magia, zajęcie na cały dzień! Ostatnio jednak w jakiś weekend rano standardowo włączyłam sobie jakiś program kulinarny - tym razem do śniadania wpadła mi w oko (bo z Okrasą - ostatnio moim idolem kulinarnym - byłam na bieżąco) Siostra Aniela - miała krótki program o gołąbkach. Jakaż byłam zdziwiona, że to jest tak proste! Przy wspólnym gotowaniu z Martynką lazanii, wspomniałam o tym, a ona zgodziła się mi pomóc. Na ostatnim wyjeździe opowiadałam koleżankom o moich planach i Justynka również była chętna! Postanowiłyśmy wykorzystać długi weekend i zrobić gołąbki wspólnie. Dobrze, że Justynka się do nas dołączyła, bo to w sumie był nasz spec od gołąbków - z nas 3 tylko ona miała doświadczenie. Muszę przyznać, że trochę mi wstyd, bo się najmniej narobiłam tych gołąbków - w sumie to prawie wszystko zrobiły dziewczyny. Ale było bardzo fajnie!

Składniki:
  • 1 większa główka kapusty
  • 1,2 kg karkówki
  • 30 dkg ryżu
  • 1 cebula
  • 1 marchewka, ew. mały kawałek selera i pietruszki
  • 2 jajka
  • Sól
  • Pieprz

Sos:
  • 1 l przecieru pomidorowego
  • Masło
  • Mąka
  • Śmietana
  • Sól
  • Pieprz

Zaczęłyśmy od tego,  że się wybrałyśmy do sklepu po mięso. Mama Justyny polecała nam łopatkę wieprzową, ale nie było. Wahałyśmy się pomiędzy karkówką a szynką, ale wzięłyśmy tą pierwszą, bo szynka mogłaby być za sucha. I był to doskonały wybór. Okazało się, że w sklepie nie mielą mięsa na miejscu. Też fajnie, bo przynajmniej po raz pierwszy od dwóch lat mogłam użyć mojej maszynki do mielenia mięsa. Coś mi odbiło, że muszę mieć maszynkę i odkąd ją kupiłam to stała. A jako że jest to taka metalowa maszynka na ręczną korbkę to nie wiedziałam czy w ogóle zadziała. Zadziałała :)


Dziewczyny zabrały się za mielenie mięsa z dodatkiem kawałka selera, pietruszki i marchewki, które wyciągnęłam z zupy cebulowej (po ok 5-7 cm) oraz podsmażoną cebulką, wcześniej pokrojoną w drobną kostkę, a także startą na małych oczkach i również podsmażoną połówką marchewki (chciałam dodać całą jako przyprawę).

Do ugotowanego ryżu wrzuciłyśmy surowe, zmielone dwukrotnie mięso, dodałyśmy 2 jajka, sól i bardzo dużo czarnego pieprzu.

Kiedy dziewczyny mieliły mięso, ja zajmowałam się kapustą. Co prawda najpierw Justyna wycięła głąba (najpierw dookoła, a później na krzyż w środku, żeby lepiej można go było wydrążyć), ale garnka z kapustą pilnowałam ja ;) Zalałam kapustę wrzątkiem i na delikatnym ogniu ją gotowałam. Przez to, że nie było już głąba to co chwilę jakieś listki same odchodziły - wyciągałam je łyżką i widelcem, a później ostrym nożykiem obcinałam stwardniałe nerwy tak, żeby łatwo było zawinąć gołąbki.

Jeśli chodzi o zawijanie to każdy gołąbek wyszedł nam inny. Dla mnie najłatwiej jest zawijać następująco - po nałożeniu farszu zawijam na niego boki, a później od strony dolnej liścia zwijam w rulonik.

Z takiej ilości farszu udało nam się zrobić 15 wypasionych gołąbków - takich, że jeden wystarcza, a jak się jest łakomczuchem to półtora :) Liści zostało nam więcej, następnym razem musimy zrobić też więcej farszu.


Na spód garnka wyłożyłyśmy pozostałe liście kapusty a na nie ciasno układałyśmy gołąbki. Zalałyśmy je bulionem, nawet nie całkiem przykryłyśmy je płynem, ale na wierzch też ułożyłyśmy liście kapusty - żeby lepiej się uparowały. Po godzinie farsz był ugotowany, kapusta też, ale nadal krucha.

Kiedy gołąbki się gotowały, zrobiłyśmy sos. Zaczęłyśmy od zasmażki - ok 3 łyżki masła i podobną ilość mąki podsmażyłyśmy stale mieszając. Na początek dolałyśmy odrobinę wody, żeby rozrobić zasmażkę, a później już przecier pomidorowy. Trochę soli, trochę pieprzu i stale mieszając gotowałyśmy sos kilka minut, po czym dodałyśmy 3 łyżki śmietany (kwestia gustu ile). 30 sekund na małym ogniu i sos był gotowy. Nie pozostało nic innego niż polać nim gołąbki (ja uwielbiam morze sosu do nich) i pałaszować. Były pyszne, ale w dobrym towarzystwie jeszcze lepiej smakowały!

Do tej pory myślałam, ze najlepsze gołąbki są na stołówce UEKu, ale teraz już wiem, że to te roboty trio Martynka, Justynka i ja :)


środa, 13 listopada 2013

Zupa kalafiorowa z kurczakiem



Miało być coś zupełnie innego na jutrzejszy obiad - pierś nadziewana suszonymi pomidorami. Ale w sklepie była awaria terminala, a gotówki za wiele w portfelu nie było, więc luksusy w postaci suszonych pomidorów musiałam odłożyć. A że w lodówce trochę warzyw się znalazło, sezon na grzanie się zupami zaczął, ostatnio sporo słucham zespołu Kabanos, m.in. kawałka "Zupa Kalafiorowa" to pomysł sam się nasunął.

Składniki:


  • Główka kalafiora
  • 1 duża marchewka
  • 4-5 ziemniaków
  • 1/4 selera
  • 1/2 pęczka koperku
  • 2 l wody
  • Sól
  • 2 łyżki suszonych warzywek
  • 2 łyżki śmietany 
  • Pieprz
  • Pierś z kurczaka

Pierś z kurczaka pokroić na 3-4 cieńsze części, podsmażyć na patelni, możliwe bez tłuszczu po ok. 4-5 min z każdej strony. Przełożyć do garnka, zalać wodą i nastawić.

Główkę kalafiora podzielić na małe różyczki. Marchewkę, ziemniaki i selera pokroić w drobniutką kostkę. Koperek posiekać.

Kiedy już woda się zagotuje, zdjąć szumy i dorzucić wszystkie warzywa oraz koperek. Dodać suszone warzywka i sól.

Gotować ok. 15 min, aż warzywa będą miękkie. Wyciągnąć mięso, odczekać aż chwilę "odpocznie" i pokroić na plastry lub w drobną kostkę. W międzyczasie dodać śmietanę.

Posypać świeżo zmielonym czarnym pieprzem.





A oto i moja inspiracja, choć przepis nieco zmieniony:

środa, 9 stycznia 2013

Marchewka zasmażana



Dzisiejszy wpis dedykuję Marioli, która mnie do niego natchnęła rozmową przy obiedzie.
Początkowo miała być to marchewka z groszkiem, jednak pamięć płata figle i okazało się, że w zamrażalniku groszku brak. Nie szkodzi - sama marchewka też jest przepyszna :)



Składniki:

  • 3 marchewki
  • Odrobinę wody
  • Sól, cukier do smaku
  • 3 łyżeczki masła
  • 2 łyżeczki mąki


Marchewki obrałam i pokroiłam w kostkę. Trochę się przy tym podenerwowałam, więc niecierpliwym polecam mrożonkę ;) Zalałam odrobiną wody - tak, aby ledwo przykryła marchewkę. Dodałam 1/4 łyżeczki soli i 1/2 łyżeczki cukru. Gotowałam do momentu aż marchewka będzie już na wpół miękka.



W rondelki rozpuściłam masło, dodałam do niego mąkę i energicznie rozmieszałam, aby zrobić zasmażkę, którą dodałam do marchewki. Pogotowałam jeszcze 2 min i gotowe :)
 

czwartek, 3 stycznia 2013

Sałatka ziemniaczana



Coś mnie dziś w pracy wzięło na sałatkę ziemniaczaną. Taką jaką dawno, dawno temu od czasu do czasu robiła moja Mama. Nie wiem czy przepis dokładnie jest taki sam, bo robiłam sałatkę na czuja. Ważne, że jest smaczna i mega prosta :)

Składniki:

  • 1 kg ziemniaków
  • 2 niezbyt duże czerwone cebule
  • 4 spore ogórki kiszone
  • 1 jabłko
  • Majonez
  • Sól, pieprz


Ziemniaki umyłam i ugotowałam w mundurkach. Obrałam i pokroiłam w dość grubą kostkę. Cebulę pokroiłam dość drobno, a ogórki i jabłko mniej więcej w podobne kawałki (nieco mniejsze od ziemniaków). Dodałam 3 łyżki majonezu, odrobinę soli i dużo świeżo zmielonego pieprzu.













czwartek, 15 listopada 2012

Żurek



Filip jest w stanie zjeść każdą ilość żurku. Ja natomiast, będąc dzieckiem, nie lubiłam tej zupy. Właściwie ciężko powiedzieć czy nie lubiłam. Nie jadłam z reguły. Może to było dla zasady? Może faktycznie mi nie do końca smakowała? Dziś już tego nie pamiętam...

Zupa nie wymaga wiele zachodu, co jest bardzo wskazane dla pracujących, zwłaszcza kiedy przychodzi się późno do domu, po pracy i przedłużającym się na pogaduszkach hiszpańskim ;)

Składniki:

  • 15 dkg wędzonych żeberek 
  • 15 dkg wędzonej kiełbasy
  • 1,2 kg ziemniaków
  • 1,5 l wody
  • Włoszczyzna: marchewka, pietruszka, kawałek selera
  • 1 cebula
  • Suszone warzywka
  • Majeranek
  • Przyprawa do żurku
  • Sól, pieprz
  • Zakwas (barszcz biały)
  • 2 łyżki śmietany
  • Ew. chrzan, jajko do podania

 Nastawiam wywar na kiełbasie, żeberkach (ew. wędzonym boczku) i warzywach. Po ok. 20 min wyjmuję mięso (żeberka obieram, kroję w kostkę i wrzucam z powrotem) i warzywa, a dodaję pokrojone w kostkę ziemniaki. W międzyczasie drobno kroję cebulę i podsmażam ją do zeszklenia, po czym dodaję do zupy. Dodaję przyprawy: sól, 1-2 łyżki suszonych warzywek, dużą ilość majeranki i ew. przyprawę do żurku. Całość gotuję dopóki ziemniaki nie będą miękkie.

Dolewam zakwasu - na taką ilość u mnie 1,5 butelki, ale każdy ma inne gusta. My lubimy, kiedy żurek jest wyrazisty i bardzo kwaśny, dlatego dodaję więcej. Każdy musi znaleźć odpowiedni dla siebie poziom kwaśności. Zagotowuję i dodaję śmietanę.Na koniec posypuję obficie świeżo zmielonym pieprzem.

Polecam podawać z łyżeczką chrzanu, pokrojoną kiełbaską i ew. jajkiem na twardo.



środa, 7 listopada 2012

Schabusie Magdy



Dawno mnie tu nie było...

Tak się składa, że akurat ostatnio ciągle jestem w rozjazdach. Właśnie wróciłam z Hiszpanii, gdzie byłam po raz pierwszy na weselu. Oczywiście, chciałam zrobić wpis - jedzenie było fenomenalne!! - ale padła mi bateria w aparacie :/ Nie mogę się przyzwyczaić, że dwie na trzy kreski nie oznaczają tego, że bateria jest w 2/3 pełna, a że zaraz się skończy. Pech! Nie ma się jednak co martwić - liczę na to, że za jakiś czas będę mogła dla Was opisać - może nie do końca tradycyjne - katalońskie wesele. Marta i Joan obiecali udostępnić parę fotek jak tylko dostaną od fotografa.

Przed Hiszpanią byłam na weekend w Warszawie. Bardzo miły wyjazd, pomimo że zaskoczył mnie śnieg. Fakt, słyszałam prognozy, ale jakoś nie chciało mi się w nie wierzyć. Moja Przyjaciółka, Magda, uraczyła mnie pysznościami, które przypomniały mi czasy dzieciństwa. Jako dziecko uwielbiałam schabowe - teraz jem je niezwykle rzadko, myślę, że nie częściej jak raz do roku, może nawet rzadziej. Po prostu nie chce mi się smażyć kotletów.

Magdy "schabusie" były wyjątkowe - nigdy nie jadłam tak soczystego kotlecika. Na pytanie jak to zrobiła wzruszyła ramionami i odpowiedziała, że nie dodaje do panierki bułki tartej. A ja na to: niemożliwe! musisz marynować mięso albo coś! A Magda dalej się upierała, że to zasługa panierki tylko z mąki i jajka. Postanowiłam to sprawdzić....

Składniki:

  • 2 kotlety schabowe bez kości
  • 1 jajko
  • Mąka
  • Pieprz, sól

Puree ziemniaczane:

  • 4 ziemniaki
  • 1 łyżeczka masła
  • 4 łyżki mleka
  • Pieprz

Kotlety oczyściłam ze wszystkich błonek i - jak to standardowe schabowe - rozbiłam tłuczkiem.  Posoliłam, posypałam świeżo zmielonym pieprzem, obtoczyłam najpierw w mące, później w jajku. Wrzuciłam na rozgrzany olej i obracając co jakiś czas, smażyłam na średnim ogniu, dopóki "schabusie" nie były złociste.




Podałam z puree ziemniaczanym (też zaczerpniętym od Magdy, bo u mnie w domu nigdy puree nie jadaliśmy): ugotowane ziemniaki utłukłam z masłem, mlekiem i pieprzem oraz surówką z kapusty kiszonej, która powinna być jak znalazł na moje przeziębienie :)

A tak wyglądał obiad, który zaserwowała mi Magda:
 

sobota, 31 marca 2012

Chlebek w jajku




Dawno mnie tu nie było. Miałam dość intensywny tydzień. Ale czas to nadrobić.

W związku z tym, że jest sobota, postanowiłam odmienić nieco nudne śniadanie. Wiadomo, w tygodniu każdy spieszy się do pracy do szkoły, więc rano robi się szybko kanapki czy zalewa mlekiem płatki. W sobotę jest troszkę więcej czasu, więc dziś był chleb w jajku. Proste, a wyśmienite.






Takie śniadanko robiła mi często Babcia, kiedy byłam mała i przyjeżdżałam do niej na wakacje.



Składniki:

  • 2 kromki chleba
  • 1 jajko
  • Masło
  • Dżem


Jajko rozbełtuję na talerzu i zanurzam w nim kromki chleba z obu stron. Masło rozpuszczam na patelni i smażę chleb po ok. 2-3 minuty z każdej strony, aż jajko się zetnie i lekko zbrązowieje. Zajadam z babcinym dżemem :)