Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pieczywo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pieczywo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 stycznia 2023

Bułki do hot dogów

 

Na sylwestrową kolację zaplanowaliśmy domowe hot dogi. Ostatnio wróciła mi ochota do gotowania i pieczenia, więc postanowiłam też zrobić i bułeczki. Szybko i przyjemnie :)

Składniki :

  • 500 g mąki 
  • 120 ml mleka
  • 80 ml wody
  • 50 g masła
  • 7 g suszonych drożdży (lub 20 g świeżych)
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka soli
  • 2 płaskie łyżeczki cukru

Jeśli korzystacie ze świeżych drożdży, najpierw trzeba zrobić zaczyn. Ja praktycznie zawsze korzystam z suszonych, ponieważ jest to szybsze, a i łatwiej takie drożdże się przechowuje. 

Masło, mleko i wodę delikatnie podgrzewam. Następnie mieszam ze wszystkimi składnikami i wyrabiam ciasto. Przykrywam je ściereczką i odkładam w ciepłe miejsce na ok. godzinę. 

Po tym czasie dzielę ciasto na 10 równych części (bułeczki mają ok. 85 g, można też przygotować większe - wedle uznania). Szybko wyrabiam i roluję w wałeczek. Odkładam każdy na blaszkę, przykrywam jeszcze ściereczką na kolejne 20 min. 

Piekarnik rozgrzewam do 185 stopni. Przed włożeniem można bułeczki posmarować mlekiem. Piekę 20 min (jak będą już ładnie rumiane), po czym otwieram wyłączony piekarnik na kilka min, zostawiając w nim bułeczki. Następnie suszę na kratce. Zimne przechowuję w papierowej torbie i torbie foliowej, jak każde inne pieczywo. 

Bułeczki są dobre nie tylko do hot dogów, ale także do "zwykłych" kanapek - na wytrawnie czy słodko, np. z dżemem :) 

sobota, 25 kwietnia 2020

Ziołowe nocne bułeczki

                                                                                                                     
Resztkę chlebka zjadłam wczoraj na kolację, a że było już późno, nie zdążyłabym go zrobić. Pomyślałam więc, że zrobię eksperyment. Widziałam wiele przepisów na tzw. nocne bułeczki - jeden nawet spróbowałam - bułki były w porządku, ale miałam wrażenie, że jednak ciasto nie wyrosło dobrze, pieczywo nie było też tak mięciutkie jakbym oczekiwała od bułek, więc nie wróciłam do nich.

Oczywiście, bułeczki, które prezentuję, możecie zrobić również i nie używając lodówki - jeśli macie czas, zostawcie ciasto po prostu na 2-3 godziny pod ściereczką do wyrośnięcia przed pieczeniem.


Składniki:


  • 250g mąki pszennej + sporo do podsypania
  • 8g świeżych drożdży
  • 200 ml ciepłej wody
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • 1/2 łyżeczki cukru
  • Niecała płaska łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka przyprawy włoskiej/do pizzy/do spaghetti


Pierwsza sprawa to zaczyn - drożdże, ok. 25g mąki, cukier i połowę ciepłej wody mieszam drewnianą łyżką. Zostawiam na 10-20 min do wyrośnięcia, po czym dodaję resztę mąki (przesianej), wody, sól, przyprawę włoską (możecie użyć ulubionych ziół) oraz oliwę. Można wymieszać łyżką lub ubijaczką (czy blenderem). Ciasto jest dość rzadkie, przelewam je do wysmarowanej olejem miski, przykrywam folią spożywczą, wrzucam do lodówki i idę spać.

Rano wyciągam ciasto, chwilkę czekam aż się nieco zaciepli. Wyrzucam na porządnie wysypany mąką blat i bardzo szybko zagniatam, obtaczając w mące. Bardzo ostrym nożem, odkrajałam kawałki ciasta (podzieliłam na 6 części), które od razu nożem przerzucam na mąkę. Szybko zagniatam bułki i odkładam na jakies 20-30 min do wyrośnięcia (pod ściereczką).


                                                                                                
Piekarnik nastawiam na 230 stopni, jeszcze do zimnego wkładam naczynie z wodą. Bułeczki piekę ok. 20 min, aż się ładnie zarumienią. Studzę na kratce.  

Bułeczki są chrupiące na zewnątrz i mięciutkie wewnątrz - idealne. Tym razem na śniadanko były bułeczki z twarożkiem i pomidorem.

Smacznego!


wtorek, 21 kwietnia 2020

(Najprostszy) chlebek a la ciabbatta (pszenno-owsiany)

                                                                                                                               
Głowy sobie nie dam za to obciąć (że najprosztszy), ale nie wyobrażam sobie, żeby można było prościej. Kilka machnieć łyżką i jedyne, co nam potrzeba to odrobina cierpliwości. Pieczywko jest mięciutkie, pachnące, idealnie wilgotne. Przy odpowiednim przechowywaniu (zawinięte w papier, a później foliówkę), wytrzyma tydzień i będzie nadal pyszne (dłużej u mnie się nie uchowało).

Niedawno też, przez przypadek, z tych składników wyszedł mi nieco bardziej zwięzły chlebek - również polecam.

Składniki:


  • 300 g mąki pszennej
  • 200 g mąki owsianej, razowej
  • 470 ml ciepłej wody
  • 15 g drożdży
  • 2 płaskie (niepełne) łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka cukru


Drożdże rozkruszam do miski, zasypuję cukrem, lekko rozcieram drewnianą łyżką. Dodaję 100 g mąki pszennej i ok. 200 ml ciepłej wody. Całość mieszam i odstawiam na 10-20 min przykryte ściereczką.

Kiedy rozczyn już urośnie, dodaję do niego sól, przesianą mąkę - zarówno pszenną jak i owsianą, którą bardzo lubię. Farfocle z mąki owsianej, które zostaną na sitku, dodaję do masy. Dolewam pozostałą wodę (ciepłą). Całość mieszam drewnianą łyżką, aby połączyć składniki, ale nie przejmuję się bardzo dokładnością. Przelewam masę do wysmarowanej olejem miski, przykrywam ściereczką i zostawiam na 2-3 godziny, do wyrośnięcia.

Kiedy ciasto wyrośnie, wyrzucam je na porządnie obsypany mąką blat. Zagniatam krótko, aby utworzyć z masy bochenek. Dziś pocieliłam ciasto na dwie części, robiłam je również w całości. Układam podłużny bochenek na blaszce, na papierze do pieczenia, przykrywam na kolejne 40 min. 
W międzyczasie nastastawiam piekarnik na 230 stopni i jeszcze do chłodnego wkładam naczynie z wodą, aby zaparowało piekarnik.

Chlebek piekę w sumie ok. 35-40 min, po ok. pół godzinie, kiedy wierzch jest juz złoto-brązowy, przewracam do góry nogami, aby i dół się nieco przypiekł. Chlebek nie będzie bardzo wyrośnięty do góry, ale trochę urośnie. Jeśli zależy nam na bardziej kształtnych kromkach, możemy spokojnie użyć keksówki.

W ramach eksperymentu jeden chlebek nacięłam, a drugi nie. Nacięcia widać delikatnie i ten chlebek był nieco niższy niż drugi, którego nie nacinałam. 

Uwaga! Nie próbujcie świeżego chlebka, jeszcze lekko ciepłego! Z masłem jest tak pyszny, że ciężko się oderwać! 😋



sobota, 18 kwietnia 2020

Chleb pszenno-owsiany na drożdżach

                                                                                                                       
Ten chlebek to wynik "wypadku przy pracy" :) Tym bardziej mnie cieszy! Podczas kwarantanny już kilka razy piekłam różne pieczywo - najbardziej przypadła mi do gustu ciabatta (wrzucę przepis jak zrobię następnym razem), którą miałam zamiar zrobić i wczoraj. Ciabatta piecze się ok. 30 min, ale - wiadomo - trzeba jej doglądać. Kiedy sprawdziłam ją wczoraj po 25 min - zamarłam - blada, popękana, co się dzieje?! Patrzę - hm...nastawiłam nie tę temperaturę, co potrzeba (jak? jak?). Straciłam nieco nadzieję, ale nie poddałam się. Wszak drożdże to w obecnych czasach towar deficytowy i nawet 15g jest na wagę złota! ;) Pokombinowałam trochę i kiedy po godzinie od wyciągnięcia z piekarnika, pokroiłam jeszcze lekko ciepły chleb, położyłam trochę masła - przepadłam... Pachnący, mięciutki, z chrupiącą skórką... No i zjadłam...no nie powiem ile, ale sporo :)

Chlebek jest bardzo prosty w przygotowaniu - jedyne, czego potrzebujemy to trochę cierpliwości.

Składniki:


  • 300 g mąki pszennej (+ do podsypania)
  • 200 g mąki owsianej (myślę, że może być każda inna pełnoziernista, a nawet i całość można zrobić ze "zwykłej" mąki)
  • 470 ml ciepłej wody
  • 15 g drożdży (świeżych)
  • 1 łyżeczka cukru
  • 2 płaskie łyżeczki soli


Zacznijmy od zaczynu - drożdże rozkruszam, dodaję cukier, ok. 100 g przesianej przez sitko mąki oraz 200 ml ciepłej wody. Rozrabiam drewnianą łyżką i zostawiam przykryte ściereczką przez ok. 10 min.

Kiedy zaczyn już urośnie - dodaję pozostałą mąkę (przesiewam obie, a "farfocle", które zostają z mąki razowej na sitku - dosypuję do reszty). Dodaję sól i pozostałą wodę (również ciepłą). Mieszam wszystko drewnianą łyżką - tak żeby powstała z tego jedna masa, ale nie przejmuję się tym za bardzo.


Większą miskę smaruję olejem i przerzucam do niej ciasto. Przykrywam ściereczką i zostawiam na 2-3 godzinki do wyrośnięcia (wczoraj chyba trochę dłużej i też nic się nie stało). Za pomocą silikonowej łopatki wyciągam ciasto na dobrze wysypany mąką blat. Szybciutko zagniatam i przekładam do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia. Odkładam na kolojne 30-40 min.


Do zimnego piekarnika wkładam naczynie z wodą i ustawiam piekarnik na 180 stopni. Kiedy będzie już nagrzany (i naparowany), wkładam keksówkę z ciastem. Po 25 min (czyli czasie, po którym zorientowałam się o błędzie) podniosłam temperaturę do 230 stopni. Piekłam ok 20-25, po czym wyjęłam chlebek z foremki i obróciłam go do góry nogami, aby i przypiekł się z drugiej strony (tutaj proponuję poimprowizować :) ). 
Po kolejnych 10 min wyciągnęłam chlebek i zostawiłam do ostygnięcia na kratce. 

Na głównym zdjęciu chlebek jest nieco "potargany", ale to tylko dlatego, że był krojony jeszcze ciepły (mniam!), po wystudzeniu już kroi się normalnie - jak to standardowy chleb :)

Smacznego!


niedziela, 4 października 2015

Podpłomyki


Ostatnio troszkę brakuje mi czasu. Nawet na zrobienie zakupów. Wracałam późno do domu, a rano każde 10 min w łóżku było na wagę złota :) Przyszedł moment, kiedy pieczywo się w domu skończyło. Co tu zrobić z takim fantem? Leniowi nie chciało się iść do sklepu... A może jakiś szybki zamiennik chleba? Przypomniało mi się jak  byłam z moją Mamą w Piwnicznej i w jednej z bacówek jadłyśmy podpłomyki. Chwila moment i już był dodatek do śniadania.

Składniki:
  • Mąka
  • Woda 
  • Sól
Na jeden podpłomyk (na porcję dla mnie) daję 2 łyżki mąki (może być dowolna mąka), odrobinę ciepłej wody (ok. łyżkę, ale wszystko zależy od mąki) i szczyptę soli. Ciasto powinno być nieco luźniejsze niż pierogowe. Podsypując mąką wałkuję cienki placek, który rzucam na gorącą, suchą patelnię. Smażę po ok. 1-2 min na stronę, do momentu, kiedy nieco się przyrumieni. Na koniec smaruję masłem :)

 

piątek, 14 marca 2014

Kanapka z tortillą



Bardzo prosty, a fajny pomysł na śniadanie czy lunch. W sumie to do tej pory jadłam tylko raz taką kanapkę - jakieś 4 lata temu jak pracowałam w Hiszpanii. Mimo że mi posmakowała nigdy jej nie zrobiłam. Aż tu nagle sobie o niej przypomniałam w niedzielny poranek - i to było moje śniadanie.

Składniki:


  • 2 kromki chleba (lub jakaś ciabatta etc.)
  • 1 jajko
  • Sól
  • Parmezan (albo inny fajny twardy ser)
  • Pomidor
  • Oliwa

Jajko należy rozbełtać z solą i wylać na patelnię. Normalnie, jajka w każdej postaci smażę na maśle, ale jako że jest to hiszpańska wersja, to tu musi wystąpić oliwa. Kiedy góra jest w miarę ścięta przerzucam na drugą stronę, górę posypuję parmezanem. Na koniec składam tak, by mi się zmieściła na chlebku.



Kromkę smaruję oliwą (znowu - hiszpańska wersja :) ), układam na niej tortillę, a na niej pomidory. Przykrywam drugą kromką, ewentualnie przekrajam, aby wygodniej się jadło.






poniedziałek, 6 stycznia 2014

Razowy chleb słonecznikowy



Po powrocie ze wspaniałych wakacji, o których niedługo będziecie mogli przeczytać, zastało mnie w Polsce święto Trzech Króli, a co za tym idzie i zamknięte sklepy. Żeby zaoszczędzić jutro rano chwilę czasu i nie musieć iść do sklepu upiekłam chleb wieczorem. Całe szczęście w szafce zawsze mam suszone drożdże na czarną godzinę :)


Składniki:


  • 1 3/4 kubka mąki razowej
  • 3/4 kubka mąki pszennej białej
  • 1 kubek ciepłej wody
  • 1 opakowanie suszonych drożdży
  • 3/4 łyżeczki cukru
  • 3/4 łyżeczki soli
  • Ziarna słonecznika


Wszystkie składniki dokładnie mieszam wyrabiając lekkie, klejące się nieco ciasto. Słonecznika dodaję według uznania, jak mi się sypnie z puszki - tak ok. 2-3 garści. Odkładam w ciepłe miejsce na 30 min. Małą keksówkę wykładam papierem do pieczenia, wkładam ciasto i odkładam do wyrośnięcia na czas potrzebny do rozgrzania piekarnika. Skrapiam wierzch wodą i posypuję jeszcze słonecznikiem.

Piekę w 175 stopniach ok. 50 min. Studzę na kratce. Ale nawet jeszcze ciepły całkiem nieźle się kroi, a do tego pyszny i chrupiący - można jeść z samym masłem :)


wtorek, 17 grudnia 2013

Szybki chleb na drożdżach



Mój zakwas, którego używam zawsze do wypieku chleba, potrzebował jeszcze ze dwóch dni na "dorośnięcie", a pieczywa w domu brakło. Szybciutko więc zabrałam się za chleb na drożdżach, który nie potrzebuje aż tyle czasu jak ten na zakwasie.

Wyjątkowo zabrałam się za chleb na białej mące - dość dziwne, bo moje wypieki zawierają raczej mąkę pełnoziarnistą, ale tym razem "zaszalałam" i użyłam zwykłej mąki.

Składniki:


  • 2 kubki mąki
  • 1 kubek ciepłej wody
  • 1 opakowanie suszonych drożdży
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka oliwy

Wszystkie składniki dokładnie łączę, zagniatam ciasto - ma być dość "lekkie" i delikatne. Zawijam w lnianą ściereczkę i odkładam do wyrośnięcia. Wystarczy jakieś 45 min, ale ja trzymałam chleb dłużej, bo w piekarniku miałam ciecierzycowego klopsa. Po godzince jeszcze raz zagniotłam i odłożyłam na bok w ściereczce, a na 15 min przed włożeniem do piekarnika zwinęłam w kształt bochenka i nacięłam ciasto u góry.

Piekłam 45 min w 220 stopniach. Po tym czasie chleb powinien być zarumieniony, a kiedy się w niego stuknie będzie wydawał pusty dźwięk. Należy go odłożyć do ostygnięcia na kratkę, aby nie zaparował.

Chlebek jest delikatny i bardzo chrupiący :)

czwartek, 15 sierpnia 2013

Chleb na zakwasie



Na początku wpisu chciałabym bardzo podziękować Krzyśkowi, Mamie Krzyśka i Anecie za zakwas, który od nich dostałam. Gdyby nie to chleba by nie było!

Ze trzy lata temu, podczas wakacji na Mazurach dostałam od Pani Gospodyni zakwas na chleb. Niestety, był to okres wyjazdów i zakwas mi się zmarnował. Żal mi było, ale nie chciało mi się samej hodować zakwasu. Aż tu pewnego pięknego dnia Krzysiek wspomniał, że jego Mama robi chleb na zakwasie! Obiecał przywieźć porcję.

Dostałam więc słoiczek wraz z przepisem, wg którego zakwas można trzymać do 10 dni. Znów mi tak schodziło i schodziło, codziennie, kiedy już zasypiałam nagle budziła mnie myśl: "ZAKWAS!! muszę jutro upiec chleb, bo się zmarnuje!" No i o mały włos, a by się zmarnował :P Całe szczęście, w ostatniej chwili zagniotłam chleb, który piekę teraz co tydzień, w niedzielę. Naprawdę, jest przepyszny. Do tego bardzo pożywny (dwie niewielkie kromeczki zapychają) i długo trzyma świeżość. Ostatnim razem skończyłam go w piątek i nawet nie był lekko podeschnięty.

Przepis Mamy Krzyśka trochę zmodyfikowałam, ale był dla mnie bazą.

Składniki:



  • Zakwas
  • 2 kubki mąki pszennej
  • 2 kubki mąki pełnoziarnistej
  • 1/2 kubka otrębów
  • 1/2 kubka płatków owsianych
  • 2 garści pestek dyni
  • 2 garści pestek słonecznika
  • 1 płaska łyżka soli
  • 1/2 opakowania suchych drożdży
  • 2 1/2 szklanki ciepłej wody


Zakwas, mąkę, otręby, sól i wodę dokładnie mieszam. Odkładam do słoika 3-4 pełne łyżki ciasta, jako zakwas na kolejny raz. Można go użyć w przeciągu 4-10 dni. 

Jeśli chodzi o mąkę razową to używam różnej - raz mieszanej orkiszowo-pszenno-żytniej, innym razem pszennej, innym razem żytniej... Co akurat wejdzie pod rękę ;)

Do masy dodaję ziarna dyni, słonecznika, płatki owsiane (Mama Krzyśka dorzuca jeszcze siemię lniane i sezam - ogólnie można dodać jakiekolwiek ziarna), drożdże - ja używam z wygody suszonych. Wszystko dokładnie mieszam, wyjdzie takie średnio rzadkie ciasto i odkładam na 8 godzin do wyrośnięcia w dużym garnku.

Po tym czasie smaruję długą keksówkę olejem i wysypuję otrębami. Przekładam masę do brytfanki i czekam jeszcze z godzinę - półtorej aż wyrośnie. Lekko kropię wodą i posypuję jeszcze płatkami owsianymi.

Nastawiam piekarnik na max. Wkładam chleb, po 15 min zmniejszam temperaturę do 180 stopni i piekę jeszcze ok 75 min aż brzegi zaczną lekko odchodzić od ścianek keksówki. Co jakiś czas lekko kropię wierzch wodą.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Bułeczki pszenno - żytnie razowe






Szybkie, proste i smaczne pieczywko na wszelki wypadek i nie tylko :)


Składniki:

  • 2 1/2 mąki pszennej (u mnie krupczatka)
  • 1 1/2 mąki żytniej razowej
  • 3/4 szklanki wody
  • 3/4 szklanki mleka
  • 3 łyżki masła
  • 2 łyżeczki suchych drożdży
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka soli

Na początek wsypałam 2 szklanki mąki (pomieszanej), dodałam drożdże, sól, cukier, jajko oraz ciepłe mleko, w którym rozpuszczałam masło i wodę. Wyrabiałam rózgą, gdyż ciasto było wręcz lejące się i powoli dodawałam resztę mąki. Kiedy ciasto zaczęło się robić bardziej zwarte zaczęłam wyrabiać ręką do momentu, kiedy nie przyklejało się już do miski ani rąk. Uwaga, ciasto i tak będzie miękkie i lekko klejące.



Odstawiłam na godzinę do wyrośnięcia.

Po tym czasie podzieliłam ciasto na 8 części i uformowałam okrągłe bułeczki i odstawiłam na kolejne 15 min do wyrośnięcia już na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia.

Piekłam w piekarniku ustawionym na 200 stopni przez 20-25  min.

wtorek, 27 listopada 2012

Imprezowe ślimaczki ze szpinakiem



Robiłam kiedyś podobne ślimaczki na wycieczkę, ale z serem i szynką. Były tak dobre, że kiedy Radziosław usłyszał, że będę robiła jakieś ślimaczki stwierdził, że na imprezę musi iść. Wierzcie, od niego usłyszeć pochwałę jedzenia to znaczy bardzo wiele.

Jednak aby zróżnicować wypieki postanowiłam zrobić je teraz ze szpinakiem. I dużo mniejsze. Takie na jednego - dwa gryzy idealne na imprezę.

Składniki:

  • 1 1/2 szklanki mąki pszennej (u mnie krupczatka)
  • 1 1/2 szklanki mąki żytniej razowej
  • 1 opakowanie suchych drożdży (7g)
  • 1/2 szklanki ciepłego mleka
  • 1/2 szklanki wody
  • 3 łyżki oliwy
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka soli
Na nadzienie:

  • 1 opakowanie mrożonego szpinaku
  • 15 dkg boczku
  • 1 niewielka cebula
  • Sól, suszone warzywka

W dużej misce mieszam wszystkie suche składniki ciasta, dodaję oliwę, po trochu mleko i wodę. Wyrabiam na gładkie ciasto i odkładam na min. godzinę pod lnianą ściereczką.

W międzyczasie robię nadzienie. Boczek kroję w drobną kosteczkę i bardzo dokładnie obsmażam, pozbywając się z niego tłuszczu. Kiedy już boczek będzie dobrze wysmażony dodaję drobniutko pokrojoną cebulę i całość podsmażam aż będzie szklista. Dodaję mrożony szpinak (w liściach) i smażę jakieś 8 min, od momentu kiedy szpinak się rozmrozi. Dodaję sól do smaku i płaską łyżeczkę suszonych warzywek.



Kiedy ciasto już wyrośnie, dzielę je na 3 części. Każdą z nich rozwałkowuję na cienki, prostokątny placek - dłuższy bok dużo dłuższy ;). Nakładam farsz i zwijam w cienką roladę, którą kroję w 2-3 cm plasterki. Układam ślimaczki na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i wkładam na 20-25 min do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika.





sobota, 21 lipca 2012

Drożdżowe bułeczki - ślimaczki na wycieczkę

 
Jedziemy na wycieczkę. Nie na jakąś nie wiadomo jaką wyprawę, ale na kilkugodzinny spacer. Po tygodniu pracy w klimatyzowanym biurze warto od czasu do czasu się ruszyć i przewietrzyć.

Postanowiłam dla ekipy zrobić takie ślimaczki. Już je kiedyś robiłam, jeszcze przed powstaniem bloga, kiedy wybrałam się na Rysy (pierwszy i ostatni raz :P). Wszystkim wtedy bardzo smakowały, dlatego doszłam do wniosku, że warto je powtórzyć, a przepisem podzielić się z Wami.

Składniki:

Ciasto:
  • 1 szklanka mąki pszennej (tortowa)
  • 2 szklanki mąki pełnoziarnistej (dziś pszenna, ostatnio żytnia - też super)
  • 1/2 szklanki lekko ciepłej wody
  • 1/2 szklanki lekko ciepłego mleka
  • 1 opakowanie (7g) suchych drożdży
  • 3 łyżki dobrej oliwy (ew. masła)
  • 1 czubata łyżka cukru
  • 1 1/3 łyżeczki soli

Nadzienie:

  • Koncentrat pomidorowy (lub sos)
  • Wędlina
  • Ser żółty
  • Cebula
  • Przyprawa włoska



Wszystkie składniki na ciasto wrzucam do jednego naczynia i szybko wyrabiam. Ciasto bardzo dobrze się łączy, jest miękkie i jędrne. Oczywiście, można użyć tylko mąki białej, natomiast jeśli chodzi o razową to trzeba do niej dodać trochę tej "zwykłej", żeby drożdże mogły zadziałać.

Po wyrobieniu ciasta odkładam je na ok. godzinę, przykrywając lnianą ściereczką.

Następnie dzielę ciasto na dwie części, każdą z nich rozwałkowuję na prostokąt. Smaruję go moim ulubionym koncentratem (można, oczywiście, zmienić na sos pomidorowy własnej roboty), który obficie posypuję przyprawą włoską.  Na to uładam cieniutkie piórka cebuli, następnie plasterki wędliny i sera.

Zwijam ciasto w roladę, które następnie kroję na 8 części. To samo robię z drugą częścią ciasta.


Układam ślimaczki na blaszce, wyłożonej papierem do pieczenia. Odkładam do lekkiego podrośnięcia jeszcze na jakieś 15 minut.

Piekarnik ustawiam na ok. 180 stopni i piekę bułeczki 30 minut, do momentu aż się zarumienią.





Kiedy ostygną, zawijam w folię i pakuję do plecaka! :)

sobota, 23 czerwca 2012

Pizzerinki na grilla



Wybieram się dziś na grilla. Oprócz standardowej kiełbasy i karkówki każdy ma przynieść coś od siebie. Byłoby niewybaczalnym, gdybym czegoś nie upichciła! Postanowiłam zrobić małe pizzerinki.

Ze względu na różne gusta - w tym towarzystwie znajdują się także wegetarianie - musiałam zrobić kilka wersji.



Pizzerinki są proste i nie zawierają wielu składników - z bardzo prostej przyczyny: przy transporcie wszystko by poodpadało ;)






Składniki:

Na ciasto:

  • 2 szklanki mąki pszennej tortowej
  • 1 szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 7 g (opakowanie) suchych drożdży
  • 3 łyżki oliwy
  • 3/4 szklanki ciepłej wody
  • 1 płaska łyżeczka soli

Dodatki - wedle uznania - u mnie:

  • polędwica sopocka
  • pepperoni
  • papryka
  • cebulka
  • ser żółty
  • przecier pomidorowy
  • przyprawa włoska




Mąkę wymieszałam z drożdżami, dodałam sól i oliwę (może być zwykły olej). Powoli wyrabiając ciasto dolewałam wodę, ile ciasto "wzięło" - u mnie było to 3/4 szklanki. Zagniotłam, owinęłam w lnianą ściereczkę i odstawiłam na ok. godzinę do wyrośnięcia.


W międzyczasie zrobiłam zakupy i zabrałam się za resztę ;)

Podzieliłam ciasto na dwie części. Każdą z nich bardzo cienko rozwałkowałam (nie było potrzeby podsypywania mąką - ciasto nie klei się) i pokroiłam na niewielkie prostokąty. Posmarowałam moim ulubionym koncentratem i posypałam przyprawą włoską (bardzo podobna jest też do pizzy i spaghetti - używam zamiennie - co akurat jest w sklepie). Zaczęłam układać dodatki - na część nakładałam najpierw cienko pokrojoną młodą cebulkę, następnie ser, paprykę i ewentualnie wędlinę. Co kto lubi! :)




Piekłam w 250 stopniach ok. 10 min - do momentu aż ciasto lekko się zarumieniło.

Z podanych proporcji wyszło mi 28 pizzerinek.


środa, 11 kwietnia 2012

Pszenne bułeczki z suszonymi pomidorami



Po długiej świątecznej przerwie czas znów wziąć się do roboty. Święta to dla mnie czas z reguły bez internetu, staram się go spędzać z Rodziną i Przyjaciółmi i odstawiam wtedy komputer na bok.



Kolejne awaryjne bułeczki, które powstały z lenistwa. Pieczywa w domu brak, więc łatwiej parę razy zamieszać, nastawić piekarnik niż iść do sklepu :)

Składniki:

  •  2 kubki mąki
  • 3/4 kubka mleka
  • 1/3 kubka oliwy
  • 1 jajko
  • 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
  • 3/4 łyżeczki soli
  • 1/3 łyżeczki cukru
  • 3 łyżeczki przyprawy suszone pomidory z bazylią
  • 2 łyżki majonezu

Wszystkie składniki wymieszałam za pomocą rózgi. Piekarnik nastawiłam na 180 stopni.
Dwiema łyżkami nakładałam ciasto na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Bułeczki w piekarniku spędziły niecałe 35 min. Dopiero teraz pomyślałam, że można je było posypać sezamem :)




PS. Gratuluję Monice i Karolowi kolejnego powiększenia Rodziny! 
Ściskam mocno!