Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziemniaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziemniaki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 stycznia 2021

Wege zupa z krajanką sojową a la solianka

                                                                                                                             

Przepis zrodził się w mojej głowie na podstawie solianki z boczniaków z książki "Jadłonomia po polsku", którą dostałam na Święta - m.in. w związku z tym, że styczeń jest moim miesiącem wege. W zeszłym roku nie jadłam mięsa przez 2.5 miesiąca z rzędu, a sama przygotowałam dwukrotnie mięsny obiad. Zdecydowanie wolę roślinki, ale na stałe jednak nie odrzucam mięsa. 

W każdym razie - czemu nie zrobiłam zupy z przepisu? Po prostu nie jadam grzybów. Nie mogłam więc zostać z boczniakami. Ale pomyślałam sobie, że spróbuję przerobić zupkę z krajanką sojową. No, do solianki jej trochę daleko (bo nie ma różnorodnego mięsa w sobie), ale bardzo kojarzy mi się przez połączenie ogórków kiszonych i pomidorów.

Zupa jest smaczna i pożywna. Taka warzywna pomidorowo-ogórkowa :) Coś innego niż jemy na co dzień.


Składniki:

  • 1/2 cebuli
  • 2 marchewki
  • 1 pietruszka
  • 1/4 dużego selera
  • 80 g krajanki sojowej
  • 1/4 włoskiej kapusty (ok. 20-25 dkg)
  • 250 go ogórków kiszonych + ew. woda spod ogórków
  • 3-4 łyżeczki koncentratu pomidorowego
  • Sól, pieprz, słodka papryka
  • 2 liście laurowe
  • 2 ziarnka ziela angielskiego
  • Ok. 2 l bulionu warzywnego + 1 litr wody lub bulionu do gotowania kostki

Zaczynam od przygotowania kostki sojowej według przepisu z opakowania (gotować ok. 10-15 min w bulionie). Odciskam ją i kroję każdy kawałek na pół.

Cebulę kroję w ćwierć-talarki, a warzywa korzeniowe i ziemniaki w drobną kostkę. Zaczynam od podsmażenia cebuli (najlepiej na oleju z odrobiną masła), po chwili dorzucam warzywa korzeniowe i chwilę je podsmażam. Dorzucam liście laurowe, ziele angielskie i paprykę, i zalewam bulionem.

Po ok. 10 min dorzucam ziemniaki i kroję dorbniej kapustę, którą też dodaję. 

Pokrojone w kosteczkę ogórki podduszam na suchej patelni - tak robiła moja Babcia - dzięki temu są takie... sprężyste. 

Pod sam koniec gotowania, jak już warzywa są właściwie gotowe, dorzucam kostkę sojową, a za jakąś minutkę-dwie - ogórki kiszone. Dodaję koncentrat pomidorowy i sprawdzam czy zupa jest odpowiednio kwaśna. Jeśli czegoś brakuje - dolewam wodę spod ogórków. Sól - do smaku. No i świeżo mielony pieprz.

Alternatywnie można jeszcze dodać koperek (zapomniałam do zdjęcia!) i śmietanę. Ale i bez tego jest pyszna!

Z tej ilości składników wyszło mi 6 porcji. Polecam odlać sobie do słoiczka i zapasteryzować. Ewentualnie po wlaniu gorącej zupy do słoika, odwróceniu jej do góry dnem - po przestygnięciu można w lodówce trzymać i z 1.5 tygodnia.




wtorek, 9 stycznia 2018

Bulion warzywny... recycling obierek!

                                                                                                       
Kilka dobrych miesięcy temu, widziałam na Facebooku filmik (najprawdopodobniej na profilu Tasty), gdzie przygotowywano bulion warzywny z...obierek! Niesamowicie mnie to zaciekawiło, ale jakoś nie mogłam się zebrać, żeby go przygotować. Po przeprowadzce do Gdańska postanowiłam, że zacznę zbierać obierki i spróbuję zrobić taki oto bulion - jest rewelacyjny!


Składniki:

  • Obierki z wszelakiego rodzaju warzyw
Jak się za to zabrać?


Przy przygotowywaniu innych dań, do których używamy marchewki, pietruszki, selera, ziemniaków, cebuli, pieczarek - dosłownie: czegokolwiek - dobrze umyjmy warzywa, a wszystkie obierki, skórki, łupinki, końcówki - wrzucajmy do worka w zamrażalniku. Jeśli widzę, że delikatnie przywiędła mi już np. połówka cebuli, której nie użyję w innym daniu - też ją tam dorzucam. 


                                                                                                                             
Kiedy już mam wystarczającą ilość, wrzucam obierki do garnka, zalewam je wodą (nieco ponad poziom obierek) i gotuję na niewielkim ogniu przez min. pół godziny. 

Po ugotowaniu bulionu możemy od razu go użyć do jakiegoś dania, zamrozić, bądź przelać (gorący) do słoika/słoików, które można odwrócić do góry dnem i użyć w przeciągu kilku dni, bądź zapasteryzować i trzymać bulion na czarną godzinę.

Ten bulion wyszedł dość ciemny ze względu na dużą zawartość łupin cebuli - kolor uzależniony jest od składników.

Muszę przyznać, że mój zachwyt efektem pracy jest równie wielki jak moja ciekawość tego przepisu - jaram się bardzo! Naprawdę bulion wychodzi bardzo aromatyczny, a co równie ważne - nie potrzebujemy dodatkowo kupować warzyw na bulion (które po wyciągnięciu z niego delikatnie tracą na wartościach i smaku). Żadnej kostki rosołowej! Żadnych gotowych bulionów!

Bardzo wszystkim polecam ten przepis!

sobota, 6 stycznia 2018

Pieczone warzywa - warzywne frytki

                                                                                                                               
Ostatnio jest to mój hit! Kilka minut pracy, po których mamy przygotowane zdrowe pyszności na przekąskę czy dodatek do obiadu bądź kolacji. Możemy użyć warzyw korzeniowych wszelakiego rodzaju:



  • Marchewkę
  • Pietruszkę
  • Seler
  • Buraki
  • Ziemniaki (oczywiście)
  • Brukiew
  • Co tylko nam przyjdzie do głowy

Warzywa myję i obieram. Kroję je w łupki mniej więcej tej samej wielkości. Mieszam je w misce z odrobiną oliwy, soli, przyprawy warzywnej czy czosnku. 

Nastawiam piekarnik na ok. 200 stopni. Kiedy będzie już nagrzany wyrzucam warzywa na tackę wyłożoną papierem do pieczenia. Piekę ok. 20-25 min (w zależności od wielkości), mieszając warzywa po raz pierwszy po ok. 10 min i później - według potrzeby.


                                                                                                                         
Pyszna, zdrowa i niskokaloryczna przekąska - ok. 50-60  kcal (w zależności od składu) na 100 g.

Smacznego!




czwartek, 11 maja 2017

Zapiekanka ziemniaczana z krakowską

                                                                                                                           
Ci, którzy mnie znają, wiedzą doskonale jak bardzo lubię ziemniaki. A zapiekanki ziemniaczane uważam za jeden z najlepszych wynalazków ludzkości :) Najczęściej robię zapiekankę z mięsem mielonym, ale od czasu do czasu próbuję też innych wersji.

Tym razem pomysł zrodził się w związku z odwiedzinami mojej ekipy ze studiów. Trochę mi się nie chciało grzebać w kuchni i w pierwszej chwili pomyślałam, że może zrobiłabym jakąś zapiekankę makaronową z tuńczykiem... Nie miałam odpowiedniego makaronu, więc poszłam do sklepu. A skoro już poszłam do sklepu to kupiłam ziemniaki :) Przecież ziemniaczana będzie lepsza! - pomyślałam sobie. Przypomniałam sobie również o kawałku krakowskiej suchej w lodówce, którą dali mi ostatnio Dziadkowie - całej nie zjadłabym jako wędliny i pewnie by się zepsuła. To było przeznaczenie! ;)

Składniki:

  • 1,3 kg ziemniaków
  • 275 g krakowskiej suchej
  • 3 cebule
  • 1 czerwona papryka
  • 200 g śmietany (12-18%)
  • 2 jajka
  • 200 g sera żółtego
  • Sól, pieprz, suszone warzywka







Ziemniaki pokroiłam w grubą kostkę i ugotowałam "al dente". Cebulę pokroiłam też w większe kawałki, podsmażyłam na patelni, kiedy się delikatnie zeszkliła dodałam do niej pokrojoną w kostkę paprykę, a po chwili drobno pokrojoną krakowską. Podsmażyłam wszystko przez kilka minut, po czym wymieszałam z ziemniakami. Całość wrzuciłam do naczynia żaroodpornego i zalałam sosem - wymieszaną śmietaną z jajkami i startym serem żółtym (oczywiście, doprawionym solą i świeżo zmielonym pieprzem). 


Wstawiam do piekarnika nastawionego na 180 stopni na ok. 25-30 min - do czasu, kiedy sos się ładnie zarumieni.

Z podanych składników otrzymamy 6 porządnych porcji. Muszę przyznać, że robiąc tę zapiekankę zastanawiałam się czy nie za mało wędliny dodaję, ale przy jedzeniu okazało się, że było wręcz idealnie - nie za mało, ale i nie przesadnie.


Smacznego!

środa, 22 lutego 2017

Polewka maślankowa z pieczonymi ziemniakami

                                                                                                         
Niedzielne popołudnie spędziłam z Rodziną i Przyjaciółmi grając w planszówki. W przerwie pomiędzy jedną a drugą, przyuważyłam na półce narzeczonej Brata książkę kucharską mojego ulubieńca, Karola Okrasy. Oczywiście, co chwilę wolałam do chłopaków: "patrzcie, ale to pyszne!", ale jedna potrawa tak mnie zaciekawiła, że przepis zapisałam. I co mi się nie zdarza - trzymałam się tego przepisu!


Z poniższych składników wyjdą 4 porcje. Może nie wyglądają bardzo pokaźnie, ale są dość pożywne. Potrawa doskonała na śniadanie, podczas chłodnych miesięcy, letni obiad lub kolację.

Skłądniki:

  • 700 ml maślanki
  • 400 ml wody
  • 300-400 g młodych ziemniaków
  • 1,5 cebuli
  • 10 suszonych pomidorów
  • 2 łyżki mąki
  • 2 żółtka
  • 3 łyżki śmietany 30%
  • Sól
  • Pieprz


Zaczynamy od ziemniaków. Co prawda Okrasa poleca opalanie już ugotowanych w skórce ziemniaków sianem, ale na krakowskim osiedlu ciężko było mi je dostać ;) Upiekłam zatem ziemniaki w piekarniku.

W garczku zagotowałam osoloną wodę. Osobno rozmieszałam maślankę z mąką i wlałam ją do wody. Zagotowałam, ściągnęłam z ognia i wlałam do niej rozmieszane ze śmietaną żółtka. Doprawiłam pieprzem.

W międzyczasie pokroiłam drobno cebulę i suszone pomidory (cebuli powinno był objętościowo 2 razy więcej, po smażeniu będzie idealnie 1:1). Smażymy je około 15 minut na złoty kolor.

Do miseczki wlewamy ciepłą polewkę (dość szybko stygnie), choć latem myślę, że idealna będzie dobrze schłodzona. Do tego dodajemy pokruszone ziemniaki, a na środek wykładamy cebulę z pomidorami. Na sam wierzchu posypujemy jeszcze szczypiorkiem.

Smacznego!


niedziela, 20 listopada 2016

Zupa ziemniaczana z jarmużem czyli caldo verde po polsku



                                                                       
Opakowanie jarmużu czekało w lodówce, z przeznaczeniem na sałatkę. Jednak podczas spaceru po plaży zmarzłam na tyle, że poczułam potrzebę wsunięcia zupy. Jako że jarmuż kupiłam kilka dni temu to chciałam go czem prędzej zużyć i dzięki temu przypomniało mi się jak kilka lat temu robiłam caldo verde. Heh, pamiętam jaki mi wtedy wyszedł ogromny gar! :) Dziś postanowiłam nieco zmienić tę zupę, przystosowując ją bardziej do składników, które miałam pod ręką. Znalazłam kawałek dobrej kiełbaski i kilka ziemniaków - i doskonała zupa była gotowa!

Składniki:

  • 1/2 opakowania jarmużu
  • 3 ziemniaki
  • Ok. 10 dkg dobrej kiełbasy
  • 1/2 marchewki
  • 1/2 pietruszki
  • Słodka papryka
  • Płatki chilli
  • Sól
  • Pieprz
  • Liść laurowy
  • Ziele angielskie
  • Bulion/woda
  • Oliwa i masło

Warzywa obieram i kroję w niewielką kostkę. W garnku rozgrzewam oliwę i masło, na których podsmażam przez chwilę warzywa, po czym zalewam je wodą (można użyć bulionu) ok. 2-3 cm powyżej poziomu warzyw. Dorzucam liść laurowy, dwa ziela angielskie, ok. 1/2 łyżeczki słodkiej papryki, trochę płatków chilli (jeśli ktoś lubi ostrzejsze) i sól do smaku.

Kiełbaskę drobno kroję i podsmażam ją na patelni. Kiedy jest już zrumieniona, dorzucam ją do zupy (bez wytopionego tłuszczu). Całość gotuję ok. 15 min.

W międzyczasie kroję nieco drobniej pół opakowania jarmużu. Po wspomnianych wcześniej 15 minutach, wrzucam jarmuż do zupy, którą delikatnie duszę jeszcze 3-5 min - nie za długo, aby jarmuż był jeszcze chrupiący.

Po wyłączeniu kuchenki wyławiam nieco ziemniaków z zupy i przecieram je przez sitko, aby ją zagęścić. Dodaję jeszcze nieco pieprzu. 

Dobra, jesienno-zimowa zupa. Smacznego!


niedziela, 30 października 2016

Stampott z kapustą kiszoną


W zeszłym tygodniu gdzieś w "internetach" zobaczyłam przepis na ciapkapustę, co przypomniało mi pierwszy raz kiedy usłyszałam o stampocie. Było to podczas oglądania jednego z programów Makłowicza, zwiedzającego Holandię. Wspomniał on wtedy o narodowej potrawie holenderskiej - stampocie, który to miał być breją ziemniaczaną, połączoną z kapustą kiszoną. Było to wiele lat temu... Kiedy odwiedziłam po raz pierwszy moich Przyjaciół, Edi i Grundiga, mieszkających w Amsterdamie, byłam zdziwiona, kiedy Edi zaproponowała zrobienie stampota z endywią. Okazało się wtedy, że stampott robi się na milion sposobów ;) Po zobaczeniu przepisu na ciapkapustę, pomyślałam, że muszę zrobić coś takiego. Nazywam to jednak stampottem, gdyż bardziej mi się z nim kojarzy (choć nie dorzucam tutaj boczku, ale proszę się nie krępować, gdyby ktoś miał na to ochotę).

Składniki:

  • 30 dkg kapusty kiszonej
  • 2 większe ziemniaki
  • 1/2 dużej cebuli
  • Liść laurowy
  • Ziele angielskie
  • Sól
  • Pieprz
  • Suszone warzywka
  • Masło

Przepis jest banalnie prosty - zaczynam od pokrojenia drobno cebuli oraz kapusty. Na maśle podsmażam najpierw cebulę, aż nabierze złotego koloru, wtedy dorzucam do niej kapustę. Podsmażam całość ok. minuty, po czym zalewam ją wodą (tak, żeby zakrywała lekko kapustę), dodaję jedno ziele angielskie, jeden listek laurowy, suszone warzywka i sól - duszę na wolnym ogniu ok. 45-60 min, aż kapusta zmięknie. Należy kontrolować ilość wody, dolewać ją w miarę odparowania. Podduszanie w niewielkiej ilości wody sprawi, że zostanie nam więcej smaku w kapuście. 

Po ok. 30-40 min wrzucam do drugiego garnka pokrojone byle jak ziemniaki i gotuję je standardowo, po czym ugniatam je na gładką masę.

Kiedy kapusta będzie już miękka, dodaję ją do ziemniaków (jako że mamy resztkową ilość płynu w kapuście to jej nie odsączam), dokładam jeszcze nieco masła i posypuję pieprzem.

Myślę, że jest to świetny dodatek do jakiegoś mięska, ale nie tylko - ja zjadłam tę potrawę z sałatką z ogórków kiszonych, pomidorów i papryki na kolację.

Smacznego!


wtorek, 20 września 2016

Placki ziemniaczane po...?



                                                                         
Dziś danie zainspirowane rozmową w pracy z moim best friendem, Radziem. Radzio ostatnio zaczął gotować na poważnie (trzymam kciuki i czekam na tego jutrzejszego kotlecika!), no i troszkę dziś rozmawialiśmy co by tu można było ugotować. Tak sobie pomyślałam, że zrobiłabym placki ziemniaczane i w sumie to bym została przy samych plackach, ale Radzio rzucił, że on najbardziej lubi takie z kiełbasą, ogórkiem kiszonym i serem. Fajnie, fajnie, ale kiełbasa to dla mnie najlepsza jest z grilla, więc już chomiczki zaczęły chodzić po głowie jak tu coś zmodyfikować, ażeby danie było co najmniej tak ciekawe! Oto co z tego wyszło...


Składniki:



  • 5 ziemniaków (ok. 400 g)
  • 2 jajka
  • 2 łyżki mąki
  • 1/2 cebuli
  • 1 ząbek czosnku
  • Sól, pieprz



Dodatki:

  • 50 g pepperoni
  • 150 g sera żółtego 
  • 2 średnie ogórki kiszone
  • 1/2 czerwonej papryki
  • keczup

Muszę przyznać, że wcale się nie narobiłam przy tych plackach. Począwszy od ciasta - obrałam ziemniaki, pokroiłam je w kostkę, wrzuciłam do pojemnika blendera wraz z ząbkiem czosnku i pokrojoną na kilka części połówką cebuli. Bzium-bzium (no, może ciut dłużej niż 2 "bziumy") i ze składników zrobiła się drobna miazga. Ciasto wylałam na drobne sito i poczekałam 10, może kilkanaście minut, aż odciekło z nadmiaru soku. Sok ten delikatnie odlałam, zostawiając na dnie miski skrobię ziemniaczaną. Dorzuciłam do niej ciasto ziemniaczane, 2 jajka, 2 łyżki mąki, sól i sporo świeżo zmielonego pieprzu.

Na patelnię wylałam olej i dobrze go rozgrzałam. Wykładałam po 2 łyżki ciasta na placek i każdy smażyłam po ok. 3-3,5 minuty na jedną stronę. Odsączyłam nadmiar tłuszczu na papierowym ręczniku. Z tej ilości ciasta wyszło mi 6 placków - idealnie na 3, ewentualnie 2 duże, porcje.

W międzyczasie, moja nieoceniona pomoc - Martyś - pokroiła w plasterki ogórki kiszone od mojej Mamuni, paprykę - w paseczki, a ser starła na grubych oczkach (za to ostatnie jestem najbardziej wdzięczna, bo strasznie nie lubię trzeć sera, a nie było już gotowego w sklepie!). Tak jak wspominałam, za bardzo się dziś nie narobiłam :)

Nieco wcześniej nastawiłam piekarnik na 180-200 stopni (termoobieg). Naczynie żaroodporne wyłożyłam papierem do pieczenia, a na nim ułożyłam placki. Na plackach ułożyłam najpierw pepperoni, później paprykę i ogórki, a na koniec posypałam serem. Okazało się, że na 2 czy 3 zapomniałam położyć pepperoni, ale wyszły równie dobre (jeśli nawet nie lepsze...)! Całość zapiekłam ok. 4-5 min aż ser się ładnie stopił. Na koniec polałam keczupem. Pycha!


niedziela, 12 czerwca 2016

Czerwona soczewica z warzywami



Potrawa w sam raz na lato - trochę podobna do gulaszu z soczewicy, a jednak inna :) Ogromną rolę w tym daniu robi jedna przyprawa - kmin rzymski. Oprócz tego, że smaczna i szybka w przygotowaniu to jeszcze niskokaloryczna - o ile dobrze wyliczyłam (ostatnio zaczęłam się interesować ilością kalorii w pożywieniu) to jest to jedyne 51 kcal/100 g.

Składniki:


  • 1/2 kubka czerwonej soczewicy
  • 1 czerwona papryka
  • 1 żółta papryka
  • 1 cukinia
  • 1 cebula
  • 1 puszka pomidorów
  • 3 ziemniaki
  • Woda
  • Sól, cukier
  • Słodka papryka, kmin rzymski

Zaczynam od pokrojenia drobno sporej cebuli, oraz niedużych 2 papryk. Podsmażam najpierw cebulę na odrobinie oleju, wraz ze słodką papryką i kminem rzymskim (po ok. 1 łyżeczce). Dodaję po chwili obie papryki, podsmażam jeszcze kilka minut, po czym dodaję pokrojoną w ćwierć-plasterki niewielką (ok. 200-250g) cukinię. Dodaję czerwoną soczewicę, dwa razy mieszam i zalewam wszystko wodą - tak, aby lekko woda przykrywała warzywa. Dodaję soli i gotuję ok. 12 min.

W międzyczasie gotuję pokrojone w drobną kostkę ziemniaki.

Kiedy już soczewica będzie al dente, dodaję do niej puszkę pomidorów i płaską łyżeczkę cukru. Gotuję jeszcze jakieś 10 min, aby wszystkie smaki się przegryzły. Dodaję ugotowane ziemniaki, mieszam i ...życzę smacznego!



sobota, 11 czerwca 2016

Stamppot ze szpinakiem



Stamppot to tradycyjna holenderska potrawa z ziemniaków (przez kolegę Markola nazywana "tą breją"), o której już wcześniej pisałam tutaj.

Ostatnio znów byłam w odwiedzinach w Amsterdamie i - oczywiście - nie mogło się obyć bez stamppota - wszyscy zajadali się, że aż uszy się trzęsły :) Koleżance z pracy, która jest równie wielką fanką ziemniaków co ja, obiecałam, że taką potrawę przygotuję po powrocie.

Oczywiście, do stamppota można wrzucić wszystko! Tym razem wykorzystałam świeży szpinak - nie lubię się przesadnie chwalić, ale wyszło świetne! No...ale jak inaczej mogły wyjść ziemniaki z masłem i cebulą? :)




Składniki:


  • 1 kg ziemniaków
  • 30 dkg boczku*
  • 1/2 pęczka świeżego szpinaku (ok. 15 dkg liści)
  • 2 cebule
  • Masło
  • Mleko

Przygotowanie jest banalne, a najwięcej czasu schodzi na obieraniu ziemniaków :)

Ziemniaki gotujemy do miękkości.

W międzyczasie drobno kroimy cebulę i boczek.

*  Nie przepadam za tłustymi potrawami czy tłustymi wędlinami, dlatego boczek dokładnie obieram z tłuszczu, staram się zostawić go minimalną ilość, a skupić się na mięsie - tak naprawdę odpada połowa boczku, więc w przepisie użyte zostało nota bene 15 dkg mięsa

Drobno pokrojony boczek wrzucam na jeszcze zimną patelnię, dzięki czemu naprawdę fajnie się wytopi, a nie spali. Kiedy mięso już jest nieco podsmażone, dodaję drobno posiekaną cebulę i dalej podsmażam do momentu aż cebulka się ładnie zrumieni i będzie miękka.

Siekam liście szpinaku. Wyłączam płytę, a szpinak wrzucam na - po prostu - ciepłą patelnię, aby się nieco zblanszował przez ok. 2 min.


Do ugotowanych ziemniaków dodaję ok. 50-70 ml mleka, porządną łyżkę masła (chyba że mieliście tłusty boczek - wtedy warto zmodyfikować ilość masła) oraz świeżo mielony pieprz. Całość bardzo dokładnie tłukę, a na koniec dodaję podsmażony boczek, cebulę i szpinak. Warto sprawdzić czy nie potrzeba soli i ... gotowe!


niedziela, 17 stycznia 2016

Zupa brokułowa



Szybka i zdrowa :)

Choć zazwyczaj robię z brokułów krem, tym razem wersja z widocznymi warzywami. Równie dobra :)



Składniki:



  • 1 brokuł
  • 2 ziemniaki
  • 1 marchewka
  • 1 1/4 l bulionu
  • 2 liście laurowe
  • 1 łyżka śmietany
  • Sól
  • Pieprz

Ziemniaki i marchewkę kroję w drobną kostkę, zalewam bulionem, dodaję liść laurowy i gotuję 10 min. W międzyczasie brokuła dzielę na drobne różyczki, a jego łodygi kroję na mniejsze kawałki. Dodaję go do gotującej się zupy i zostawiam jeszcze na niewielkim ogniu na kolejne 7 min. Na koniec sprawdzam czy nie trzeba dosolić, dodaję łyżkę śmietany (12-18%) i pieprz.

Gotowe!




wtorek, 12 stycznia 2016

Zupa z pora i ziemniaków



Ostatnio wieczorem, kiedy już nie miałam zbyt ochoty na lekturę angażującą umysł, wzięłam do ręki książkę "z ładnymi obrazkami". Tak na miły koniec dnia. Była to książka, którą dostałam od mojego Brata - "Kuchnie świata" wyd. National Geografic. Oglądałam sobie zdjęcia, robiąc się coraz bardziej głodna (wiadomo) i zastanawiając się jaką z tych pięknych potraw zrobić. Najbardziej utkwiła mi w pamięci super prosta francuska zupa. Nazwana była zupą ziemniaczaną z porami, ale mnie tu bardziej pasuje nazwa porowa z ziemniakami. Cóż, jak zwał tak zwał, ale zupa jest ekstra. Naprawdę, nie spodziewałam się, że aż tak mi posmakuje. Muszę się nieco powstrzymywać, żeby nie wyjeść jej chochelką... :)


Składniki:

  • 2 pory
  • 1/2 kg ziemniaków
  • 1 l bulionu
  • 2 liście laurowe
  • 1/2 łyżeczki tymianku
  • Pieprz, sól


Pory myję i kroję w półplasterki. Podsmażam na oliwie z odrobiną soli, aby nie przyrumieniły się za bardzo. W międzyczasie szybciutko obieram ziemniaki i kroję je w drobną kosteczkę. Dorzucam do pora i podsmażam wszystko razem jeszcze 1-2 min. Zalewam bulionem, do którego dodaję 2 liście laurowe i suszony tymianek (pewnie świeży byłby jeszcze lepszy, ale nie miałam). Zupę gotuję ok. 15-20 min. - do momentu aż ziemniaki będą miękkie. Na koniec ewentualnie dosalam i dodaję świeżo zmielony pieprz.

Zupa jest naprawdę pycha i w sam raz na zimowe wieczory.


piątek, 27 listopada 2015

Puree z kalafiora




Korciło mnie już jakiś czas zrobienie puree z kalafiora - niby proste, a nigdy nie robiłam. Podałam do placuszków z kurczaka i kaszy owsianej - wyszło bardzo smaczne danie :)

Składniki:

  • Kalafior
  • 3 ziemniaki
  • 2 łyżki masła
  • Pieprz, ew. sól

Kalafiora i ziemniaki ugotowałam na parze, ale można też ugotować je metodą tradycyjną. Postarałam się, żeby były nawet nieco rozgotowane. Ugniotłam je w jednym naczyniu na gładką masę, dodając do nich 2 łyżki masła i trochę soli. Na talerzu już posypałam puree świeżo zmielonym pieprzem.

Smacznego!


środa, 25 listopada 2015

Zapiekanka ziemniaczana z kiełbasą



Chyba już wspominałam (zapewne nie raz), że uwielbiam zapiekanki - zwłaszcza ziemniaczane... Mmm... Ziemniaki zapieczone z cebulką i dodatkami... Pomimo późnej pory zaczyna mi cieknąć ślinka...

Wracając z pracy miałam ochotę ugotować coś fajnego. Nawet myślałam o tarcie, ale jakoś tak przychodzi mi ona do głowy od czasu do czasu, a jakoś jednak zrobienie nie wychodzi. I tym razem, szykując się do zrobienia tarty, otworzyłam szafkę i zobaczyłam ziemniaki, otworzyłam lodówkę i zobaczyłam kiełbaskę z piersi kurczaka. Śmietana też była (do tarty). Ser też był (też do tarty). No i wyszła zapiekanka :)


Składniki:


  • 4-5 ziemniaków
  • 1 laska kiełbaski z piersi kurczaka
  • 2 duże cebule
  • 1 kubeczek śmietany 12-18%
  • 2 łyżeczki musztardy
  • 1 jajko
  • 8-10 dkg startego dojrzałego sera
  • Sól, pieprz
  • Słodka papryka

Ziemniaki kroję - inaczej niż zazwyczaj - w grubą kostkę i gotuję (uważam, żeby nie rozgotować). Cebulę i kiełbaskę drobiową (oczywiście, może być każda inna, ale ja ostatnio bardzo lubię tę) również kroję w grubą kostkę.

Najpierw podsmażam cebulę, odrobinę ją soląc, kiedy się nieco zeszkli - dorzucam do niej kiełbaskę - staram się wszystko przysmażyć na złoty kolor. Na sam koniec dorzucam jeszcze na 2-3 minutki ziemniaki i łyżeczkę słodkiej papryki.

Całość wrzucam do niewielkiego żaroodpornego naczynia (oczywiście, wcześniej wysmarowanego tłuszczem) i zalewam sosem - śmietanę mieszam z jajkiem, musztardą i pieprzem. Na koniec posypuję startym serem.

Zapiekam w 200 stopniach przez ok. 20 min - aż wierzch będzie złocisty.

Z podanych składników wychodzą 2 - 3 porcje (w zależności od głodu). Najlepsza, oczywiście, z ogórkiem kiszonym!


sobota, 19 września 2015

Zapiekanka ziemniaczana z gulaszem z szynki



Bardzo lubię wszelakiego rodzaju zapiekanki, a te ziemniaczane - w szczególności. Choć nie są to niskokaloryczne ani lekkie dania to jednak czasem człowiek musi - inaczej się udusi :)

Tym razem zmodyfikowałam zapiekankę - uwielbiam i jem już od dzieciństwa zapiekankę ziemniaczaną z mięsem mielonym. Jednak teraz zrobiłam nowość - właściwie jest to gulasz z szynki wieprzowej przykryty puree ziemniaczanym i zapieczony. Jak wszystko z ziemniakami z masłem - było pyszne!

Składniki:


  • 50 dkg szynki wieprzpwej
  • 1 cebula
  • 1 marchewka
  • 2-3 łyżeczki musztardy dijon
  • 2 łyżeczki miodu
  • Sól, pieprz
  • 2 liście laurowe
  • 2-3 ziela angielskie
  • Woda
Na puree:

  • 75 dkg ziemniaków
  • 2 łyżki masła
  • 1 łyżka mleka
  • Pieprz
  • Parmezan - do posypania

Mięso pokroiłam w kostkę, wymieszałam z miodem i musztardą - odstawiłam do lodówki na godzinę.

Cebulę pokroiłam w drobną kostkę i podsmażyłam. Po chwili dodałam do niej startą na dużych oczkach marchewkę. Chwilę razem podsmażyłam i przełożyłam do innego garnka. Mięso podsmażyłam na złoty kolor i dodałam do warzyw, podlałam nieco wodą, dodałam ziele angielskie, liście laurowe, sól i dusiłam ok. 1.5 godziny na niewielkim ogniu aż mięso było mięciutkie.

W międzyczasie ugotowałam ziemniaki, utłukłam je z masłem, mlekiem i pieprzem (ciut za dużo mleka mi się polało i były nieco rzadkie, w sumie myślę, że mleko sobie można nawet podarować).



Kiedy mięso było już miękkie wysmarowałam masłem naczynie do zapiekania, nałożyłam do niego gulasz i przykryłam ziemniakami. Posypałam je jeszcze wiórkami masła.

Włożyłam do piekarnika rozgrzanego do 175 stopni. Po 15 minutach posypałam serem (parmezan/dziurgas/cesarski, etc. - jakiś twardy) i zapiekałam jeszcze 10 min.



wtorek, 2 czerwca 2015

Placki ziemniaczano-szpinakowe



Miały być kotleciki warzywne, a wyszły placki szpinakowe. Takie akurat na lunch. A kotlety będą kiedy indziej :)

Składniki:


  • 3 ziemniaki (ok. 1/2 kg)
  • 1/2 opakowania mrożonego szpinaku
  • 80 g fety
  • 1-2 niewielkie cebule
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżki otrębów
  • 2 łyżki bułki tartej
  • 1 jajko
  • Sól
  • Pieprz
  • Pieprz Cayenne

Ziemniaki ugotowałam w osolonej wodzie. Cebulę drobno pokroiłam i podsmażyłam aż się dobrze zeszkliła. Dodałam szpinak i przeciśnięty przez praskę czosnek. Posoliłam i smażyłam przez ok 6-7 min. 

Ugotowane ziemniaki utłukłam, dodałam do nich przestudzony szpinak, pokrojoną drobno fetę, po 2 łyżki otrębów i bułki tartej oraz rozbełtane jajko. Posypałam obficie czarnym pieprzem i odrobiną (opcjonalnie) pieprzu cayenne. Całość dobrze wymieszałam.

Porcje nabierałam łyżką i formowałam niezbyt grube placuszki. Na dobrze rozgrzanym oleju smażyłam po ok. 2 min z każdej strony.

Dobrze będą smakować ze śmietaną, sosem czosnkowym lub tzatzykami.

Martyś akurat u mnie była i trochę pomagała. Przy okazji stwierdziła, że sama masa jest pyszna i można by ją stosować jako dodatek do obiadu (oczywiście, bez jajka, bułki i otrębów).


czwartek, 28 sierpnia 2014

Burger wołowy z karmelizowaną cebulą i domowymi frytkami



Po ostatnim wpisie z bakłażanem znów odezwali się znajomi/rodzina, że "tylko warzywa", a "gdzie mięso" itp. itd :) Potrzebowałam tylko drobnej pomocy w postaci motywacji, a i mięsko może się znaleźć na blogu. Wystarczy tylko że ktoś do Gąski chce przyjść i je spałaszować. Niezawodni jak zwykle okazali się Martyś z Radem, którzy wpadli na burgery.

A skąd pomysł na burgery? Dłuższa historia, ale przecież mamy czas. Podczas ostatniej wizyty mojej Mamy w Krakowie jej przyjaciółka poczęstowała ją właśnie takimi małymi burgerami (bez buły, jak i u mnie). Później przy mojej wizycie w domu i Mamunia też takie zrobiła. A że Rado się dopraszał woła - to nic innego mi nie pozostało jak właśnie wykorzystać ten pomysł.

Kwesta nr 1: dobre i dobrze zmielone mięso. Ja kupiłam ligawę (za poleceniem Mami), chyba dobrze raz na czas zapłacić ciut więcej, a mieć dobre mięsko. Poprosiłam o trzykrotne zmielenie (niby że na tatara...) i właściwie nic więcej nie potrzeba. Mama wspominała o jajku i cebulce, ale Martyś powiedziała, że "prawdziwe burgery to czyste mięso". I choć miałam ochotę dołożyć ostrą papryczkę z balkonu to się powstrzymałam. Na 3 burgery, nie jakieś ogromne, ale na kolację myślę wystarczyły, miałam niecałe 45 dkg mięsa.

Składniki:

  • Wołowina trzykrotnie zmielona
  • Sól
  • Pieprz
  • Ziemniaki
  • Oliwa

Ziemniaki Martyś obrała, ja pokroiłam w paseczki - pierwszy raz robiłam domowe frytki w piekarniku. Polałam je oliwą, posoliłam i wymieszałam. Chyba dałam ciut za dużo oliwy, bo się nie bardzo chciały rumienić, ale wyszły naprawdę dobre. Wysypałam je na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia - 10 min w termoobiegu (chciałam, żeby w środku nie były surowe), i dodatkowe 20 na grzaniu góra-dół. Na ostatnie 10 min podniosłam blaszkę najwyżej, żeby się przypiekły, ale tak jak pisałam - wydaje mi się, że skąpałam je za bardzo w oliwie.

Z mięsem praktycznie nic nie robiłam - dodałam sporo pieprzu, sól tuż przed smażeniem - na dużym ogniu po 3,5-4 min z każdej strony i były w środku jeszcze różowiutkie i soczyste. Czas smażenia zależy od wielkości burgera i upodobań.

Przystroiłam je karmelizowaną na miodzie cebulą - pokrojoną w piórka jedną dość sporą cebulę podsmażyłam na łyżeczce miodu i łyżeczce oliwy. Po 10 min duży ogień zmieniłam na mały i mieszając (ew. dolewając oliwy) doprowadziłam do brązowego koloru i całkowitej miękkości. Posoliłam już na koniec.
Do tego była jeszcze sałatka z pomidorów, papryki i tegorocznych ogórków kiszonych od Mamy :)

Zdjęć dużo nie ma, bo trzeba było jeść, a nie bawić się aparatem. Proste, a pyszne :)