Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boczek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boczek. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 lipca 2017

Makaron z bobem


                                                                                                                                                       
Uwielbiam bób! W tym roku to już w ogóle dostałam jakiegoś szału i jem go w sezonie na okrągło! Ale ileż można jeść sam bób? (no... można ;) ) Postanowiłam zrobić więc makaron do pracy. O ile w momencie, kiedy go kończyłam, miałam pewne wątpliwości ("pewnie będzie za suchy...") to po spróbowaniu potrawy - byłam bardzo zadowolona! Z czystym sumieniem mogę polecić! Jedyną modyfikację, jaką bym zrobiła, to zmiana makaronu na tagliatelle, spaghetti albo farfalle - pappardelle są trochę za duże, ale w ramach czyszczenia szafek podjęłam świadomą decyzję o wykorzystaniu tego, co w nich było.

Składniki:

  • 250 g makaronu
  • Ok. 500 g bobu 
  • 1 cebula
  • 3 suszone pomidory
  • 100 g boczku wędzonego
  • 1 pęczek koperku
  • 30 g masła
  • Sól

Bób standardowo gotuję z solą i koperkiem (koniecznie!). Czas gotowania zależy od tego czy jest to młody, czy nieco starszy bób. Gotujcie wg własnego uznania - mnie zależało na tym, żeby był al dente (gotowałam ok. 15 min.). Kiedy bób już wystygnie, obieram go ze skórki - bez skórek wychodzi ok. 375 g.

Gotuję makaron według przepisu na opakowaniu. Po ugotowaniu, dodaję pół porcji masła do makaronu.


W międzyczasie kroję boczek na bardzo drobną kosteczkę (obieram ze skóry, odcinam niepotrzebny - dla mnie - tłuszcz), wrzucam go na zimną patelnię i powoli podgrzewam, aby resztki tłuszczu się zdążyły wytopić, zanim boczek się przyrumieni. Dorzucam po chwili cebulę - również pokrojoną w drobną kostkę, a za chwilę - suszone pomidory (kostka mniej więcej taka sama), dodaję odrobinę soli. Całość podsmażam przez kilka minut, po czym dodaję bób i połowę masła. 

Na koniec dodaję do bobu drobno posiekany koperek i całość mieszam z masłem. Z podanych składników wychodzą 3 porządne porcje (ok. 500 kcal jedna).

Smacznego!


sobota, 11 czerwca 2016

Stamppot ze szpinakiem



Stamppot to tradycyjna holenderska potrawa z ziemniaków (przez kolegę Markola nazywana "tą breją"), o której już wcześniej pisałam tutaj.

Ostatnio znów byłam w odwiedzinach w Amsterdamie i - oczywiście - nie mogło się obyć bez stamppota - wszyscy zajadali się, że aż uszy się trzęsły :) Koleżance z pracy, która jest równie wielką fanką ziemniaków co ja, obiecałam, że taką potrawę przygotuję po powrocie.

Oczywiście, do stamppota można wrzucić wszystko! Tym razem wykorzystałam świeży szpinak - nie lubię się przesadnie chwalić, ale wyszło świetne! No...ale jak inaczej mogły wyjść ziemniaki z masłem i cebulą? :)




Składniki:


  • 1 kg ziemniaków
  • 30 dkg boczku*
  • 1/2 pęczka świeżego szpinaku (ok. 15 dkg liści)
  • 2 cebule
  • Masło
  • Mleko

Przygotowanie jest banalne, a najwięcej czasu schodzi na obieraniu ziemniaków :)

Ziemniaki gotujemy do miękkości.

W międzyczasie drobno kroimy cebulę i boczek.

*  Nie przepadam za tłustymi potrawami czy tłustymi wędlinami, dlatego boczek dokładnie obieram z tłuszczu, staram się zostawić go minimalną ilość, a skupić się na mięsie - tak naprawdę odpada połowa boczku, więc w przepisie użyte zostało nota bene 15 dkg mięsa

Drobno pokrojony boczek wrzucam na jeszcze zimną patelnię, dzięki czemu naprawdę fajnie się wytopi, a nie spali. Kiedy mięso już jest nieco podsmażone, dodaję drobno posiekaną cebulę i dalej podsmażam do momentu aż cebulka się ładnie zrumieni i będzie miękka.

Siekam liście szpinaku. Wyłączam płytę, a szpinak wrzucam na - po prostu - ciepłą patelnię, aby się nieco zblanszował przez ok. 2 min.


Do ugotowanych ziemniaków dodaję ok. 50-70 ml mleka, porządną łyżkę masła (chyba że mieliście tłusty boczek - wtedy warto zmodyfikować ilość masła) oraz świeżo mielony pieprz. Całość bardzo dokładnie tłukę, a na koniec dodaję podsmażony boczek, cebulę i szpinak. Warto sprawdzić czy nie potrzeba soli i ... gotowe!


wtorek, 21 kwietnia 2015

Pasztet



Mistrzynią pasztetu jest moja Babcia - zawsze robiła pyszny pasztet - czy to od święta, czy to nie od święta :) W tym roku na Święta Wielkanocne postanowiłam spróbować czy i ja się nadam do tego wyrobu. Trochę się bałam, kiedy przypominałam sobie z dzieciństwa wielką żółtą miednicę, w której pochylona Babcia mieszała pasztet i wydawało mi się to niesamowicie trudnym zadaniem. Co się okazuje - trudne absolutnie nie jest, a jedynie nieco czasochłonne.

Krążą pogłoski, że w pasztecie musi się znaleźć wątróbka. Obalam te plotki - nie, nie musi. Wręcz przeciwnie - pasztet bez wątróbki jest dużo smaczniejszy!

Składniki:
  • 90 dkg pręgi wołowej
  • 90 dkg łopatki wieprzowej
  • 1 udko kurczaka
  • 25 dkg królika
  • 45 dkg boczku
  • 2 marchewki
  • 2 pietruszki
  • Kawałek selera

  • Przyprawy do zagotowania:
    kilka liści laurowych,
    ziele angielskie,
    pieprz czarny

  • 2 duże cebule
  • 6 jajek
  • Sól
  • Pieprz
  • Słonina do wyłożenia blaszki

Pracę rozłożyłam sobie na dwa dni. Pierwszego dnia wieczorem zajęłam się gotowaniem mięsa i warzyw. Zaczęłam od pokrojenia mięs (oprócz kurczaka) w kostkę i podsmażenia go (udko także) na złoty kolor. Mięso - oprócz udka i królika - zalałam niewielką ilością wody - tak aby ledwo przykryć je wodą. Po godzinie delikatnego gotowania się dodałam kurczaka, królika oraz obrane warzywa - z wyjątkiem cebuli. Przyprawy zawinęłam w gazę i związałam białą nitką, żeby nie mieć później problemu z ich wyciągnięciem. Całość gotowałam w sumie niecałe 3 godziny - aż wszystko było mięciutkie.

Odstawiłam na balkon i poszłam spać, bo był już środek nocy ;)


Rano zabrałam się najpierw za mielenie mięsa. Okazało się, że z wywaru zrobiła mi się galaretka, więc musiałam odrobinkę podgrzać garnek :) Pokrojoną cebulę dość dobrze podsmażyłam i zmieliłam ją również z resztą warzyw i mięsem. Masę zmieliłam trzykrotnie (nawet tak mi się spodobało, że miałam ochotę zmielić czwarty raz, ale już czasu mi brakło!).

Do masy dodałam sól, duuuuuuużo świeżo zmielonego pieprzu, żółtka z 6 jajek i dobrze wymieszałam rękami. Z białek ubiłam pianę i tę już delikatnie wymieszałam z masą.

Masy wystarczyło mi na dwie blaszki - jedną dużą keksówkę 30x15 i drugą mniejszą - 12x26. Należy je posmarować tłuszczem, wyłożyć cienkimi plasterkami słoniny i posypać bułką tartą. Masę wyłożyć i dobrze ubić, aby nie było w niej powietrza. Zapiekać ok 1,5-2 godziny w 200 stopniach (do momentu kiedy się wierzch pięknie przyrumieni).

Babcia była dumna :) 




poniedziałek, 30 marca 2015

Gulasz z białej kiełbasy z ciecierzycą

...czyli złamany przepis Okrasy ;)


Chyba jeszcze o tym nie wspominałam, ale jestem ogromną fanką Karola Okrasy. Zazwyczaj dość szybko nudzą mi się programy kulinarne. A jednak Okrasa utrzymuje się już bardzo długo na podium. I mimo że robi wiele potraw, których bym nie zjadła (dużo ryb, dużo grzybów...) to tak ciekawie opowiada o jedzeniu, że nawet takie potrawy sprawiają oku radość (strach pomyśleć co by było jakbym lubiła ryby!). Pomimo mojej sympatii jeszcze nigdy nie zrobiłam nic z jego przepisu. Ale po wczorajszym odcinku o kiełbasie nie mogłam się powstrzymać! Nigdy nie wpadłabym na takie połączenie! Gulasz z białej kiełbasy z ciecierzycą!
Niestety, moja potrawa nie odwzorowuje w 100% pierwotnego przepisu, ale i tak... muszę stwierdzić, że miażdży! Naprawdę pycha i polecam wszystkim!

Składniki:


  • 4 białe parzone kiełbasy
  • 10 dkg boczku wędzonego
  • Puszka ciecierzycy
  • 1/2 czerwonej papryki
  • 1 cebula 
  • 2 ząbki czosnku
  • 150 ml śmietany 30%
  • 1 łyżka śmietany 12-18%
  • Odrobina wody
  • Sól
  • Pieprz

Boczek pokroiłam w drobniutką kostkę, bo akurat nie jestem wielką fanką (chyba że mega wytopionego). Nawet zastanawiałam się czy by go nie ominąć, ale po fakcie stwierdzam, że boczek musi być - dodaje super smaczek. Wysmażyłam go bardzo dobrze i dopiero wtedy dodałam wcześniej przygotowaną białą kiełbasę - obraną z jelita i pokrojoną w grube plasterki. Podsmażyłam na złoto kiełbasę z obu stron i dodałam cebulę pokrojoną w grubsze kawałki oraz czosnek pokrojony w drobną kostkę. 

Chwilę podsmażyłam i dodałam ciecierzycę z puszki i paprykę. Po 2-3 min zalałam śmietanką 30% (ok. 150 ml), dodałam porządną łyżkę śmietany 18%, odrobinkę posoliłam (uwaga na sól, bo zarówno kiełbasa jak i boczek już są słone) i dodałam dużo świeżo mielonego pieprzu. Całość dusiłam na niewielkim ogniu jeszcze ok 25 min, od czasu do czasu dolewając odrobinę wody, jeśli brakowało płynu. Zjadłam z kopytkami, które miałam w zamrażarce :)

Smacznego!

piątek, 20 czerwca 2014

Stamppot

Pierwszy raz jadłam tę tradycyjną holenderską potrawę rok temu, podczas pobytu u Grundigów w Amsterdamie. Wcześniej słyszałam o niej w którymś z programów kulinarnych i jak ogromna fanka ziemniaków nie mogłam sobie odpuścić, żeby ją spróbować.

Tym razem, wracając z Portugalii i Galicji (!!) mieliśmy także postój w Amsterdamie. A że chłopaki, którzy z nami tam pojechali, byli pierwszy raz w Holandii, poprosiłam Edytę, żeby zrobiła stamppot.

 Oto i przepis:
  • 2,5 kg ziemniaków
  • 30 dkg boczku
  • 40 dkg endywii
  • 1 cebula
  • Masło
  • Mleko

Ziemniaki gotujemy - w Holandii są nawet specjalne garnki do stamppota!


Podsmażamy boczek pokrojony w kostkę, dorzucamy do niego drobno pokrojoną cebulkę. Kiedy ziemniaki będą już miękkie, tłuczemy je z dodatkiem masła i mleka (wg uznania, na taką ilość ok. 2 łyżki masła i z 50-100 ml mleka, wszystko zależy od konsystencji ziemniaków), dodajemy podsmażony boczek i cebulę oraz świeżą endywię. 

Świetnie smakuje z zimnym piwkiem :)





poniedziałek, 29 lipca 2013

Fabada



Fabada to hiszpańskie danie z fasoli, pochodzące z rejonu Asturii. Zostało mi trochę chorizo i chciałam je wykorzystać do czegoś innego. A już dawno myślałam o fabadzie... Przejrzałam swoje wszystkie hiszpańskie książki kucharskie i znalazłam różne przepisy. Koniec końców i tak pozmieniałam wszystko tak jak sobie wymyśliłam na początku i wyszło z tego całkiem fajne danie. Może nie jest to do końca Fabada Asturiana, niechże więc będzie Fabada Cracoviana!


Składniki:


  • 2 puszki białej fasoli
  • pół pętka chorizo
  • 20 dkg boczku wędzonego
  • 1 cebula
  • 4 ząbki czosnku
  • 2 pomidory
  • 2 liście laurowe
  • Słodka i ostra papryka, sól
  • Suszone warzywka

Na początek kroję boczek w drobną kostkę i zaczynam go podsmażać na odrobinie oliwy. Drobno kroję również chorizo i dorzucam je do boczku, aby tłuszcz się dobrze wytopił. W międzyczasie kroję cebulę - nie za drobno i dorzucam. Kiedy cebula się zeszkli dodaję odsączoną fasolę z puszki (lenistwo - nie chciało mi się gotować normalnej), dodaję odrobinę wody, sól, łyżeczkę - półtorej słodkiej papryki i ostrej tak do smaku, łyżeczkę suszonych warzywek, dwa listki laurowe oraz przeciśnięty przez praskę czosnek. Na niewielkim ogniu gotuję to ok. 10 min i dodaję pokrojone w kostkę dwa pomidory. Całość jeszcze zostawiam na jakieś 3 min, wyjmuję listki laurowe i podaję z chlebem. 




wtorek, 27 listopada 2012

Imprezowe ślimaczki ze szpinakiem



Robiłam kiedyś podobne ślimaczki na wycieczkę, ale z serem i szynką. Były tak dobre, że kiedy Radziosław usłyszał, że będę robiła jakieś ślimaczki stwierdził, że na imprezę musi iść. Wierzcie, od niego usłyszeć pochwałę jedzenia to znaczy bardzo wiele.

Jednak aby zróżnicować wypieki postanowiłam zrobić je teraz ze szpinakiem. I dużo mniejsze. Takie na jednego - dwa gryzy idealne na imprezę.

Składniki:

  • 1 1/2 szklanki mąki pszennej (u mnie krupczatka)
  • 1 1/2 szklanki mąki żytniej razowej
  • 1 opakowanie suchych drożdży (7g)
  • 1/2 szklanki ciepłego mleka
  • 1/2 szklanki wody
  • 3 łyżki oliwy
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka soli
Na nadzienie:

  • 1 opakowanie mrożonego szpinaku
  • 15 dkg boczku
  • 1 niewielka cebula
  • Sól, suszone warzywka

W dużej misce mieszam wszystkie suche składniki ciasta, dodaję oliwę, po trochu mleko i wodę. Wyrabiam na gładkie ciasto i odkładam na min. godzinę pod lnianą ściereczką.

W międzyczasie robię nadzienie. Boczek kroję w drobną kosteczkę i bardzo dokładnie obsmażam, pozbywając się z niego tłuszczu. Kiedy już boczek będzie dobrze wysmażony dodaję drobniutko pokrojoną cebulę i całość podsmażam aż będzie szklista. Dodaję mrożony szpinak (w liściach) i smażę jakieś 8 min, od momentu kiedy szpinak się rozmrozi. Dodaję sól do smaku i płaską łyżeczkę suszonych warzywek.



Kiedy ciasto już wyrośnie, dzielę je na 3 części. Każdą z nich rozwałkowuję na cienki, prostokątny placek - dłuższy bok dużo dłuższy ;). Nakładam farsz i zwijam w cienką roladę, którą kroję w 2-3 cm plasterki. Układam ślimaczki na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i wkładam na 20-25 min do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika.





niedziela, 4 marca 2012

Sałatka z chrupiącym boczkiem i cukinią


 

Szybka, prosta sałatka na ciepło.
Fajnie chrupie w zębach dzięki super wysmażonemu boczkowi.



Składniki:


  • Mieszanka sałat lub sałata lodowa
  • Kilka plasterków boczku
  • Kilka plasterków cukinii
  • Ser feta
  • Krem balsamiczny


Boczek smażę na patelni dopóki nie będzie brązowy, wręcz prawie że przypalony, dzięki czemu będzie bardzo kruchy. Pod koniec smażenia dodaję jeszcze cukinię, którą również smażę z obu stron na brązowy kolor. Przysmażony boczek kroję na mniejsze kawałki, dorzucam go do sałaty, dodaję cukinię oraz pokrojony w kostkę ser feta. Wszystko polewam kremem balsamicznym czyli zredukowanym octem balsamicznym.

piątek, 27 stycznia 2012

Tarta z ziemniakami i boczkiem



                                                                                                                             
Zakochałam się.

Od kilku dni wszystkie moje zmysły wołały o coś wyjątkowego. O jakąś nową pyszność, o danie, którego nigdy nie jadłam, o coś niezwykłego, o czym po zjedzeniu jeszcze bym rozmyślała. Kilka dni nadziei, że cokolwiek co jadłam będzie tym, co mnie zaspokoi. Wszystko było dobre, aaaaale.... to nie to, o czym myślałam. Do dziś. Tak, zakochałam się w tej tarcie!

Po raz pierwszy robiłam tartę na kruchym spodzie. Wcześniej robiłam ze dwa razy ze szpinakiem, ale na kupnym cieście francuskim. Wczoraj w sklepie takowego nie znalazłam, więc doszłam do wniosku, że raz - dwa zagniotę kruche i będzie. Wieczorem ciasto zagniotłam, tartę upiekłam, zapakowałam do pudełeczka do pracy i tyle. Nic nie wskazywało, że to właśnie ta tarta będzie spełnieniem moich marzeń :) A jednak!

Nie będę się rozwodzić tu nad gamą smaków. Jedno jest pewne - długo nie zapomnę tej tarty, zrobię ją na pewno jeszcze nie raz i będę kombinować z innymi nadzieniami na tym wspaniałym maślano - śmietanowym spodzie.

Koniec już, bo się rozpłynę w zachwytach! ;)

Składniki:

Na spód:

  • 1 1/2 kubka mąki
  • ok. 80-85 g masła (niecałe pół kostki)
  • 1 jajko
  • 1/2 łyżeczka soli
  • 2 łyżki śmietany


Na nadzienie:

  • ok. 5 średnich ziemniaków
  • 2-3 cebule
  • 15 dkg boczku wędzonego
  • 1/2 pęczka szczypiorku
  • ok. 5-10 dkg sera żółtego
  • ok. 200 ml śmietany
  • 1 jajko
  • sól, pieprz



Zaczynam od ciasta. Do mąki wrzucam pokrojone w drobne wiórki masło i rozcieram razem te dwa składniki. Dodaję jajko, sól i śmietanę i zagniatam wszystko na jednolitą masę.Owijam folią spożywczą i wkładam do lodówki na ok. 40 min (min.).

Czas na farsz. Boczek drobno kroję w kosteczkę. Ważne, żeby był dość chudy, bo zależy mi na jego posmaku, a nie tłuszczu. Mój do chudszych nie należał, ale za pomocą ostrego noża takim się stał :) Powykrajałam co mogłam i zostawiłam prawie że samo mięsko.

Ziemniaki kroję w plasterki i gotuję 10-15 min aż będą prawie miękkie.

Do smażenia boczku zastosowałam pewien trik - zasłyszany lub przeczytany, tego nie wiem - a mianowicie: nasączyłam wacik octem winnym i cienko posmarowałam patelnię, kiedy jeszcze była zimna. Tym samym pozbyłam się mojego największego problemu związanego ze smażeniem boczku, a mianowicie pryskaniem tłuszczu :)

                                                                                   
Kiedy boczek mi się smażył, pokroiłam cebulę w półtalarki. Podsmażony boczek odkładam na bok i na tej samej patelni podsmażam cebulkę.

Robię sos: w miseczce mieszam śmietanę, jajko, starty na grubych oczkach ser żółty, pokrojony szczypiorek i boczek. Posypuję obficie pieprzem i dodaję nieco soli.

Ciasto wyciągam z lodówki i wałkuję na dość cienki placek o średnicy nieco większej niż forma do tarty, aby wykleić również i brzegi. Moja foremka ma 30 cm średnicy i taka ilość ciasta jest akurat :) Formę smaruję masłem i wykładam na nią ciasto, dokładnie przyklejając do dna i brzegów. Nakłuwam je widelcem dość gęsto, po czym wykładam na nie cebulę, a na cebulę ugotowane talarki ziemniaków. Zalewam wszystko dokładnie masą śmietanowo jajeczną i piekę ok. 45 min w 175 stopniach - do momentu, kiedy wierzch zrobi się brązowy.



                                                                                           
Pycha! :)