sobota, 31 marca 2012

Chlebek w jajku




Dawno mnie tu nie było. Miałam dość intensywny tydzień. Ale czas to nadrobić.

W związku z tym, że jest sobota, postanowiłam odmienić nieco nudne śniadanie. Wiadomo, w tygodniu każdy spieszy się do pracy do szkoły, więc rano robi się szybko kanapki czy zalewa mlekiem płatki. W sobotę jest troszkę więcej czasu, więc dziś był chleb w jajku. Proste, a wyśmienite.






Takie śniadanko robiła mi często Babcia, kiedy byłam mała i przyjeżdżałam do niej na wakacje.



Składniki:

  • 2 kromki chleba
  • 1 jajko
  • Masło
  • Dżem


Jajko rozbełtuję na talerzu i zanurzam w nim kromki chleba z obu stron. Masło rozpuszczam na patelni i smażę chleb po ok. 2-3 minuty z każdej strony, aż jajko się zetnie i lekko zbrązowieje. Zajadam z babcinym dżemem :)


poniedziałek, 26 marca 2012

Owsiane ciasteczka z żurawiną i jabłkiem



Od dwóch tygodni chodzą za mną ciasteczka owsiane. Bardzo smakowała mi wersja z orzechami i czekoladąale postanowiłam ją nieco zmodyfikować. Szczególnie, że po ostatniej wizycie na Hali Targowej czeka na odpowiedni moment suszona żurawina. Kupiłam ją u bardzo miłego pana, który sprzedawał również kilka - kilkanaście rodzajów kaszy oraz różne pestki - m.in. niełuskane (!) pestki dyni, których mój Brat jest wielkim fanem, a mamy ogromny problem, aby znaleźć je w Krakowie.



Wracając do tematu ciasteczek postanowiłam, że zrobię owocową wersję. Podczas wyrabiania ciasta unosił się boski zapach jabłek połączonych z masłem...

Składniki:

  • 1 kubek płatków owsianych
  • 3/4 kubka mąki
  • Ok. 10 dkg suszonej żurawiny (niecałe pół kubka)
  • 1 niewielkie jabłko
  • 3 łyżki cukru
  • 50 g masła
  • 1 1/2 łyżki śmietany
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • Parę kropel ekstraktu waniliowego
  • Odrobina soku z cytryny

Do garnka wsypuję płatki owsiane, mąkę (tym razem zwykłą, pszenną - razowa wyszła), dodaję żurawinę, jabłko starte na grubych oczkach i pokropione sokiem z cytryny. Dodaję cukier, proszek do pieczenia, stopione i lekko przestudzone masło, śmietanę i odrobinę ekstraktu waniliowego. Ekstrakt można zastąpić łyżeczką cukru wanilinowego.

Wszystkie składniki dokładnie mieszam. Najpierw rózgą, a następnie ręką. Ciasto jest lepiące się, nie jest spójne, więc zdecydowanie najlepszym narzędziem do mieszania jest ręka :)



Piekarnik rozgrzewam do 180 stopni. Blaszkę wykładam papierem do pieczenia. Ręce lekko moczę wodą. Nakładam ok. łyżkę ciasta, robię z niej kulkę i lekko uklepuję na blaszce, aby nadać ciasteczkom w miarę okrągły kształt. Oczywiście w miarę - nie chodzi nam przecież o idealne kształty, ale o dobry smak!



Ciastka piekę ok. 30 - 35 min, dopóki nie nabiorą złotego koloru. Z podanych składników wyszło mi 14 ciasteczek. Wydaje się, że nie jest to dużo, ale dość szybko zaspokajają nasz apetyt. Są super - chrupiące na zewnątrz, miękkie w środku, jednocześnie słodkie i kwaskowe :)

niedziela, 25 marca 2012

Pikantna pomidorówka z soczewicą





Kolejna wersja jednej z ulubionych zup. Nie znam nikogo, kto by nie lubił zupy pomidorowej. Postanowiłam ją trochę zmienić, wzbogacić o soczewicę, aby była bogatsza w białko, bardziej sycąca, a dzięki temu może wystarczy na cały obiad :)





Do zupy wykorzystałam resztkę zapasów od Babci - przecier z pomidorów. Nie każdy pewnie jest takim szczęściarzem, żeby Babcia podsyłała co trochę jakieś przetwory - wtedy trzeba się poratować kupnym albo koncentratem ;)


Składniki:

  • 2 litry bulionu
  • 500 ml przecieru pomidorowego
  • 3/4 kubka zielonej soczewicy
  • 3/4 kubka ryżu
  • 2 -3 ząbki czosnku
  • 1 łyżka suszonych warzywek
  • 2 łyżeczki przyprawy włoskiej
  • 1 czubata łyżeczka słodkiej papryki
  • Pieprz cayenne do smaku
  • Sól
  • 2 łyżki śmietany




Do gotującego się bulionu wrzucam soczewicę, przeciśnięty przez praskę czosnek oraz wszystkie przyprawy oprócz soli. Po ok. 15 minutach dorzucam ryż i całość gotuję razem jeszcze 16 min (wg mnie optymalny czas gotowania białego ryżu). Sprawdzam czy aby na pewno soczewica i ryż są miękkie i wlewam babciny przecier. Doprowadzam do wrzenia, próbuję czy nie brakuje soli, dodaję dwie łyżki śmietany - w lodówce akurat znalazłam 30%, ale każda inna będzie tak samo doskonała :) Zdejmuję garnek z kuchenki, nalewam do miseczki i ewentualnie posypuję natką pietruszki.



czwartek, 22 marca 2012

Pierś nadziewana brokułami



Proste, a jednocześnie eleganckie danie, którym można podjąć gości albo po prostu zrobić na zwykły obiad. Zajmuje niewiele czasu, a prezentuje się całkiem ładnie. Nie zapominając o smaku z czystym sumieniem mogę polecić kurczaka w tej wersji.

Składniki:

  • 1 pierś z kurczaka
  • 3-4 różyczki mrożonego brokuła
  • 1 spory ząbek czosnku
  • Ok. 25 g serka topionego
  • Sól, pieprz

Brokuły wyciągam z zamrażalnika i zostawiam na kilka minut, aby łatwiej było je pokroić na drobniejsze części.


 
W międzyczasie myję i dokładnie oczyszczam pierś. Biorę nóż "obiadowy" i wbijam jego ostrze w środek piersi z grubszej strony jak na zdjęciu. Nie przekrawam mięsa, ale robię w nim coś na kształt kieszeni, do której będę wkładać farsz.



Kiedy brokuły lekko już się rozmrożą, ale nie za bardzo, kroję je na drobne części. Wrzucam na patelnię posmarowaną oliwą z przeciśniętym przez praskę czosnkiem i lekko duszę. Po ok. minucie - dwóch dodaję serek topiony, solę i wszystko dokładnie mieszam. Brokuły powinny być jędrne, lekko twarde.



Farsz wkładam do kieszeni w piersi, którą solę i pieprzę. Układam na suchej patelni i smażę po ok. 5 min z każdej strony.

Po usmażeniu odstawiam mięso jeszcze na kilka minut, aby zatrzymać w nim wszystkie soki. Dopiero wtedy kroję na grube plastry i podaję.



środa, 21 marca 2012

Mus czekoladowy z nutką pomarańczową



Bardzo prosty i smaczny deser, do tego zdrowy, bo zrobiony z gorzkiej czekolady, mleka i jedynie odrobiny cukru :) Jedynym minusem jest to, że trzeba na niego trochę poczekać aż stężeje w lodówce :)



Składniki:

  • 150 g gorzkiej czekolady
  • 250 ml mleka
  • 2 jajka
  • 3 łyżki cukru
  • Sok z jednej pomarańczy


Mleko podgrzewam w garnku. W międzyczasie oddzielam żółtka od białek ze sparzonych jajek. Z białek ubijam pianę.



Kiedy mleko już będzie gorące, dodaję do niego czekoladę i energicznie mieszam aż się rozpuści. Dodaję jeszcze 3 łyżki cukru, sok z pomarańczy oraz dwa żółtka. Jeśli ktoś chciałby zrezygnować z soku warto dodać jeszcze odrobinę cukru. Chwilkę mieszam i delikatnie dodaję pianę z białek. Czekam aż zabulgocze delikatnie  ze dwa razy i przelewam do przezroczystych naczyń, które wkładam do lodówki na min. 4-5 godzin. Przed podaniem wyciągam ok. 15-20 min wcześniej, aby mus osiągnął temperaturę pokojową - jest dużo lepszy niż zimny :)
Posypuję startą czekoladą.

poniedziałek, 19 marca 2012

Placki marchewkowe na ostro




W związku z odwiedzinami Martynki i Radka postanowiłam zrobić coś nowego. Wiedząc, że Radek uwielbia placki ziemniaczane wymyśliłam, że zrobię coś na ich kształt, ale zmieniając nieco składniki. Postanowiłam zrobić placki z marchewki a la ziemniaczane. Muszę stwierdzić, że efekt był bardzo satysfakcjonujący - lekka słodycz marchewki i odrobina ostrości idealnie ze sobą współgrały. Polecam serdecznie :)



Składniki:

  • 1 kg marchwi
  • Ok. szklanki mąki razowej (w zależności od wilgotności marchewki)
  • 2 jajka
  • 1 płaska łyżeczka soli
  • 1/3  łyżeczki chilli
  • 1 kopiasta łyżeczka słodkiej papryki
  • Odrobina świeżo zmielonego pieprzu

    Umytą marchewkę ścieram na grubych oczkach tarki. Dodaję do niej 2 jajka, przyprawy oraz mąkę - ok. szklanki, ale ilość mąki zależy tak naprawdę od wilgotności marchewki. Jeśli będzie bardzo mokra potrzeba nam będzie trochę więcej, jeśli nie będzie miała w sobie dużo soków - trochę mniej. Wszystko dokładnie mieszam i smażę jak zwyczajne placki ziemniaczane.



    Podałam je z sosem zrobionym ze zmieszanego majonezu, keczupu i musztardy. Bomba!

    niedziela, 18 marca 2012

    Muminkowa zupa dyniowa



    Dlaczego muminkowa? Podczas Wigilii rozmawiałam z moją Siostrą, która jest wielką fanką Muminków. Powiedziała, że Muminki zawsze jadły zupę z dyni i w ogóle jadły dynię bardzo często. Obiecałam jej wtedy, że kiedy następnym razem wpadną do mnie z Radziem to zrobię jej zupę dyniową. I obietnicy dotrzymałam. Trzymałam ostatni pojemniczek zamrożonej dyni właśnie na tę okazję.

    Składniki:

    • Dynia
    • 1/2 litra buliony
    • 1 cebula
    • łyżka masła
    • Przyprawy: gałka muszkatołowa, słodka papryka, chilli, sól i pieprz, suszone warzywka



    Miałam zamrożony pojemnik dyni o pojemności 1 litra. Jesienią, kiedy dynia była jeszcze powszechnie dostępna, pokroiłam ją w kostkę i zamroziłam. Wyciągnęłam ja, zalałam pół litrem bulionu i postawiłam na palniku. W międzyczasie na łyżeczce masła podsmażyłam jedną cebulę. Resztę masła dorzuciłam do gotującej się dyni. Kiedy cebula była już zeszklona wrzuciłam ją do garnka i całość gotowałam dopóki dynia nie  była miękka. Dodałam przyprawy: szczyptę gałki muszkatołowej, ok. 1/3 łyżeczki chilli, łyżeczkę słodkiej papryki, łyżeczkę suszonych warzywek i sól do smaku.

    Po ok. 10 min dynia była już miękka, wtedy całość zmiksowałam na gładki krem. Na sam koniec dodałam sporo świeżo mielonego pieprzu. Nie dodałam śmietany, wydaje mi się zbyteczna, ale jeśli ktoś nie może sobie wyobrazić zupy bez śmietany może ją spokojnie dodać. Ja zostałam przy dietetycznej wersji.

    czwartek, 15 marca 2012

    Kluski serowe z sosem truskawkowym



    Dziwne czasy nastają. Mam ochotę na słodkie obiady. A od kilku dni na śniadanie i kolację zajadam kanapki z serem żółtym i dżemem truskawkowym od Babci. Jem i jem, a ochota wcale na ten dżem nie odchodzi. Jest to tym bardziej niespotykane, że zdarzało się kilka lat z rzędu, żebym nie zjadła nawet łyżeczki dżemu. Czy to pogoda tak na mnie działa? Czy muszę sobie zrekompensować brak słońca wspomnieniem lata z truskawek zatopionych w dżemie?

    Korzystając jeszcze z resztek letnich zapasów od Babci wyciągnęłam z zamrażalnika truskawki. A do nich postanowiłam zrobić kluseczki serowe, których co prawda jeszcze nigdy nie robiłam, ale nie może to być przecież jakaś duża filozofia, prawda? Trochę wyczucia oraz oka i myślę, że się uda!



    Składniki:

    • 275 g sera białego
    • 2 kubki mąki + odrobina do podsypania
    • 1/4 kubka wody
    • 1 jajko
    • 2 łyżki cukru
    • 2 szczypty soli 
    Sos:

    • Truskawki
    • Cukier


    Ser zmieliłam blenderem. Kusiło mnie trochę, żeby zrobić to za pomocą maszynki do mięsa, którą kupiłam w grudniu i której jeszcze nie używałam, ale szybkość blendera i łatwość jego mycia zwyciężyła nad ciekawością.

    Do sera dodałam mąkę, jajko, sól i cukier (jeśli ktoś lubi słodkie proponuję dodać więcej) i zaczęłam sobie dziubać widelcem w powstałej masie. Dolałam odrobinę wody i nadal próbowałam połączyć wszystko widelcem. Kiedy już masa była w miarę spójna wyciągnęłam ją z miski i lekko podsypując mąką wyrabiałam na gładką masę.






    Kształty kluseczkom można nadawać przeróżne: można je kroić jak kopytka, robić kulki czy jakie tylko komu się podoba. Ja urywałam kawałki ciasta wielkości piłeczki ping pongowej i robiłam prostopadłościany. Mniej więcej, oczywiście :)

    Zagotowałam duży garnek wody, nie dodawałam już soli, skoro wcześniej dodałam ją do ciasta. Poczekałam aż kluski wypłyną i gotowałam je od tego momentu 5 minut.






    W międzyczasie zrobiłam sos. Banalnie prosty. Zależało mi na tym, żeby mieć jak najwięcej "truskawki w truskawce", dlatego po prostu zmiksowałam owoce z cukrem. Można je połączyć także ze śmietaną albo kluski po prostu podawać ze śmietaną i cukrem. To już zależy od Waszych preferencji smakowych!


    środa, 14 marca 2012

    10.000 wejść w 10 tygodni


    ...właściwie to w 10,5, żeby już nie przekoloryzować :)

    Dziś właśnie na moim liczniku wybiła magiczna liczba 10 000. Nie spodziewałam się, że będzie to aż tak szybko, jestem zaskoczona, dumna i szczęśliwa. Ta liczba pokazuje, że warto wracać z pracy, zrzucać płaszcz i iść do garów :)

    Każde kolejne wejście, każdy komentarz, informacja o tym, że moje dania kogoś zainteresowały, ktoś je wypróbował jest dla mnie motorem do działania.

    Bardzo za to wszystkim dziękuję i obiecuję nie spocząć na laurach.

    A na zdjęciu powyżej obecna pierwsza trójka czyli:

    1. Kotlety sojowe

    2. Mini serniczki z dżemem jagodowym

    3. Zupa meksykańska

    wtorek, 13 marca 2012

    Paneer - ser indyjski



    Kiedy kilka lat temu pracowałam w restauracji indyjskiej wydawało mi się, że zrobienie sera paneer jest rzeczą niezmiernie skomplikowaną i trudną. Nie wiem skąd mi się to przekonanie wzięło, skoro nawet nie spytałam o przepis. Dopiero jakieś półtora roku temu zaczęłam szukać przepisu w sieci. I okazało się, że nie taki paneer straszy - nawet nie jak go malują - ale jak Gąska sobie wyobrażała. W zasadzie czynność, która sprawia mi najwięcej kłopotu, a raczej mojej cierpliwości, jest zagotowanie mleka ;)





    Składniki:

    • 2 l mleka pełnotłustego
    • 4 łyżki soku z cytryny





    Jak widać nie trzeba wiele, aby przygotować ten wyśmienity ser. Zasada: 1 łyżka soku z cytryny na pół litra mleka.

    Zaczynam od zagotowania mleka. Aby zmniejszyć ryzyko przypalenia wlewam na dno garnka odrobinę wody, zanim wleję mleko. Dobrze, aby mleko było jak najtłustsze - kiedyś udało mi się dorwać mleko 3,8% albo 4,2% - już nie pamiętam. Z kartonowego 3,2% też wyjdzie.

    Kiedy już moja cierpliwość jest na wyczerpaniu mleko zaczyna się gotować :) Zdejmuję je wtedy na chwilę z palnika i bardzo drobną strużką wlewam sok z cytryny, cały czas mieszając. Kiedy wleję już cały sok, wstawiam znów garnek na niewielkim ogniu i czekam aż oddzieli się ser od serwatki.



    Mieszam od czasu do czasu i po dosłownie chwilce wlewam wszystko na sitko wyłożone gazą. Przez jakieś pół godziny pozwalam serowi odciekać, po czym wkładam do do plastikowego pojemnika, aby nadać mu kształt (z lepszym lub gorszym skutkiem). Zostawiam min. na kilka godzin, a z reguły, z racji pracy, do następnego wieczora.



    Kiedy ser będzie już zwarty kroję go w większą kostkę i smażę z każdej strony. Uwaga! Dość pryska ;)




    Dodaję do różnych sosów. Wyśmienicie smakuje ze szpinakiem.

    Z 2 litrów mleka wychodzą 2 spore lub 3 mniejsze porcje.

    poniedziałek, 12 marca 2012

    Curry warzywne



    Zaletą curry jest to, że można do niego wrzucić prawie wszystko. Rolę główną gra tu sos. Dziś postanowiłam ukłonić się w stronę warzyw, których coraz bardziej mi brakuje po długiej zimie. Część warzyw, które użyłam, było mrożone, a część - świeże.





    Składniki:

    • 3 marchewki
    • 1 duża cebule
    • 1/2 czerwonej papryki
    • 1 kubek mrożonej fasolki szparagowej
    • 1 kubek mrożonego kalafiora (ok. 6-7 różyczek)
    • 1 kubek mrożonego brokuła (j.w.)
    • 3 ziemniaki
    • 2 cm imbiru
    • 2-3 ząbki czosnku
    Na sos:

    • 2 marchewki
    • 2 cebule
    • 1/4 papryki
    •  2 cm imbiru
    • 3 ząbki czosnku
    • 3 łyżeczki koncentratu pomidorowego

    Przyprawy:

    • 1 - 1 1/2 łyżki curry
    • 1 łyżeczka słodkiej papryki
    • Chilli do smaku
    • Sól
    • 100 ml śmietanki 30%


    Zaczynam od sosu. Marchewkę i cebulę obieram, wszystkie warzywa kroję byle jak, ale tak, żeby były w miarę drobne (szybciej się ugotują), imbir kroję na drobne paseczki wzdłuż włókien. Zalewam wodą tuż nad poziomem warzyw i gotuję, dopóki nie będą miękkie.


    W tym czasie przygotowuję resztę warzyw. Marchewkę obieram i kroję w talarki, jeśli jest gruba to w półtalarki, cebulę - półplasterki, paprykę w nieduże paseczki.



    Ziemniaki kroję w drobną kostkę i gotuję w osobnym garnku.

    Kiedy warzywa do sosu będą już miękkie, dodaję ok. 3 łyżeczki koncentratu i wszystko dokładnie miksuję blenderem.

    Do garnka wlewam oliwę i wrzucam cebulę. Mieszam przez ok. pół minuty, przeciskam czosnek i ścieram na najdrobniejszych oczkach imbir, po czym dodaję marchewkę. Po ok. 3 minutach w garnku ląduje papryka, a po chwili kalafior, brokuł i fasolka. Zalewam zmiksowanym sosem i dodaję przyprawy: półtorej łyżki curry, łyżeczkę słodkiej papryki, chilli i sól do smaku. Wlewam ok. 100 ml śmietanki 30% i gotuję ok. 15-20 min aż warzywa będą ugotowane.


    Do curry świetnie pasuje ryż, indyjskie pieczywa naan lub chapati, ale samo również smakuje wyśmienicie :)


    sobota, 10 marca 2012

    Pasta z tuńczyka



    Jadę na narty. Już się nawet nie oszukuję, że wstanę trochę wcześniej, żeby zrobić sobie kanapki na drogę rano. Nie jestem już na studiach, to nie te czasy, gdzie wolałam położyć się wcześniej i mogłam wstać o 3, żeby się uczyć. Teraz też wolę położyć się wcześniej, ale wcześniej nie wstanę. A że czeka mnie pobudka o 5 to musiałam się już teraz zabezpieczyć, aby jutro nie paść trupem przed wejściem do autobusu :)

    Najlepsze na drogę są kanapki. A że jazda na nartach wymaga trochę wysiłku dobrze, żeby były pożywne. Co zatem trzeba włożyć do nich? Trochę białka. A więc tuńczyk czyli moja ryba numer jeden, a właściwie jedyna, którą zajadam aż mi się uszy trzęsą.

    Czasem robię właśnie taką pastę. Hm.. może nie do końca jest to pasta, nie ma bowiem takiej kremowej konsystencji, nie mniej jednak idealnie nadaje się do kanapek.



    Składniki:

    • 1 puszka tuńczyka w sosie własnym
    • 2 ogórki kiszone
    • 1 łyżka majonezu
    • 2 łyżeczki ostrej musztardy
    • Pieprz



    Wykonanie jest banalnie proste i szybkie. Tuńczyka odsączam i rozdrabniam widelcem. Ogórki (najlepiej domowe od Mamy!)  kroję w bardzo drobną kosteczkę. Wszystko mieszam z majonezem i musztardą, posypuję lekko pieprzem (nie za dużo, żeby nie zdominować smaku). Majonezu daję sporą łyżkę, musztardy ok. 2 płaskie łyżeczki. Po raz kolejny, niestety, załatwiłam się z musztardą. Nie mogłam znaleźć u mnie w sklepie mojej ulubionej, dijonskiej, wiec wzięłam rosyjską - też niby ostrą. Mhm... Czy ja się kiedyś nauczę? :)