sobota, 29 grudnia 2012

Rafaello - przepis na pierwsze urodziny bloga!



I stało się! Minął rok!

Na początku zastanawiałam się czy dam radę pociągnąć bloga, czy będę miała czas, czy mi się nie znudzi... Jak widać nadal piszę - co prawda z różną częstotliwością, ale zawsze.

Z okazji pierwszych urodzin chciałam się podzielić przepisem na wyjątkowe ciasto - rafaello. Jest to zdecydowanie najlepsze ciasto jakie jadłam! Zawsze towarzyszy nam podczas Świąt.

Składniki:

  • 25-30 dkg herbatników
  • 2 1/2 szk mleka
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1 opakowanie cukru wanilinowego
  • 2 żółtka
  • 2 łyżki mąki pszennej
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 25 dkg masła
  • 20 dkg wiórków kokosowych
  • 150 - 200 ml ajerkoniaku
Najpierw gotuję budyń: w 1/2 szklanki zimnego mleka mieszam obie mąki. Pozostałe mleko gotuję z cukrem zwykłym i wanilinowym. Kiedy mleko się zagotuje wlewam mleko z  mąkami, dwa żółtka, energicznie mieszam i wynoszę na balkon (w sezonie zimowym), aby budyń ostygł.


Rozcieram masło, do którego dodaję po łyżkę - dwie zimnego budyniu i miksuję. Dosypuję ok. 3/4 wiórków i wlewam ajerkoniak do smaku.

Na tacce układam kolejno herbatniki, przekładam je masą. Robię 3 warstwy. Na wierch daję masę, którą posypuję pozostałymi wiórkami.

Ciasto zostawiam w chłodnym miejscu najlepiej na całą noc.








PS. Widziałam też wersję rafaello z krakersami i próbowałam, ale jakoś mnie nie przekonała. Dużo lepsze jest z herbatnikami.





środa, 26 grudnia 2012

Prezent bożonarodzeniowy - 100 000 wejść!



Podczas Świąt, po niecałym roku funkcjonowania bloga odnotowałam 100 000 wejść!

Bardzo za to dziękuję i liczę na to, że nadal będziecie "mnie" odwiedzać i korzystać z gąskowych przepisów.

Przy tak okrągłej liczbie należy się jakieś podsumowanie. Obecni faworyci trochę mnie zaskoczyli. Kiedy osiągnęłam 10 000 wejść zdecydowanie najczęściej odwiedzanym przepisem były kotlety sojowe. W rankingu daleko zostawiły pozostałe przepisy i byłam pewna, że tak długo pozostanie. Faktycznie, długo przodowały, dalej są w pierwszej dziesiątce, ale już dawno ustąpiły miejsca innym potrawom.

A oto Wasza ulubiona dziesiątka spośród moich przepisów:

1. Sałatka z kurczakiem i makaronem

2. Zupa buraczkowa

3. Makaron z tuńczykiem w sosie śmietanowym

4. Zupa krem z cukinii

5. Sałatka z fasolki szparagowej i fety

6. Kotlety sojowe

7. Pasta z tuńczyka

8. Zupa krem z pieczarek

9. Sałatka z makaronem i kurczakiem curry

10. Kruche ciasteczka miodowe

Gdyby ktoś mnie spytał które z dotychczasowych ok. 130 przepisów uważam za najlepsze - miałabym z tym ogromny problem. Jest jednak kilka dań, które uważam za szczególnie udane. Na pewno wśród nich znalazłaby się tarta z ziemniakami i boczkiem , wspomniana wcześniej sałatka z fasolki szparagowej czy zapiekanka ziemniaczana ze szpinakiem, które były całkiem moimi nowatorskimi pomysłami.

Wymieniać pewnie mogłabym długo, bo co tu dużo mówić, ale po prostu lubię jeść :)


poniedziałek, 17 grudnia 2012

Naleśniki z serem i dżemem



Jeśli chodzi o naleśniki na słodko to nie jadam ich często. Ale jeśli już mi się zdarzy to najbardziej lubię właśnie takie - i z serem, i z dżemem. Te dwa smaki komponują się doskonale!

Składniki:

Na naleśniki:

  • 3/4 l mleka
  • 2 szklanki mąki
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1/3 łyżeczki cukru
  • 1 łyżka oleju


Na nadzienie:

  • 20-25 dkg twarogu
  • 1 łyżka śmietany
  • 1 łyżka mleka
  • 2 łyżeczki cukru
  • Dżem truskawkowy


Ciasto na naleśniki dokładnie mieszam i smażę cieniutkie placki, choć żałuję, że nie aż tak cienkie jak moja Babcia, ale to niedościgniony ideał ;) Każdy naleśnik przekładam na talerz, który przykrywam, aby lekko zaparowały - wtedy są miękkie i doskonale się formują. Z tej ilości składników wyszło mi 10 naleśników.

Ser rozdrabniam widelcem, dodaję mleko, śmietanę i cukier - mieszam dokładnie.

Na usmażone naleśniki nakładam na jedną ćwiartkę ser, a na drugą dżem truskawkowy (od drugiej Babci). Składam w trójkąciki. Pyszności!




środa, 12 grudnia 2012

Makaron z cukinią i papryką w sosie serowym



Leżała w lodówce papryka, leżała i cukinia. Powoli traciły swą świeżość, a ja niespecjalnie miałam czas i siłę zrobić z nimi coś sensownego. Wróciwszy późno do domu stwierdziłam, że są idealne na szybki obiad następnego dnia.

Składniki:


  • 200g makaronu
  • 1 cukinia
  • 1 czerwona papryka
  • 1 cebula
  • 100g serka topionego
  • Suszone warzywka, Sól
  • Odrobina wody

Makaron gotuję wg przepisu.

Cebulę kroję w piórka i podsmażam na oleju, dodając suszonych warzywek i soli. Po chwili dodaję pokrojoną w paseczki paprykę. Po kolejnych 3-4 min dodaję cukinię i podsmażam wszystko razem następne 3 min, po czym podlewam odrobiną wody i dodaję serek topiony. Wszystko dokładnie mieszam i zostawiam na ogniu jeszcze ze 3 min.

Mieszam makaron z sosem i gotowe!



poniedziałek, 10 grudnia 2012

Bułeczki pszenno - żytnie razowe






Szybkie, proste i smaczne pieczywko na wszelki wypadek i nie tylko :)


Składniki:

  • 2 1/2 mąki pszennej (u mnie krupczatka)
  • 1 1/2 mąki żytniej razowej
  • 3/4 szklanki wody
  • 3/4 szklanki mleka
  • 3 łyżki masła
  • 2 łyżeczki suchych drożdży
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka soli

Na początek wsypałam 2 szklanki mąki (pomieszanej), dodałam drożdże, sól, cukier, jajko oraz ciepłe mleko, w którym rozpuszczałam masło i wodę. Wyrabiałam rózgą, gdyż ciasto było wręcz lejące się i powoli dodawałam resztę mąki. Kiedy ciasto zaczęło się robić bardziej zwarte zaczęłam wyrabiać ręką do momentu, kiedy nie przyklejało się już do miski ani rąk. Uwaga, ciasto i tak będzie miękkie i lekko klejące.



Odstawiłam na godzinę do wyrośnięcia.

Po tym czasie podzieliłam ciasto na 8 części i uformowałam okrągłe bułeczki i odstawiłam na kolejne 15 min do wyrośnięcia już na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia.

Piekłam w piekarniku ustawionym na 200 stopni przez 20-25  min.

wtorek, 27 listopada 2012

Imprezowe ślimaczki ze szpinakiem



Robiłam kiedyś podobne ślimaczki na wycieczkę, ale z serem i szynką. Były tak dobre, że kiedy Radziosław usłyszał, że będę robiła jakieś ślimaczki stwierdził, że na imprezę musi iść. Wierzcie, od niego usłyszeć pochwałę jedzenia to znaczy bardzo wiele.

Jednak aby zróżnicować wypieki postanowiłam zrobić je teraz ze szpinakiem. I dużo mniejsze. Takie na jednego - dwa gryzy idealne na imprezę.

Składniki:

  • 1 1/2 szklanki mąki pszennej (u mnie krupczatka)
  • 1 1/2 szklanki mąki żytniej razowej
  • 1 opakowanie suchych drożdży (7g)
  • 1/2 szklanki ciepłego mleka
  • 1/2 szklanki wody
  • 3 łyżki oliwy
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka soli
Na nadzienie:

  • 1 opakowanie mrożonego szpinaku
  • 15 dkg boczku
  • 1 niewielka cebula
  • Sól, suszone warzywka

W dużej misce mieszam wszystkie suche składniki ciasta, dodaję oliwę, po trochu mleko i wodę. Wyrabiam na gładkie ciasto i odkładam na min. godzinę pod lnianą ściereczką.

W międzyczasie robię nadzienie. Boczek kroję w drobną kosteczkę i bardzo dokładnie obsmażam, pozbywając się z niego tłuszczu. Kiedy już boczek będzie dobrze wysmażony dodaję drobniutko pokrojoną cebulę i całość podsmażam aż będzie szklista. Dodaję mrożony szpinak (w liściach) i smażę jakieś 8 min, od momentu kiedy szpinak się rozmrozi. Dodaję sól do smaku i płaską łyżeczkę suszonych warzywek.



Kiedy ciasto już wyrośnie, dzielę je na 3 części. Każdą z nich rozwałkowuję na cienki, prostokątny placek - dłuższy bok dużo dłuższy ;). Nakładam farsz i zwijam w cienką roladę, którą kroję w 2-3 cm plasterki. Układam ślimaczki na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i wkładam na 20-25 min do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika.





sobota, 24 listopada 2012

Racuszki z jabłkami



Kiedy mam gościa w sobotni poranek (o 13 :P) myślę co by tu zrobić, żeby na śniadanie nie podać ot takie zwykłe kanapki, którymi człowiek raczy się na co dzień. Mając jeszcze jedno jabłko błąkające się po kuchni pomyślałam o racuszkach.

Składniki:

  • 1 kubek mąki 
  • 1/2 kubka mleka
  • 2 łyżki cukru
  • 1 łyżeczka cukru wanilinowego
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka suszonych drożdży
  • 1 jabłko
  • Odrobina soku z cytryny



Do miski wsypuję wszystkie suche składniki, dodaję ciepłe mleko, jajko i starte na grubych oczkach jabłko i wyciskam sok z ok. 1/4 cytryny. Mieszam wszystko rózgą i odstawiam na 15 min. Ciasto ma mieć konsystencję nieco gęstszą od ciasta naleśnikowego.

Po 15 minutach nakładam łyżką odrobinę ciasta na patelnię, formując niewielkie placuszki. Wszystko smażę na średnim ogniu do uzyskania złoto-brązowego koloru z obu stron.

Pyszne na ciepło, smaczne na zimno, dobre na śniadanie i podwieczorek :)




poniedziałek, 19 listopada 2012

Zupa z soczewicy i chorizo

...czyli hiszpańska grochówka


Ostatnio prześladowała mnie wizja tej zupy. Nie odeszła nawet, kiedy zobaczyłam ile kosztuje laska chorizo :) Po prostu jest to idealna zupa na jesienno - zimowe szaro - bure dni, prawie jak danie jednogarnkowe.

Składniki:

  • 2 1/2 l wody
  • 1 kubek zielonej soczewicy
  • 170 g chorizo
  • 4 ziemniaki
  • 2 marchewki
  • 1 pietruszka
  • Kawałek pora
  • 2 łyżeczki koncentratu pomidorowego
  • 2 łyżki suszonych warzywek
  • 1 łyżka majeranku
  • Sól, pieprz
 
Soczewicę zalewam wodą i nastawiam na kuchence. W międzyczasie kroję w kostkę chorizo i podsmażam je na patelni, aż wytopi tłuszcz. Dodaję je (razem z tłuszczem) do gotującej się soczewicy, którą przyprawiam suszonymi warzywkami i majerankiem. Do garnka również wrzucam kawałek pora.





Kiedy soczewica się gotuje obieram marchewki, pietruszkę i ziemniaki oraz kroję je w drobną kostkę. Po ok. 25 minutach wrzucam warzywa i gotuję je do miękkości, wyciągam z zupy ugotowanego pora. Dodaję koncentrat pomidorowy, solę do smaku i posypuję świeżo zmielonym pieprzem.



czwartek, 15 listopada 2012

Żurek



Filip jest w stanie zjeść każdą ilość żurku. Ja natomiast, będąc dzieckiem, nie lubiłam tej zupy. Właściwie ciężko powiedzieć czy nie lubiłam. Nie jadłam z reguły. Może to było dla zasady? Może faktycznie mi nie do końca smakowała? Dziś już tego nie pamiętam...

Zupa nie wymaga wiele zachodu, co jest bardzo wskazane dla pracujących, zwłaszcza kiedy przychodzi się późno do domu, po pracy i przedłużającym się na pogaduszkach hiszpańskim ;)

Składniki:

  • 15 dkg wędzonych żeberek 
  • 15 dkg wędzonej kiełbasy
  • 1,2 kg ziemniaków
  • 1,5 l wody
  • Włoszczyzna: marchewka, pietruszka, kawałek selera
  • 1 cebula
  • Suszone warzywka
  • Majeranek
  • Przyprawa do żurku
  • Sól, pieprz
  • Zakwas (barszcz biały)
  • 2 łyżki śmietany
  • Ew. chrzan, jajko do podania

 Nastawiam wywar na kiełbasie, żeberkach (ew. wędzonym boczku) i warzywach. Po ok. 20 min wyjmuję mięso (żeberka obieram, kroję w kostkę i wrzucam z powrotem) i warzywa, a dodaję pokrojone w kostkę ziemniaki. W międzyczasie drobno kroję cebulę i podsmażam ją do zeszklenia, po czym dodaję do zupy. Dodaję przyprawy: sól, 1-2 łyżki suszonych warzywek, dużą ilość majeranki i ew. przyprawę do żurku. Całość gotuję dopóki ziemniaki nie będą miękkie.

Dolewam zakwasu - na taką ilość u mnie 1,5 butelki, ale każdy ma inne gusta. My lubimy, kiedy żurek jest wyrazisty i bardzo kwaśny, dlatego dodaję więcej. Każdy musi znaleźć odpowiedni dla siebie poziom kwaśności. Zagotowuję i dodaję śmietanę.Na koniec posypuję obficie świeżo zmielonym pieprzem.

Polecam podawać z łyżeczką chrzanu, pokrojoną kiełbaską i ew. jajkiem na twardo.



piątek, 9 listopada 2012

Zapiekanka ziemniaczano - szpinakowa


Daaaawno nie widziałam się z Martynką i Radkiem (kto czyta bloga, ten wie, że to moja Siostra i jej chłopak :D ). W końcu udało nam się zgadać na kolacyjkę. Co prawda miała ona trochę inaczej wyglądać, ale Martyś poprosiła o zupę dyniową . Tym razem zupa była  bez soczewicy, bo czekało na nas jeszcze drugie danie.

Uwielbiam zapiekanki. Szczególnie ziemniaczane. Moją ulubioną jest taka właśnie z mięsem mielonym, która przypomina mi dzieciństwo, bo często ją jadaliśmy. Zazwyczaj z Tatą zjadaliśmy większość. Brzuchy pękały, ale łakomstwo było nie do poskromienia ;) Tym razem postanowiłam jednak trochę zmienić formułę i ukłonić się w stronę warzyw, a dokładniej szpinaku, który jest wszem i wobec lubiany (choć Radzio twierdził, że je pierwszy raz... nie wydaje mi się to być prawdą, bo na pewno u mnie się z tym spotkał :D ).

Była to również okazja do wypróbowania nowego naczynia żaroodpornego, które przywiozłam od Miśka z Katalonii :) Moltes gracies!

A zatem przedstawiam zapiekankę ziemniaczano - szpinakową!



Składniki:

  • 10-11 ziemniaków
  • 2 cebule
  • 1 1/2 opakowania mrożonego szpinaku (w liściach)
  • 5 ząbków czosnku
  • 15 dkg fety
  • Ew. sól do smaku
  • Kilka plasterków sera żółtego


Sos beszamelowy
  • 3 porządne łyżeczki masła
  • 6 łyżeczek mąki
  • 3/4 kubka mleka
  • 1 jajko
  • Sól, pieprz, gałka muszkatołowa

Ziemniaki obieram, kroję w plasterki i podgotowuję jakieś 8-10 min. W międzyczasie cebulę kroję w drobną kostkę - podsmażam. Dodaję wyciśnięty przez praskę czosnek i szpinak. Kiedy po jakiś 10 min szpinak będzie już rozpuszczony i lekko podduszony dodaję fetę i duszę jeszcze jakieś 2 min.



Naczynie żaroodporne wysmarowałam masłem i ułożyłam w nim warstwę ziemniaków, na których wyłożyłam połowę szpinaku. Na to znów warstwa ziemniaków, później szpinak i kolejny raz ziemniaki. Następnie plasterki sera i sos beszamelowy, który robię następująco: rozpuszczam masło i wsypuję powoli mąkę - cały czas mieszając rózgą. Kiedy już składniki dobrze się połączą powoli wlewam mleko, cały czas mieszając. Doprawiam solą, pieprzem i gałką, a następnie wbijam jajko. Cały czas mieszam, jeszcze przez ok. 2 min, nie doprowadzając do wrzenia.


Piekarnik nastawiam na 175 stopni w termoobiegu i piekę zapiekankę przez ok. 35-40 min, do momentu, kiedy wierzch (sos beszamelowy) nie zrobi się apetycznie brązowy.


 Na zdjęciu powyżej resztka zupy dyniowej zapakowana dla Martynki i Radzia :)
 

czwartek, 8 listopada 2012

Kotleciki ziemniaczane

...czyli jak nie zmarnować resztek z wczorajszego obiadu


Ugotowało mi się wczoraj za dużo ziemniaków do obiadu. Zostało trochę surówki. No jakoś wypadałoby to wykorzystać może? Odgrzewane utłuczone ziemniaki są nieco nudne, więc przyszedł czas na kotleciki ziemniaczane! Kilka minut roboty, dosmażone jajko, surówka i obiad gotowy!

 

Składniki:

  • Utłuczone ziemniaki (u mnie ok. 4 czubatych łyżek)
  • 1/2 cebuli
  • 1/2 jajka
  • 1 czubata łyżeczka mąki pełnoziarnistej
  • Mąka do obtoczenia (zwykła pszenna)
  • Ew. sól, pieprz




Cebulę pokroiłam bardzo drobno i po podsmażeniu na patelni dodałam do ziemniaków. Jajko rozbełtałam, ale na taką ilość ziemniaków całe to byłoby za dużo, więc dodałam połowę. Dosypałam łyżeczkę mąki pełnoziarnistej żytniej i wszystko dobrze wymieszałam widelcem. Nie dodawałam soli ani pieprzu, bo zrobiłam już to wczoraj.



Z tej masy wyrobiłam pięć kotlecików, które obtoczyłam w mące. Wrzuciłam na rozgrzany olej i smażyłam po kilka minut z każdej strony, aż zrobiły się pięknie brązowe. Do tego szast - prast jajko sadzone, surówka z lodówki  i można zasiadać do stołu!


środa, 7 listopada 2012

Schabusie Magdy



Dawno mnie tu nie było...

Tak się składa, że akurat ostatnio ciągle jestem w rozjazdach. Właśnie wróciłam z Hiszpanii, gdzie byłam po raz pierwszy na weselu. Oczywiście, chciałam zrobić wpis - jedzenie było fenomenalne!! - ale padła mi bateria w aparacie :/ Nie mogę się przyzwyczaić, że dwie na trzy kreski nie oznaczają tego, że bateria jest w 2/3 pełna, a że zaraz się skończy. Pech! Nie ma się jednak co martwić - liczę na to, że za jakiś czas będę mogła dla Was opisać - może nie do końca tradycyjne - katalońskie wesele. Marta i Joan obiecali udostępnić parę fotek jak tylko dostaną od fotografa.

Przed Hiszpanią byłam na weekend w Warszawie. Bardzo miły wyjazd, pomimo że zaskoczył mnie śnieg. Fakt, słyszałam prognozy, ale jakoś nie chciało mi się w nie wierzyć. Moja Przyjaciółka, Magda, uraczyła mnie pysznościami, które przypomniały mi czasy dzieciństwa. Jako dziecko uwielbiałam schabowe - teraz jem je niezwykle rzadko, myślę, że nie częściej jak raz do roku, może nawet rzadziej. Po prostu nie chce mi się smażyć kotletów.

Magdy "schabusie" były wyjątkowe - nigdy nie jadłam tak soczystego kotlecika. Na pytanie jak to zrobiła wzruszyła ramionami i odpowiedziała, że nie dodaje do panierki bułki tartej. A ja na to: niemożliwe! musisz marynować mięso albo coś! A Magda dalej się upierała, że to zasługa panierki tylko z mąki i jajka. Postanowiłam to sprawdzić....

Składniki:

  • 2 kotlety schabowe bez kości
  • 1 jajko
  • Mąka
  • Pieprz, sól

Puree ziemniaczane:

  • 4 ziemniaki
  • 1 łyżeczka masła
  • 4 łyżki mleka
  • Pieprz

Kotlety oczyściłam ze wszystkich błonek i - jak to standardowe schabowe - rozbiłam tłuczkiem.  Posoliłam, posypałam świeżo zmielonym pieprzem, obtoczyłam najpierw w mące, później w jajku. Wrzuciłam na rozgrzany olej i obracając co jakiś czas, smażyłam na średnim ogniu, dopóki "schabusie" nie były złociste.




Podałam z puree ziemniaczanym (też zaczerpniętym od Magdy, bo u mnie w domu nigdy puree nie jadaliśmy): ugotowane ziemniaki utłukłam z masłem, mlekiem i pieprzem oraz surówką z kapusty kiszonej, która powinna być jak znalazł na moje przeziębienie :)

A tak wyglądał obiad, który zaserwowała mi Magda:
 

niedziela, 21 października 2012

Nalewka cytrynowo - miętowa



Już od dawien dawna bardzo chciałam zrobić nalewkę. W końcu, patrząc na ogromną ilość mięty na balkonie, doszłam do wniosku, że mogłabym ją wykorzystać w ten oto
sposób. Poszperałam trochę w internecie, poczytałam, z każdego przepisu wyciągnęłam ździebko i tak oto powstała nalewka miętowo-cytrynowa. Swoją drogą muszę stwierdzić, że moja pierwsza nalewka wyszła pyszna i niedługo nastawię jej więcej :)
 

Składniki:

  • 1/2 l spirytusu
  • Szklanka (0,33 l) listków mięty
  • 4 cytryny
  • 3/4 szklanki cukru
  • 0,66 l wody

Umyte listki mięty zalałam w litrowym słoiku spirytusem. Odstawiłam na 3 dni. Po tym czasie spirytus wyciągnął cały aromat i kolor (wyglądał jak Ludwik :P) z mięty. Listki wyrzuciłam.

Cytryny pokroiłam w plasterki i wrzuciłam do spirytusu. Niestety, nie zmieściły się wszystkie (za mały słoik), ale co się nie zmieściło to wycisnęłam z tego sok i dolałam.

Po tygodniu zagotowałam 0,66 l wody z cukrem. Zostawiłam do przestygnięcia. Wyciągnęłam cytryny, wycisnęłam pozostały w nich sok.Wymieszałam z syropem cukrowym i przefiltrowałam przez kilkakrotnie złożoną gazę. Odstawiłam do odleżenia.

Nalewka podobnież im dłużej leżakuje tym jest lepsza (z wiarygodnego źródła wiem, że min. to 2 tygodnie). Ja spróbowałam ją po raz pierwszy po jakiś 5 tygodniach, następnie skosztowałam po kolejnych dwóch - i była jeszcze lepsza!

Nalewka jest idealna dla osób, które lubią kwaśne i nie bardzo słodkie alkohole.



sobota, 20 października 2012

Zupa - krem z pieczarek



Kto powiedział, że nawet jeśli czegoś nie za bardzo lubimy nie można ugotować tego dla kogoś bliskiego?
Tak jest u nas z zupą pieczarkową i choć często w domu jej nie ma (bo po prostu nie pamiętam o pieczarkach - muszą mi się rzucić w oczy) to od czasu do czasu staram się zrobić Filipowi przyjemność. Tak też się stało parę dni temu, kiedy w supermarkecie wyrosła przede mną nagle góra - o dziwo bardzo ładnych - pieczarek.


Składniki:

  • Ok. 1 kg pieczarek
  • 2 cebule
  • 1,5 l bulionu
  • Suszone warzywka, sól, pieprz
  • 1 serek topiony (100g)




Pieczarki myję i oczyszczam, kroję w plasterki, ale jeśli ktoś woli inaczej to droga wolna, bo i tak będą miksowane.  Cebulę kroję i podsmażam, a na to wrzucam pieczarki. Podsmażam je chwilę, aż ściemnieją, a wtedy zalewam je bulionem (ok. 1,5 l - tak, żeby płynu było ok. 2 cm powyżej pieczarek). Dodaję suszone warzywka i sól. Gotuję na niewielkim ogniu przez ok. 15 min, po czym dodaję serek topiony. Wyciągam swojego najlepszego przyjaciela, którym jest blender i miksuję zupę na krem.

Jeśli dodamy trochę więcej bulionu otrzymamy rzadszą zupę, którą można podawać z makaronem, np. łazankami.